To nie było normalne zachowanie Midale, oj nie. Podczas gdy Yogani dała mi czas, szybko w te pędy pobiegłam schować szczeniaki.
-Po co mamy się chować?- Zapytał oschle Valdo, na co posłałam mu ostrzegawcze spojrzenie.
-Macie tu zostać. Obaj. To polecenie- powiedziałam, tworząc im dodatkowo pole siłowe, które uniemożliwiałoby im wydostanie się czy dostanie się do nich. Gdy byli już bezpieczni, zaraz byłam przed jaskinią. Walka przeniosła się w inne miejsce ale dalej na widoku. Tym razem z Midale walczył Aris... Zaraz, co? Przecież on jest tym złym. Coś tu nie grało. Rozmyślania przerwało dostrzeżenie, że biały nie radzi sobie z przeciwnikiem. Z tego co mówiono, on był bardziej nastawiony na umysłowe ataki czy coś podobnego a nie wyglądało na to, żeby miał przewagę nad basiorem. Aż dziwne, że trzeba mu pomóc.
Cóż, czyli trzeba wrócić do starych ataków, dawno już z nich nie korzystałam. Oczyściłam umysł i pomyślałam o Theo wypowiadając dawno zapomniane zaklęcie:
-Theo! Agriste mala re tevio!- Co w wolnym tłumaczeniu oznaczało "Theo, użycz mi swoich mocy". Poczułam jak przez całe ciało przepływa silna iskra. Musiałam działać szybko, zaklęcie było ważne tylko przez określony czas. Pobiegłam w kierunku walczących, Aris nie wyglądał aby miał wygrać, przeciwnie. Szala zwycięstwa wyraźnie przechylała się ku Midale, który cieszył się niczym młody wilczek. Napastnik wyglądał jakby przymierzał się do ostatecznego ciosu ale został powstrzymany przez siłę bariery, atak co prawda poszedł na ochronę ale nie udało mu się jej złamać. Odwrócił się od niego, szukając sprawcy. W końcu natrafił na mnie, patrzyłam nań wyluzowana. Uśmiechnął się złowieszczo.
-Znowu ty. Chyba naprawdę chcesz abym się tobą pobawił.
-Czy ja wiem- wzruszyłam ramionami.- Niespecjalnie myślę, aby wataha był za kolejnym martwym wilkiem.
Rzucił się na mnie ale uniknęłam ciosu. Zaraz ponownie przepuścił atak ale tym razem ku niemu wystrzeliła spora macka materii, która go odepchnęła. Starałam się głównie bronić przed nim ale od czasu do czasu atakowałam. Ktoś zabrał Arisa z pola walki, gdy ten to zauważył to ruszył w tamtym kierunku ale znowu złapała go macka za tylną łapę rzucając w przeciwną stronę.
*Pewnie zastanawiacie się o co chodzi z tymi mackami? Otóż Theo, za życia był pół-demonem kontrolujący materie i to on podarował Denie formułę "pożyczania" od innych ich mocy*
Po rzucie, basior wstał jak gdyby nic i otrzepał się. Nie chciałam go uszkodzić, tylko dać innym czas na działanie. Tym razem uniknął roju kul materii ale kierował się na mnie. I wtedy stało się coś, o co się bałam: zaklęcie skończyło czas działania i znowu byłam zdana jedynie na własne moce. Tak walka trwała trochę, dopóki nie przewrócił mnie brutalnie. Wyślizgnęłam mu się między łapami, nawiązując kontakt wzrokowy.
-Midale, co z tobą?
-Wszystko w najlepszym porządku- wyszczerzył kły.- Ale z tobą już nie.
To powiedziawszy wgryzł mi się w kark okazyjnie łamiąc mi łapę. Piszczałam z bólu, po czym rzucił mną na głazy, tak jak poprzedniczkę, zostawiłam od trawienia w dół krwawy ślad. W takich momentach przeklinałam siebie, że własnej osoby nie mogę leczyć. Mimo to, dźwignęłam się z trudem do pozycji stojącej, z trudem oddychając i patrząc na niego.
-Tylko na tyle cię stać? Co tak słabo?!- Krzyknęłam do niego wyzywająco.
<Jak szybko pożałuję tego, Midale?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz