Ciemność. Nagle Akkarin wyszedł zza skały. Krwawił i to bardzo obficie. Upadł na ziemię.
- Nie! Nie możesz umrzeć!- Mój krzyk odbił się echem. Wzięłam go na swoje barki. "Dam radę!"Powiedziałam sobie. Dźwignęłam się na nogi i pobiegłam w ciemność...
Obudziłam się, oblana zimnym potem. Noc była bardzo pochmurna i ciemna. Nie widziałam księżyca. Tylko gwiazda polarna przebijała się przez chmury. Wstałam i rozpaliłam ogień. Mimo wiosny, dzisiejsza noc była bardzo zimna. Iskry z krzemieni upadły na zeschłe liście. "Od razu cieplej" pomyślałam. Napiłam się wody. Siedziałam przez chwilę wpatrując się w płomienie. "Czy mój sen jest możliwy? Czy to mogło się wydarzyć? Gdzie to było? To musiało byś jakieś ciemne miejsce, bardzo ciemne. Gdzie on teraz jest? Czy sobie radzi?Czy nic mu nie jest?Co się z nim dzieje?"Te pytania łomotały mi w głowie. Moja wyobraźnia tworzyła przeróżne historie. Każda gorsz od swojej poprzedniczki. "To tylko sen!"Wmawiałam sobie. W końcu zamknęłam oczy...
Był ranek, bardzo pochmurny ranek. Lał deszcz. W naszej jaskini skończyła się woda. Wyszłam zabierając ze sobą puste wiadro. Biegłam szybko. Czułam jak krople deszczu spływają po moim futrze. Wracając miałam pod górkę więc szłam wolniej. "Gdzie on jest? Czemu jeszcze nie wrócił?" Nagle na trawie spostrzegłam czerwony ślad od krwi. Biegłam tym tropem. Cały czas sobie wmawiałam że to nie jest to co myślę, ale się myliłam...
Trop prowadził do jaskini alf. Wleciałam do jaskini jak strzała. W salonie ukazał mi się taki obraz: Mój narzeczony leżał na posłaniu ze skór w kałuży krwi. Yogani stał nad nim tamując krwotok. Oron chodził w tę i z powrotem po jaskini. Wyglądał na zafrasowanego.
-Co się stało!? Yogani czy on przeżyje? Mów! Oron powiedz coś i przestań tak łazić! Wytłumaczcie mi! Akkarin kochanie!
<Akkarin? Nie mam pojęcia co ty odkryłeś. (Można by niedługo zrobić ślub) Mam nadzieję że ci się podoba.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz