niedziela, 26 marca 2017

Od Akkarina CD Cajsim

Watacha cz. Któraśtam

Był wieczór. Siedziałem samotnie w ciemnej i wilgotnej jaskini. Padał deszcz, a w drzewa uderzały jasne grzmoty. Słyszałem, jak Cajsim kłóci się z Yogani. Nagle krzyki ucichły. Do groty weszła moja żona. Wtedy zapytałem się:
- Po co te krzyki?
- Yogani studiując księgi przeczytała ,że musisz zostaś zabity lub wygnany za zdrade!
-Czyli po co te krzy...
-Yogani studiując księgi przecz...
-Wiem. Oboje to wiedzieliśmy od czasu mojego odejścia. To już nie jest mój dom... Masz mi coś jeszczy do powiedzienia?
-Mówiła jeszcze, że ze względu na okoliczności będzie zwołane zebranie.
-To już jest i tak genialnie. Według prawa powinni mnie zagryść gdy tylko mnie ujrzeli... Teraz śpij.

***

Nadal padało. Wszyscy zebrali się w  jaskini al... fy. Orona już nie było. Umarł w przekonaniu, że jestem zwykłym śmieciem, któy zdradza przyjaciół i żonę tylko po to by ratować sobie DUPĘ(proszę nie cenzurować)! Midale stanął obok mnie, gdyż poprosiłem go by był moim obrońcą. Nagle ujżałem, że miejsce atakującego(prokutator) zajął sam Aris. Yo była sędziną, ze wględu na swą pozycję.
-Rozpoczynam naradę w celu rozpatrzenia przewinienia basiora należącego wcześniej do naszej watachy - Akkarina. Proszę o przedstawienie oskarżenia.
Wystąpił Aris.
-Akkarin dopełnił się zdrady wobec naszej watach i dołączył do naszego wroga. Nauczył się zakazanej sztuki kontrolowania umysłu i doprowadził po części do śmierci basiora alfy. Uważam, że jedyną prawidłową karą będzie śmierć która będzie zadana poprzez zestaw tortur mojego autorstwa - uśmiechnął się złowieszczo.
- Proszę o obronę Akkarina.
- Uważam, iz to nie sprawiedliwe skazywać oskarżonego na śmierć, gdyż zdradą uratował nas wszystkich. Chciałbym przypomnieć, iż atakujący także nauczył się sztuki kontroli, więc nie może stawiać tego jako akt oskarżenia... Nie mógł on doprowadzić do śmierci naszego przywódcy, gdyż to patron nienawiści go zabił. Proszę o wyrok uniewinniający, gdyż...
Tak naprawdę nie słuchałem. Denerwowało mnie, że nie pozwolono wypowiadać się w tej sprawie mnie i mojej żonie, która nawet nie została wpuszczona na rozprawę. Gdy wszyscy już się opowiedzieli, Alfa wyszedł z jaskini w stronę prerii by przemyśleć... WSZYSTKO, a inne wilki rozeszły się.Gdy przekroczyłem próg groty, podboegła Cajsim i zalała mnie falą pytań. Powiedziałem jej o wszystkim szczegółowo, a potem udaliśmy się na polowanie.

***

Wieczorem wszyscy zebrali się przy ognisku. Wszyscy byli zniecierpliwieni. W końcu przyszła Yo. Na jej twarzy malowało się zmartwienie. W końcu jednak powiedziała smutnym głosem:
-Niniejszym wyganiam cię Akkarinie z terenów Watchy Śnieżnych Szczytów.
W tedy stało się coś nieoczekiwanego. Caj rzuciła się Yogani do gardła. Skorzystałem z zamieszania i wymknełem się w kierunku mojej... starej jaskini. Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy, najcenniejsze pamiątki i moje pieniądzie po czym ruszyłem w kierunku Watachy Notte. Poczułem na grzbiecie czyjąś łapę i usłyszałem głos Midale:
- Przykro mi, że tak to się skończyło... Idziesz bez pożegnania?
-Nie chcę widzieś jak Cajsim płacze, przeklina wszystko i ciągnie mnie z powrotem...
-A... Rozumiem...
- Żegnaj. Może się jeszcze spotkamy...
-Żegnaj.

Wtedy ujrzałem biegnącą w naszą stronę Cajsim. 
- Nie...
Gdy dobiegła ujrzałem jej zapłakaną twarz i zrobiło mi się smutno.
- Caj. Proszę. Nie płacz. Nie złość się. Żyj jak dawniej. Proszę...
-Nie zamierzam cię zatrzymywać...
Zdziwiłem się.
-W takim razie po co tu jesteś i rozwijasz powiększasz gorycz?
-Muszę powiedzięć ci coś ważnego.
-Co?
-Jestem w ciąży.
Zatkało mnie. Nie wiedziałem co myśleć. Dlaczego muszę ją opuszczać w tak ważnym momencie. Poczułem przypływ złości.
-Pomyślałam, że... to ty powinieneś jej nadać imię.
-Czyli to wadera?
-Tak.
- Jedna?!
-Też mi się to wydaje dziwne, ale tak.
-Może...Elenda?
-Wspaniałe.
-Muszę juz iść.
- Do widzenia.
- Żegnaj...
***

Dotarłem do granicy z Watachą Notte. Spojrzałem jeszcze raz na Watachę Śnieżnych Szczytów i udałem się do najbliższej osady, lecz wśród sojuszników plotki szybko się rozchodzą. Nie chcieli mieć wygnańca na swoich terenach, więc udałem się na puystynię. Każdego dnia musiałem walczyć o przetrwanie i przez długi czas nikogo nie spotkałem. Nie liczyłem czasu. Jedniak kiedyś ujrzałem jakiegoś wilka na horyzoncie. Mimo pragnienia pobiegłem do niego. Powiedział, że jest pustelnikiem i ma na imię Elios. Zaprzyjaźniliśmy się. Byliśmy sobie jak bracia, jednak wieczorem myślem o Cajsim i o moim dziecku. Czy już się urodziło? Czy wybrali nowego basiora alfę? Czy kiedykolwiek jescze ich zobaczę?

< To nie znaczy że odchodzę z watachy. Zaraz wypełnie kartę do Eliosa. Myślę, że się spodoba. Caj, trzymaj się.XD>

Nic, a nic nie zmieniałem, jak sami widzicie. Wciąż jestem wkurzony i powinienem mu dać 3 ostrzeżenia (a nie jedno) i wywalić z watahy (czego tak bardzo pragnie, jak widać w jego opowiadaniach). Mam ochotę tu przytoczyć wszystko to co napisałem na czacie, no ale dobra. Powstrzymam się. Dziękuję i do widzenia. 
~Wściekły Oron.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz