niedziela, 19 marca 2017

Od Arisa Do Orona

Widziałem jak Akkarin pokonał mojego pana, w pierwszej chwili chciałem to tak po prostu zostawić ale musiałem zachować pozory wierności więc zaatakowałem. Starcie umysłów trwało tylko kilka minut, coś nagle nam przerwało i odrzuciło z nieprawdopodobną siłą. Po tym wszystkim ruszyłem przed siebie. 
Po kilku dniach dotarłem o dziwo do tej samej watahy z którą jeszcze niedawno walczyłem. Coś mi zaświtało, teraz kiedy wojna się skończyła i armia Pagdumota rozeszła jedyną rzeczą jaka mnie interesowała była zemsta na Midale a on był właśnie tutaj. Postanowiłem zrobić coś dosyć dziwnego, ale postanowiłem dołączyć.
Wiem że mało realną rzeczą było żeby się zgodzili ale spróbować zawsze można. Bez wahania wszedłem na ich teren i skierowałem się w stronę jaskini Alf, nawet nie przebyłem połowy drogi kiedy z krzaków wyskoczył na mnie jakiś wilk. To była ta sama wadera która ratowała Midale, zaraz jak ona miała na imię? A, to była Dena. Przygniotła mnie do ziemi. Była wściekała. 
Gdzieś niedaleko usłyszałem ciche popiskiwanie i wszystko stało się jasne. 
-Chyba wybrałem złą drogę...
-Najgorszą ze wszystkich- warknął wbijając mi pazury- co tu robisz?
-No cóż idę do alfy, mam zamiar dołączyć.
Jej reakcja była bezcenna, przestała mi wbijać pazury i spojrzała na mnie tak jakbym jej powiedział że jestem miłym i dobrym wilkiem.
-Niby czemu mam ci wierzyć?
-Nie wiem- powoli mi się nudziło leżenie na ziemi więc bezceremonialne zwaliłem z siebie Denę- Wybacz ale nieco mi się spieszy.
Ruszyłem do przodu, od jaskini dzieliły mnie jakieś 2 kilometry więc można było się spokojnie przeteleportować. W sumie dawno tego nie robiłem.
Powoli zacząłem się rozmywać, po kilku sekundach zmaterializowałem się w domyślnym miejscu, otworzyłem oczy i zobaczyłem przed sobą zdziwionego do granic możliwości Orona.
Szybko jednak dotarło do niego co się stało i błyskawicznie cisną we mnie kulą ognia.
Zrobiłem unik i znalazłem się za plecami Orona.
-Uspokój się, nie przychodzę tutaj żeby walczyć.
Basior błyskawicznie się odwrócił w moją stronę.
-To niby po co?
-Lepiej usiądź żebyś nie upadł, chcę dołączyć.
-Chyba śnisz- warkną - przyjmę wszystkich, ale ciebie nie.
-A Midale został przyjęty, po mimo tego że był taki sam jak ja.
-Był ale nie jest, on się zmienił a tacy jak ty się nie zmieniają.
Spojrzałem na drzewo.
-Masz rację, ja się nie zmieniłem, on też nie, jest taką samą szumowiną jaką był tylko po prostu ma wyrzuty sumienia. Ja po prostu nie lubię samotnego trybu życia więc chcę dołączyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz