-Co się stało!? Yogani czy on przeżyje? Mów! Oron powiedz coś i przestań tak łazić! Wytłumaczcie mi! Akkarin kochanie!
- Spokojnie Cajsim. Przestań krzyczeć i mi pomóż. Przynieś krwawnik i trochę rzemienia. Pamiętaj o kawałku bawełny.
Moja przyjaciółka popędziła do skrzyni na zioła i przyniosła mi wszystko co potrzebowałam. Delikatnie oczyściłam ranę i przyłożyłam krwawnik. Następnie położyłam na ranie kawałek bawełny i wszystko obwiązałam rzemieniem, żeby nie spadło gdy wstanie. Teraz zajęłam się łapą. Otoczyłam ją lodowatą wodą i nastawiłam złamaną kość. Akkarin jęknął głośno. Cajsim przypadła do jego boku i zaczęła delikatnie lizać go po twarzy, ciągle błagając by nie umarł. Chwyciłam wcześniej przygotowany patyk i usztywniłam rzemieniem łapę Akkarina. Następnie podałam mu napar uspakajający i stanowczo kazałam wszystkim wyjść. Przysiadłam przy rannym i głęboko zajrzałam mu w oczy.
- Co tam widziałeś Akkarin?
- Nie chcę o tym mówić.
- Akkarinie. Nie rozumiesz, że to dla dobra Watahy?
- To co widziałem jest zbyt okropne by o tym mówić.
- A więc zostawiam cię na razie. Musisz wypocząć i uspokoić myśli. Miłych snów.
Wyszłam z jaskini i zaraz doskoczyła do mnie Cajsim. Zaczęła mnie o wszystko wypytywać. Jednak minęłam ją zamyślona i zdenerwowana. Poszłam nad Księżycowe Jezioro. Zanurzyłam się w chłodnej wodzie. Poczułam moc zawartą w niej. Skoczyłam do przodu i zanurkowałam w granatowej toni. Pływałam pozwalając by woda wypłukała ze mnie wszystkie zmartwienie. Te znaki nakreślone na futrze narzeczonego Cajsim. Namalowane węglem i krwią. Co oznaczały?
W końcu wyszłam z jeziora i wróciłam do jaskini. Sięgnęłam do księgi run i zaczęłam szukać tego dziwnego znaku.
ሰለባ
W końcu znalazłam, znaczyło "ofiara". Siedziałam wpatrzona. W końcu zrozumiałam. Podskoczyła z przerażenia i popędziłam po inną księgę. Nosiła tytuł "Legendy Miejsc". Było. W opisie Świątyni napisano:
"Podobno znajduje się tam komnat skryta pod podłogą. W środku znajdują się kamienne serca patronów. Trzymają one ich tu by mogli pojawiać się w postaci cielesnej. Jest jeden sposób by je zniszczyć. Składanie przy nich ofiar ze zwierząt, a najlepiej wilków. Ofierze maluje się wtedy starożytny napis znaczący dosłownie "ofiara". Takiej osobie rozcina się bok by umarł z upływu krwi. Tylko słudzy Pagdumota zdolni są do takiego okrucieństwa"
Z okrzykiem wielkiego przerażenia odskoczyłam od książki. Już po sekundzie Oron staną przy mnie i zaczął mnie pocieszać i tulić do siebie. Płakałam w jego ramionach nie mogąc się otrząsnąć ze strachu. Wyjaśniłam mu wszystko, a on spojrzał na mnie tym pełnym bólu wzrokiem i powiedział do mnie.
- Trzeba się ich stamtąd pozbyć.
- Nie da się tego załatwić pokojowo? - spytałam naiwnie
- Niestety nie Kochanie - spojrzał na mnie z miłością. Następnie podniósł wzrok i zapatrzył się na cudowny widok rozciągający się z naszej jaskini - A więc wojna. Zaczyna się wojna.
Ja jednak musiałam teraz wrócić do rannego. Zachować na razie tą straszną prawdę, to było moje zadanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz