Zobaczyłem Denę która z wielkim zdeterminowaniem przesuwała niemałą sarnę. Szło jej to zdecydowanie nie najlepiej.
-Może pomogę?- podszedłem do sarny i chwyciłem ją zębami.
Razem przesuwanie poszło nam szybko chociaż trzeba przyznać że sarna lekka nie była.
-Dziękuję Midale - uśmiechnęła się.
-Nie ma za co.
Dena spojrzała w kierunku szczeniąt. Prawie wszystkie się bawiły z wyjątkiem jednego, miał nietoperze skrzydełka, był biało-fioletowy i miał niewielkie różki. Patrzył wściekle na otaczające go rodzeństwo.
-Dena, to jest Valdo?- zapytałem.
-Tak.
Było w nim coś niepokojącego, w pewnej części przypominał mi Arisa. Szczeniak spojrzał na mnie jakby oceniał kim lub czym ja jestem po czym bezceremonialnie podszedł do mnie i zakomunikował.
-Nie lubię cię.
-Valdo, to nie było miłe- Dena go skarciła
-Nie miało być- uśmiechnął się wrednie.
-Valdo!
-Tak mamusiu?
-Przeproś.
Valdo nie odpowiedział tylko odwrócił się do niej tyłem i poszedł w kierunku wyjścia.
-Valdo!- warknęła. -Gdzie ty się wybierasz?
-Gdziekolwiek.
Wybiegł z jaskini, Dena spojrzała za nim załamana.
-Ja z nim zwariuję -jęknęła.
-Chyba nie będzie aż tak źle- uśmiechnąłem się lekko. -Widziałem gorsze przypadki.
Do Deny podszedł jakiś inny szczeniak:
-Mamo nie smuć się, kiedyś pewnie zmądrzeje.
-Dzięki Yamis- przytuliła go.
***
Biegłem, byłem wściekły na Yamisa, znowu był tym najlepszym ale kiedyś się to zmieni.
Kiedyś to ja będę najlepszy we wszystkim i zostanę bohaterem a on będzie przy mnie tylko małym robaczkiem. Stanąłem na polance, niebo było ciemne, zanosiło się na burzę. Nie interesowało mnie to teraz, jak będzie burza to może uda mi się odkryć jakieś nowe zdolności. Ale nie po to uciekłem z domu, uciekłem żeby nauczyć się latać. Rozłożyłem skrzydła i spróbowałem się wzbić. Jak zwykle skończyło się na wymachiwaniu skrzydłami bez sensu. Miałem tego wszystkiego dosyć. Czy kiedyś mi się uda coś z nimi zrobić? Wdrapałem się na spory kamień i spojrzałem w niebo, zaczynało padać i wiać.
-Idzie burza i to taka jakiej jeszcze świat nie widział- usłyszałem za sobą czyjś głos.
Odwróciłem się w tamtą stronę i zobaczyłem białego basiora.
-Kim jesteś?- warknąłem
-Kimś na pewno- basior uśmiechną się delikatnie. -A ty pewnie jesteś szczeniakiem Deny.
-Niezbyt odkrywcze- odburknąłem. -Idź sobie!
Basior zaczął się śmiać.
-No proszę proszę, nie myślałem że dożyję dnia w którym szczeniak będzie mi rozkazywać
Spojrzał na mnie przeszywająco, poczułem jak coś wdziera się do mojego umysłu, chciałem krzyknąć ale nie mogłem. Biały wilk przez chwilę stał nade mną po czym wycofał mackę myślową. Odskoczyłem od niego i skuliłem się, on był przerażający.
-Masz ciekawy charakterek- wyszczerzył zęby- będziesz kimś kto wywróci to miejsce do góry nogami.
Nagle na jego bokach pojawiły się skrzydła i wzbił się w powietrze zostawiając mnie samego. Burza zdążyła się rozszaleć na dobre. Zacząłem biec w kierunku domu przez jakiś las.
Pioruny waliły w drzewa, łamały je i spalały. Wiatr też łamał gałęzie. Teraz zaczynałem żałować że chciało mi się uciekać z domu. Tam było ciepło i sucho i pewnie teraz właśnie zajadali tą wielką sarnę. Nagle zobaczyłem lecący w moją stronę konar jakiegoś drzewa. Nie szansy żeby go uniknąć.
Poczułem przeszywający ból i zapadłem w ciemność.
***
Dena patrzyła przez okno na szalejącą burzę.
- Martwię się o niego- powiedziała cicho- to się musi źle skończyć...
Nagle spojrzała w kierunku wejścia, i zaczęła warczeć. Stał tam Aris i miał coś z zębach.
Położył to ostrożnie na ziemi.
-Uspokój się- powiedział do Deny- i następnym razem lepiej pilnuj dzieci.
Wadera przerażona spojrzała na to coś co leżało na ziemi.
-Valdo!- krzyknęła i rzuciła się w jego kierunku.
<Dena? uroki wychowywania XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz