piątek, 31 marca 2017

Od Cajsim do Akkarina i całej watahy

Światło przebiło się przez ciemność i ujrzałam jaskinię Yogani. Nikogo w niej nie było oprócz mnie. Wszystko mnie bolało. Przy każdym ruchu czułam rozdzierający ból. Cała byłam w opatrunkach. Tylko ogon wystawał mi spod sterty bandaży. Tył głowy miałam w siniakach. Nagle wszystko sobie przypomniałam: "Niespodziewany skok, rana, krwawa walka,osłabienie, silne uderzenie głową o pień drzewa i potem już tylko sen...Midale, nie można mu ufać. To on, to on mnie zaatakował. Trzeba ostrzec innych!" Próbowałam się podnieść, jednak poczułam okropny ból. Yo wbiegła do jaskini.
-Caj nie ruszaj się!
-Yo? Trzeba czym prędzej ostrzec innych! Wszystko w porządku? A Dena, Isil, Aurelia? A ty? Wszystko z wami w porządku? Nie dopadł was?
-Nie...o czym ty mówisz?
-Całe szczęście.Złapaliście go?
-A kto, o kim mówisz?
-Midale, to on mnie zaatakował.
-Tak...Dobrze że się obudziłaś.
-Ile spałam?
-Tydzień. Cały tydzień, myśleliśmy, że... się już nie obudzisz.-mówiąc to Yo rzuciła mi się na szyje.Nie mogłam uwierzyć w to że przespałam cały tydzień. Ile mogło się wydarzyć w tym czasie?
-No a co z nim?- zapytałam.- Udało wam się go złapać?
-No więc...nie do końca...
-Ale jak to?! On jest na wolności?!
-Niestety tak. Wielu z nas ciężko zranił, ty i Aris oberwaliście najbardziej.-Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo wtedy zdarzyło się coś niespodziewanego...Do jaskini wpadł Akkarin z jakimś innym wilkiem.
-Akkarin!-Wykrzyknęłam, Zii miała rację, on wrócił!Tak bardzo się cieszyłam.
-Cas?-Zapytał Akkarin z zaskoczeniem wpatrując się we mnie. Nie mógł mnie poznać, bo tylko ogon mi wystawał spod opatrunków.
-To ja głupku! Nie poznajesz mnie?!- Zawołam radośnie.
-Cajsim! Co ci się stało!? Yogani, co się dzieje?
-Midale oszalał-Wyjaśniła Yo nie owijając w bawełnę.
-Jak to?
-Podejrzewamy że wskoczył do źródła zapomnienia. Zaatakował Cajsim kiedy była sama w lesie.
-Walczyłam z nim, ale on był niepokonany. Wyglądał jakby wpadł w jakąś furię. To nie był on Akkarin to nie był ten Midale którego znaliśmy.-Powiedziałam.
-Nie wiem co powiedzieć, tak mi przykro. Tak cię urządził...Będzie musiał mierzyć się ze mną...-Spojrzenie Akkarina było zdecydowane i zawzięte. Nagle odezwał się nieznajomy wilk, który przez długi czas stał nieruchomo  w kącie jaskini:
-Miałeś rację Akkarinie. Coś złego się tu dzieje. Pozwól mi pomóc  w walce ze złoczyńcą.
-Aha, no tak zapomniałem wam przedstawić mojego przyjaciela, Eliosa. Spotkałem go na pustyni.-rzekł Akkarin.
-Jestem Elios, miło mi was poznać.- Przedstawił się nieznajomy.
-Witaj!-powitałam nowo przybyłego.
-Miło nam cię poznać Eliosie.- powiedziała Yogani.
Później Yo zmieniła mi opatrunki i dała mi się napić wody z wodospadu życia, miała ona magiczne właściwości uzdrawiające.Od razu poczułam się lepiej. Poszła porozmawiać z Eliosem."Yo dzisiaj zachowuje się jakby normalniej niż ostatnimi czasy.Hmm..."Przerwałam jednak rozmyślania bo zmierzał ku mi Akkarin. Ja i on mieliśmy czas dla siebie, żeby wreszcie po tylu dniach ze sobą porozmawiać...
***
Dena wbiegła w pośpiechu do jaskini. Patrolując pogranicze zobaczyła Midale idącego przez las. Mówiła, że gonił ją przez długi czas, ale zgubiła go w okolicach słonecznej polany. Wszyscy byli zwarci i gotowi, nawet ja,ale Yo i Ak nie pozwolili mi iść.
-Wiem, że Akkarin uzdrowił cię częściowo swoją mocą, ale nadal nie jesteś w najlepszym stanie, a w dodatku jesteś w ciąży.-Mówiła Yoga.
-Yo ma rację, to bardzo niebezpieczne. Trzymaj się i nie martw się o nas.-Powiedział Akkarin.
-No niech wam będzie. - Odrzekłam z udawaną niechęcią. A sprawna reszta wilków ruszyła do walki. Zostałam sama w jaskini. Jakiś czas leżałam wpatrując się w chmury biegnące po niebie i słońce chowające się za nimi. Zachciało mi się spać. Gdy już prawie zasypiałam usłyszałam głos za swoimi plecami.
-O witaj złotko! Jak ci się spało? Dobrze cię znów widzieć...-zabrzmiał ironiczny, a zarazem jadowity głos.
-O nie!Skąd ty się tu wziąłeś!?- Byłam przerażona. On tu był, to był Midale.
-Tak się składa, że szybko się przemieszczam.-Uśmiechnął się ohydnie pokazując wszystkie zęby. Próbowałam zachować zimną krew i nie panikować. Midale zadał cios z zawrotną szybkością. Na szczęście udało mi się go uniknąć. Schowałam się w ciemnym kącie jaskini. Basior jednak szybko zorientował się gdzie jestem. Starałam się unikać ciosów jednak nie zawsze mi się to udawało. Wyciągnęłam poranioną łapę do góry i zatopiłam pazury w jego karku. Jednak on specjalnie się tym nie przejął. Upadłam na ziemię. Uznałam że walka nie ma sensu. "Nie mam siły.On zaraz mnie wykończy. Gdzie oni są? Czemu tak długo nie wracają?"Nagle do głowy wpadł mi podstępny plan."Nie wiadomo czy to się uda. Muszę zebrać całą siłę." Spowolniłam oddech. Moje ciało było pozornie bezwładne. Leżałam na ziemi w bezruchu. Nie reagowałam na jego ciosy.
-Czego się spodziewałaś? Myślałaś że mnie pokonasz z tymi ranami?-Mówiąc to Midale śmiał się diabolicznie.-Idę po resztę wilczków.Skończyłem z tobą.-rzekł i zaczął zmierzać ku wyjściu z jaskini.
-Ale ja jeszcze nie skończyłam!-Zawołałam zrywając się z ziemi. Skupiłam w jaskini energię wiatru. Poczułam jego ciśnienie. Mój "strumień" powietrza uniósł do góry duży kawałek skały. A potem jednym zdecydowanym ruchem  cisnęłam głaz w napastnika. Nie widziałam czy mój atak się udał i czy Midale oberwał bo przed oczami znowu ujrzałam ciemność. Sztuczka wyssała ze mnie energie której i tak miałam już mało. Straciłam przytomność. Ostatnie co poczułam to uderzenie mojego ciała o twardą granitową podłogę jaskini.

<I jak podoba się? Akkarin czekam na twoje opo. :) >
837 słów





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz