wtorek, 7 marca 2017

Od Orona CD Isil

Spacerowałem po lesie. Po jakimś czasie nacieszyłem już się przyrodą i postanowiłem wrócić do jaskini. Szedłem i zastanawiałem się, czy mam jeszcze coś do roboty. Rozmyślając, nieomal nie potknąłem się o coś dużego, leżącego na ziemi. Popatrzyłem pod nogi. Była to jakaś wadera, strasznie podobna do mnie i cała w krwi. Krzyknąłem przerażony. Nie zareagowała. Uspokoiłem się nieco i sprawdziłem puls i oddech. Żyła jeszcze, chociaż była w okropnym stanie. Wziąłem ją na grzbiet i ostrożnie pognałem w stronę jaskini. Po chwili wpadłem do jaskini.
-Yo, jesteś tu skarbie? -zawołałem od progu.
-Jestem, jestem kochanie -odpowiedziała mi, z innego pomieszczenia w naszej jaskini. -Coś się stało? Krzyczysz, jakby ci się futro paliło... 
-Chodź tu szybko, potrzebuję pilnie pomocy uzdrowicielki.
-A jednak ci się pali? -zażartowała, wyłaniając się z sąsiedniego pokoju. W naszej jaskini było okropnie dużo pomieszczeń. W większości brudne i zawalone jakimś gruzem. Mimo to, jaskinia była ogromna, mogła się równać nawet z jaskinią Alf z mojej ojczystej watahy; Watahy Ognia, której nie cierpiałem.
Widząc stan wadery na moich plecach, Yogani spoważniała.
-Chodź z nią do salonu -powiedziała. -Tam jest najwięcej miejsca.
Zrobiłem to, co mi kazała zrobić. Położyłem nieznajomą na zwierzęcych skórach w salonie. Następnie wyszedłem. Wiedziałem, że lepiej się skupić w samotności... Zacząłem się zastanawiać nad tym wszystkim. 
,,Kim była ta wadera? Dlaczego była do mnie taka podobna?'' -były to dwa główne pytania, krążące po mojej głowie.-,,Była kimś z watahy? Wataha była duża, a ja wychowywałem się w otoczeniu młodych Bet i szczeniaków z rodziny Alf. Nie znałem właściwie żadnych Omeg. Mogła być z mojej watahy... Ale, jeśli tak, to co tutaj robiła?''
W końcu podeszła do mnie Yogani. 
-Kto to jest? -spytała.
-Gdybym wiedział... -odpowiedziałem. -Znalazłem ją zaraz obok wejścia do naszej jaskini.
-Co z nią zrobimy?
-Nie wiem... Poczekamy aż się obudzi i albo przetransportujemy poza granice, albo przyjmiemy...
Zapadła cisza. Znów zacząłem rozmyślać o tym kim jest ta tajemnicza wadera.
-Muszę iść do naszej Bety, poinformować ją o tym co zaszło... -odezwała się moja ukochana.
-Spokojnie, zajmę się twoją pacjentką -uśmiechnąłem się. 
Yogani wstała i wyszła z jaskini. Wyszła... Mało powiedziane. Ona wybiegła z szybkością sarny, która zobaczyła głodnego wilka.
Nagle usłyszałem jakiś hałas. Wróciłem do saloniku. Wadera leżała całkiem rozbudzona. Wpatrywała się we mnie. Czułem, że muszę coś powiedzieć.
-Dobrze, że już się obudziłaś -rzekłem w końcu. Popatrzyłem na nią wyczekująco. Czekałem na jakieś wyjaśnienia, co tu robi i kim w ogóle jest. Usłyszałem jednak tylko dwa, ciche słowa:
-Jestem Isil.
Dziwne. Na ogół wszyscy w takiej sytuacji od razu zaczynali się się tłumaczyć. Popatrzyłem na nią i w końcu zrozumiałem. Była okropnie blada, nic dziwnego, w końcu prawie wykrwawiła się na śmierć. Była po prostu za słaba by mówić. Rozpromieniłem się. 
-Miło mi, jestem Oron -przedstawiłem się.
Chciała coś powiedzieć, ale się rozmyśliła.
-Lepiej nic nie mów... -powiedziałem. -Poczekaj chwilę, przyniosę wodę.
Po chwili rzeczywiście wróciłem do niej z wodą. Isil ugasiła pragnienie i wyglądała o wiele lepiej.
-No. To może teraz mi wyjaśnisz kim jesteś i czego tu szukasz? -uśmiechnąłem się przyjaźnie.


(501 słów)

Gościnnie wystąpiła: Yogani.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz