środa, 15 marca 2017

od Deny cd Midale



Akurat uzdrowiłam kolejnego naszego rannego, kiedy usłyszeliśmy kolejny sygnał rozpoczynający walki. Cajsim przybiegła zawiadamiając nas o tym i ponownie kazała z alfami mi się nie mieszać w wojnę z uwagi na swój stan. Z jednej strony cieszyłam się, że troszczą się o moje nienarodzone dzieci ale z drugiej nie mogłam tak siedzieć bezpiecznie podczas gdy reszta naraża się na tak wielkie niebezpieczeństwo. Nagle usłyszałam wycie Midale, musiałam wyjrzeć co się dzieje. Zamarłam. Zaczął atakować naszych ale wkrótce pogubiłam się w jego poczynaniach. Tego było za wiele.
Nałożyłam na siebie a zwłaszcza na brzuch najsilniejsze bariery ochronne, które tylko ja mogłam złamać i zaraz wybiegłam. Padł przy waderze beta, ta kiwnęła głowa i skoczyła na białego demona. Dobiegłam do leżącego basiora, ulatywało z niego życie przez kolejne obrażenia. Kolejny raz w ciągu tego dnia a może nawet godziny szybko go uzdrowiłam. Ocknął się kiedy stanęłam nad nim w geście obronnym, bowiem inny basior chciał na nas skoczyć ale udaremniało mu to pole siłowe, typowa bariera moja.
-Dlaczego mi pomagasz? Przecież chwile temu prawie zamordowałem kilka sojuszniczych wilków- mruknął patrząc na mnie otępionym wzrokiem. Szybko zerknęłam na niego a potem znowu skupiłam wzrok na próbującym dosięgnąć nas napastniku.
-Byłeś zahipnotyzowany, wyczułam to. Nie wiem kim byłeś przed dołączeniem tu ale teraz jedziemy na jednym wózku. Każdy popełnia błędy i niezależnie co zrobił należy go wysłuchać- mówiłam szybko zaciskając zęby. Bariera wkrótce mogła zostać przełamana ale czułam, że tego tu basiora nie mogę zostawić bo jeszcze coś zrobi głupiego. Stanęłam mocniej do podłoża, żeby utrzymać pole ochronne jak najdłużej. Czułam jak na czole gromadzą mi się kropelki potu.- Midale, wierzę, że jesteś dobry. Pomogę ci teraz, dobrze? I nie, nie przyjmuje sprzeciwu. Musimy wygrać ta walkę- spojrzałam na niego poważnie. Dźwignął się na własne łapy wychodząc spode mnie. Kiwnął głową.
-Dam radę.
-Świetnie. Bariera chroniąca nas zaraz padnie ale już zadbam oto, żebyś nie uległ hipnozie powtórnie. Posłuchaj: nałożę na ciebie porządna barierę teraz a zaraz unieszkodliwię tymczasowo wrogów. Dasz radę z nimi się uporać?
Kiwnął głową. Wzięłam głęboki wdech, szybko nałożyłam ochronę i wówczas bariera padła. Wróg nie dał rady od razu zaatakować, bo chwilowo uciszyłam jego moce, Midale zaraz ruszył na niego. Do kogoś innego leciał jęzor ognia tam własnie posłałam lustro, które zamiast w naszego, wrócił do właściciela, słyszałam jego dzikie wrzaski. Było ich tak dużo... Moją jedyną nadzieją była kołysanka, żeby zdobyć dla nas jak najwięcej czasu. W końcu użyłam jej, zaraz większa część wrogów będąca w pobliżu została otumaniona i zaczęli jeden po drugim opadać nie tyle co ze snu ale i przez swój zgon.
W pewnym momencie usłyszałam świst i ból w okolicach karku, zaraz zostałam posłana na ziemię. Szlag, udało temu komuś przedrzeć przez moją barierę raniąc mnie dotkliwie między łopatkami.
-Taka wadera jak ty ośmiela się wtrącać? O, masz coś w sobie- uśmiechnął się złośliwie. Odruchowo zasłoniłam brzuch, posyłając ku niemu swoje ataki na obrażenia. Ten zręcznie je wyminął i znowu mnie powalił. Zamachnął się łapą i wyszczerzył zęby. Czułam, że zaraz dołączę do Theo. Oczy same mi się zamknęły...

<Midale?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz