środa, 15 marca 2017

Od Midale do Deny i całej wtahy



. -Uzdrowiłam cię, całe szczęście na czas- odetchnęłaz ulgą. Pomogła mi wstać- chodź Midale, powinieneś jednak trochę odpocząć i zregenerować siły.
-Dziękuję...
-Dena- uśmiechnęła się do mnie.
Spojrzałem na nią.
-Dziękuję za troskę, ale nawet jeżeli bym chciał odpocząć to nie mogę-oni mnie szukają, niedługo znowu zaatakuję a ja znam ich wszystkie słabe punkty.
Dena była wyraźnie zaniepokojona tym, że ledwie uszedłem z życiem i już się mieszam w następne walki, ale co ja mogłem na to poradzić?

-Dena, gdzie jest Alfa? W milczeniu wskazała mi ogromną jaskinię. Poszedłem w jej kierunku, miałem właściwie ochotę biec, ale ledwie się trzymałem na nogach. Kiedy wszedłem do środka zobaczyłem Orona, Akkarina i resztę ważnych osób pochyloną nad mapami, rozmawiali o czymś półgłosem. Pierwszy zwrócił na mnie uwagę Akkarin i obdarzył mnie pełnym pogardy spojrzeniem. -Czego tu szukasz?
-Chcę wam pomóc- powiedziałem martwo- znam ich całą taktykę.

-Oczywiście- zakpił- bo ty wiesz wszystko.
-Nie- warknąłem
-To niby skąd znasz taktykę Pagdumota?
Spojrzałem na wszystkich, zastanawiałem się, czy jak im to powiem to mnie rozszarpią, ale przecież wiedziałem, że kiedyś będę musiał to zrobić.
-Bo pomagałem Białemu Demonowi w tworzeniu jej. Wszyscy spojrzeli na mnie tak jakbym właśnie upierał się, że Pagdumot zatańczył balet dla małych sierotek.

-Akkarin pamiętasz jak zaatakowaliśmy twoją watahę wszystkich wyżynając w pień?- nie odpowiedział ale jego spojrzenie było wystarczająco wymowne- to ja wtedy tym kierowałem.
Basior bez słowa skoczył na mnie.

-Zapłacisz mi za to - wysyczałprzez zaciśnięte zęby.
Nagle rozległ się alarm, wszyscy wiedzieli co on oznacza,
ponowny atak. Akkarin zszedł ze mnie a ja wstałem.
-Ich słabym puntem jest Biały Demon, bez niego nic nie zrobią.
Oron spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Czyli ich słabym punktem jest najsilniejszy z naszych przeciwników?
-Niestety...
-Będziesz w stanie z nim walczyć?
-Nie, nie znam nikogo kto by mógł go pokonać.-spojrzałem na ścianę- uważajcie na jego pazury.

Wyszedłem i prawie wpadłem na kogoś z czarnego bractwa. Zgrabnie go wyminąłem i pobiegłem zająć jakiś punkt, z którego bezie coś widać. W końcu wdrapałem się na pagórek i go zobaczyłem, mały biały skrzydlaty punkt wśród czarnych wilków. Walczył z kimś, przyjrzałem się dokładniej, to był Akkarin. Walczył zaciekle, ale nie miał zbyt wielkich szans. Nie było teraz czasu na spokojne obserwowanie bitwy. Puściłem się pędem w stronę Białego i po kilku chwilach stałem tuż za nim. Nie zauwarzył mnie. Nagle z podziemi wystrzeliły korzenie i przebiły mu skrzydła. Zawył z bólu i odwrócił się w moją stronę.
-Ty..- wysyczał- miałeś być martwy!
-No cóż, twój misterny plan spalił na panewce.

Chile nieuwagi wroga doskonale wykorzystał Akkarini wgryzł mu się w kark. Biały, zaczął się rzucać jak byk i po jakimś czasie go trącił. Spojrzał na mnie lodowatymi oczami.
-Skoro żyjesz to możesz się przydać-uśmiechną się podle. Poczułem jak do mojego umysłu wkradają się czyjeś obrzydliwe myśli. Jakiś obcy głos powiedział mi ,,zabij ich wszystkich” nie miałem siły mu się przeciwstawić.
-Tak panie- moje oczy zmętniały Akkarinpodniósł się z ziemi i zaatakował, Jednak ja byłem pierwszy. Nie, nie atakowałem, zasłoniłem tylko mojego pana i cios, który miał spaść na Białego spadł na mnie. Akkarin rozdarł mi plecy. Normalnie nie byłbym w stanie się po takim czymś ruszyć, ale teraz tylko wstałem i błyskawicznie skoczyłem na Akkarina. Nigdy nie miałem tyle siły co dziś. Wilk upadł nieprzytomny. Nie, nawet nie widziałem
nawet gdzie go zraniłem. Wiedziałem tylko tyle że leży w powiększającej się kałuż krwi. Oblizałem łapę z krwi i spojrzałem na Białego. On uśmiechną się drapieżnie.
-No proszę proszę, pod kontrolą jesteś nawet przydatną zabaweczką...

Zobaczyłem gdzieś w oddali Orona  walczył zaciekle, ale widać już po nim było zmęczenie. Wiedziałem co robić, Pędem ruszyłem w jego stronę i skoczyłem mu na plecy przygważdżając go do ziemi. Przejechałem mu pazurami po karku, miałem zadać jeszcze jeden cios, ale poczułem jak od boku coś mnie uderza i strąca z Alfy. Upadłem na ziemię, chyba złamałem kilka żeber ale to co mną rządziło zabiło we mnie ból więc nawet nie poczółem Wstałem i spojrzałem na tego, kto to zrobił. Stała tam Cajsim, była umazana krwią, wyglądała jak boginni wojny. Ontar wstał i teraz z jednego przeciwnika zrobiło się ich dwóch. Przyjąłem pozycję obronna i czekałem na ich pierwszy ruch. Zaatakowali jednocześnie, prawdopodobnie byłoby pomnie, ale nagle obok mnie wylądował biały basior z okrwawianymi skrzydłami. Oron cisną w niego ognistą kulą. Ta jednak zamiast uderzyć w cel otrzymała się przed nim i z podwojoną mocą zwróciła i uderzyła w Alfę. Ontar
runą na ziemi, z jego pysko pociekła stróżka krwi. Cajsim spojrzała na to przerażona i wypuściła w kierunku Białego mnóstwo strzał. Basior stwozył tarczę ale nawet on nie mógł jednocześnie jej utrzymać i kontrować mnie. Poczułem jak wracają mi moje własne myśli, poczułem też palący ból, ale teraz nie było na to
czasu spojrzałem na to, co zrobiłem przez niego. Byłem wściekły, zaskoczyłem go.Nie spodziewał się że
będę w stanie jeszcze cokolwiek zrobić. Skoczyłem na niego i wgryzłem mu się w przednią łapę. Zaciskałem na niej zęby dopuki nie
usłyszałem obrzydliwego trzasku łamanej kości. Biały zawył z bólu i nie pozostał zbyt długo dłużny zaatakował. Rozdarł mi cale podbrósze i już maiła zadać ostateczny cios kiedy nadział się na korzeń który wystrzelił w jego kierunku z ziemi. Upadłem na ziemię, nie miałem siły dalej walczyć. Biały ześlizgną się z korzenia i stracił przytomność, wiedziałem, że to zbyt mało, żeby go zabić jednak chwilowo wygalaliśmy. Spojrzałem na Cajsim.
-Zwiąż go, zanim się obudzi- szepnąłem i zapadłem w. ciemność.
(żeby nie było, że wojna się robi zspokojana, nie ma to, jak dwa razy w ciągu jednego dnia prawie ginąć XD).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz