czwartek, 16 marca 2017

Od Cajsim Cd Akkarina, watahy

Szłam jak burza. Na polu walki nie było Białego Demona więc mi nie przeszkadzał. Midale świetnie walczył, musiała jednak uważać by nie pomylić go z wilkami wroga. Jego czarne futro i tak podobna postura... Nie skupiałam się jednak na Midale, tylko na walce. Miałam teraz trudnego przeciwnika, mimo że moje ciosy były szybkie, on przewidywał każdy mój ruch...a to dlatego że czytał mi w myślach.Dlatego wpadłam na świetny pomysł...Specjalnie myślałam  inaczej niż uderzałam. Na początku był zdezorientowany, lecz potem się domyślił i zaczął znowu zwyciężać, wtedy kiedy akurat miałam dosłownie sekundę wolną by uderzyć spostrzegłam że Midale leży, a przy nim siedzi Dena. Dena!? Oberwałam ostro od mojego przeciwnika,upadłam na ziemię. Jednak szybko wstałam unikając kolejnego ciosu. Szybko wzbiłam się w powietrze i przeleciałam w stronę Midale i Deny.  Dena z początku sobie radziła, jednak potem zasłabła.Wytworzyłam ogromną tarczę z powietrza. I razem z Midale broniliśmy Deny. Basior przez chwilę osłaniał mnie, a ja stanęłam, uspokoiłam myśli i bardzo mocno się skupiłam na powietrzu. Czułam jego ciśnienie i najdrobniejsze podmuchy wiatru. Skupienie i opanowanie pozwoliło mi na stworzenie wichury, która utorowała nam drogę do jaskini. Kiedy do niej doszliśmy byłam wykończona.Wichura i powietrzna tarcza wyssały ze mnie ogromną ilość energii. Próbowałam się podnieść. Moje serce rwało się do boju, ale organizm był wycieńczony. Obraz Deny i Midale rozmazywał mi się przed oczami. Po chwili nic nie słyszałam,ani nie widziałam, nie mogłam się ruszyć.Straciłam przytomność...
***
Był ranek. Słońce nieśmiało wychylało się zza horyzontu. Poranna mgła unosiła się w powietrzu. W jaskini nikogo nie było. Nagle spostrzegłam Orona i Yogani. Wyraz i twarzy był rodem z żałoby.
-Co się stało? Ile czasu spałam?
-Oj dużo się stało...-Zaczął Oron.
-Dobrze że się wreszcie obudziłaś.Twój okres regeneracji był długi, chociaż w sumie twoja wichura była ogromna i tarcza też.-Powiedziała Yogani.
-Mówcie do rzeczy!
-Przespałaś całą resztę wczorajszego dnia i calusieńką noc. Czyli w sumie dwadzieścia godzin...-Wyjaśniła Yogani.Aż poderwałam się z podłogi.
-Dwadzieścia godzin!?Aż tyle !? Byłam pewna że krócej...No dobra -uspokoiłam się- A ta druga wiadomość? Czemu wyglądacie jakbyście wracali z pogrzebu?Gdzie jest Akkarin?
-Ponieważ Akkarin nas zdradził.-Przemówił Oron.
-Jak to?! To niemożliwe! Nie wierzę wam...-Nie mogłam w to uwierzyć. Jakim cudem.
-Został sługą Pagdumota.- Twarde i trudne dla mnie słowa rozbrzmiały w jaskini i odbiły się echem od skalnych ścian.
***
W jaskini alf odbywała się kolejna narada wojenna. Chciałam w niej uczestniczyć, ale Oron mi nie pozwolił.
-Dlaczego Oron nie mogę uczestniczyć w naradzie?
-Mówiłem ci już, on jest twoim mężem. A ty jesteś po jego stronie, nie wierzysz w to że on jest zdrajcą, a to są fakty. Rozumiem  cię, jesteś trochę zaślepiona przez miłość do Akkarina i nie widzisz niektórych faktów...
-Zamilcz! Nie mów tak ani o mnie, ani o nim. On nie jest zdrajcą!- Chciałam odejść jednak odwróciłam się jeszcze do Orona i powiedziałam:
-Miłość nie zamyka oczu tylko je otwiera.- Dopiero gdy wyrzekłam te słowa odeszłam pozostawiając Orona przed jaskinią alf."Mam gdzieś tą ich naradę! niech się sami naradzają beze mnie! Jeszcze Oron zrozumiałabym że nie chce mnie dopuścić. On musi bronić dobra watahy, nie może ryzykować...bla bla bla i tego rodzaju pierdoły, ale Yogani?! Byłam pewna że mnie zrozumie!"Moje rozmyślania przerwał głos Deny.
-Ja mogę ci pomóc! Rozumiem cię.
-Dena? Witaj!
-Witaj Caj!
-Wiesz, jestem ci niezmiernie wdzięczna że mnie jako jedyna zrozumiałaś, ale ze względu na twój stan lepiej żebyś tu została.-Dena obróciła oczami i spojrzała na mnie z niechęcią .
-Wiem mówię jak Oron. -Uśmiechnęłam się do niej, a ona do mnie.
-Umówmy się tak. Ty będziesz moim szpiegiem i będziesz mnie informować o ich posunięciach, a ja pójdę szukać Akkarina.
-Niech ci będzie Caj.-Dena zgodziła się, a ja ruszyłam za tropem Akkarina...
Długo szukałam tropu w okolicach pola walki. Zauważyłam jakieś odciski łap. były dosyć głębokie, tak jakby ten wilk niósł jakiś ciężar...Obok odcisków łap na piasku był ślad, jakby wilka ciągniętego po ziemi. Powąchałam. To był jego zapach. Ruszyłam tym tropem...
Szłam wiele godzin. Moim oczom ukazało się wejście w skale. Było zamknięte. "Aaaaaaa! Czemu zawsze musi tak się kończyć!? Tyle czasu, tyle godzin, tyle drogi i nic!?" Nie wiedziałam co myśleć, ani co dalej robić. Nagle dostałam sygnał myślowy.:
~Odejdź  stąd. Nic mi nie jest. Mam plan.
~Akkarin?To ty to naprawdę ty!Tak się ciesze. Jaki plan?
~Niedługo wszystkiego się dowiesz. Wracaj. Błagam cię.
~Niechętnie się zgadzam, ale dobrze.
~Kocham cię.
~Ja ciebie też.
I sygnał myślowy się urwał,ale najważniejsze było to że wszystko było w porządku. Wróciłam więc na tereny watahy. Gdy próbowałam zasnąć do mojej jaskini przyszła Dena.
-Cajsim, nie jest dobrze!
-Dobrze cię widzieć Dena. Co się dzieje!
-Oron uznał oficjalnie Akkarina za zdrajcę. Zresztą nie tylko on, bo reszta członków rady się z nim zgodziła. Akkarin jest w tym momencie najwyższym zdrajcą Watahy Śnieżnych Szczytów.
-O nie. Tylko nie to.-Nie wierzyłam własnym uszom. Co teraz będzie? Nawet jak powiem że kontaktowałam się z Akkarinem nie posłuchają mnie...Spojrzałam na Denę, a Dena na mnie.
-Akkarinie pospiesz się!-Spojrzałam w niebo i powiedziałam...

Część następna wkrótce.
<Akkarin?Mam nadzieję że ci się podoba...>







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz