Wataha cz. 16
Czułam się jak w najwspanialszym śnie. Promienie słońca padały na jego twarz. Słowa kapłana prawie do mnie nie docierały, chociaż wiedziałam o co pyta, zresztą nie jego słowa były tu najważniejsze tylko nasze. Wypowiedziałam krótkie "tak". Jedno słowo, a tyle się za nim kryło. Byłam taka szczęśliwa. Tak bardzo go kocham...
Gdy nagle w ten wspaniały sen wkradł się koszmar. Strzała przebiła jego futro w okolicach serca. Z rany krew pociekła strumieniem. To było straszne! To było okropne! Yogani podbiegła do Akkarina. Moje łzy rozpaczy i gniewu kapały na ziemię. Nie chciałam wypuścić go z moich objęć. Czułam się tak jakbym traciła go na zawsze. Jednak w duszy cały czas był płomień nadziei ze przeżyje. Yogani z pomocą Orona zabrała go do lecznicy. Wstałam, otarłam łzy i w tym momencie spostrzegłam tego drania, tego cholernego gnoja, który chciał zabić mojego ukochanego. Ruszyłam biegiem w jego stronę z niewyobrażalną szybkością. Jednym skokiem powaliłam go na ziemie. Wrzasnęłam na całe gardło i zadałam ostateczny cios. Powietrzna strzała ugodziła go prosto w serce. Usłyszałam oddech jego "kolegów" którzy czaili się za moimi plecami. W ułamku sekundy wystrzeliłam kilka powietrznych strzał, a każda była trafiona. Rozejrzałam się po polanie. Kapłan i jeszcze parę osób patrzyło na mnie z przerażeniem i jakby lekką pogardą.
-Mamy wojnę to normalne. Każdy by zrobił to co ja. On mógł zginąć.-Wyrzekłam ozięble, otrzepałam się z kurzu, wzbiłam się w powietrze i pofrunęłam do lecznicy. ..
Akkarin leżał na pledzie ze skór.
-On żyje. Mało brakowało.-Rzekła Yogani.
-Całe szczęście.- odpowiedziałam z ogromną ulgą i zdobyłam się na uśmiech.
-A gdzie jest sprawca?- Zapytała Yogani.
-W grobie, tam gdzie jego miejsce.-Odrzekłam z lodowatym uśmiechem. Mina Yogani mówiła sama za siebie. Czułam się tak jakby miała mnie za sadystkę, i pewnie tak było, jednak ja tak siebie nie postrzegałam. Odpowiedziałam jej jeszcze bardziej lodowatym uśmiechem i krwiożerczym wzrokiem. Przecież zrobiłam to co było konieczne, a najważniejsze że Akkarin żył...
<Akkarin? Wybacz, jednak bez ofiar się nie da. PS: Przepraszam za brzydkie słowa, ale sam rozumiesz.:)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz