środa, 29 marca 2017

Od Akkarina i Eliosa Do Ktosia

"Wezwanie"

Szedłem powoli po pustyni Nimb. Słońce chyliło się ku zachodowi. Robiło się coraz mroźniej, a na powierzchnię wypełzały szkaradne stworzenia niewiadomego pochodzenia.
- Muszę znaleźć kryjówkę na noc.-pomyślałem. 
Zacząłem się rozglądać i zobaczyłem jakiegoś wilka pędzącego w moją stronę, zaraz...WILKA?! NA PUSTYNI?!  
***
  -Hej! Wilku !- krzyczałem jednocześnie biegnąc z   nadzieją, że mnie usłyszy.                                            Przystanął i spojrzał się na mnie. zwolniłem odrobinę bieg. Gdy go dogoniłem zapytał się mnie.
- CO TY TU ROBISZ?!
- Jestem tu, gdyż zostałem wygnany z dwóch watach...
- Witaj. Jestem Elios. Ja należę... Należałem do wilków pustyni... Mieszkaliśmy na południu Watahy Ziemi, gdy Owers (po naszemu Pagdumot )  wyrżnął wszystkich... podobnie jak z wszystkimi ziemiami wschodnimi...
- Moje imię to Akkarin... 
I wtedy opowiedziałem mu swoją historię, tak jak wcześniej watasze śnieżnych szczytów pomijając jednak spotkanie Pagdumota i wojnę. Był to dla mnie zbyt trudny temat do przemyśleń, a co dopiero do opowiadania. Zdradziłem przyjaciół i dołączyłem się do wroga... Takie są fakty. Nikt kto zdradą zakończył konflikt nie był jeszcze postrzegany jako postać dobrą. Ale czy właściwie ja byłem dobry? Choć opowiedziałem swą historię, to jednak...
Postanowiliśmy się zaprzyjaźnić. Dzięki jego umiejętnością przetrwania na pustyni, zbudowaliśmy sobie schronienie. Ja za to zmieniałem się w sokoła i polowałem, na różne stworzenia... od węży, po przepiórki. 
***
Nareszcie miałem przyjaciela... Czułem się... Czułem się... nie wiem jak określić to odczucie, ale wypełniała mnie energia i chęć do uśmiechania się. Byliśmy teraz dwoma wygnańcami... Dwoma pustelnikami... A jednak wciąż czuję, że się oszukujemy nawzajem... Gdyby on wiedział o... zresztą to nie ważne. Najbardziej ciekawi mnie, dlaczego ten uprzejmy basior nosi znamię naszego wspólnego wroga... Gdy się go o to zapytałem, zmienił się w sokoła i odleciał na pięć dni...
***
Siedziałem na wydmie i rozmyślałem. ,,Czy całe życie spędzie pośród tego piachu? Czy już nigdy nie zobaczę Caj i mojego dziecka?" Wtedy stało się coś dziwnego. Usłyszałem krzyk i poczułem piekielny ból w boku, lecz nic mi się nie stało. Nagle krzyk ucichł. Siedziałem bez myśli przez minutę i wtedy zaczęły się wyrywać kolejne krzyki, coraz cichsze. Ostatnim głosem jaki słyszałem był lekko słyszalny szept:
- Akkarin. Tylko ty możesz GO powstrzymać. Znasz GO i JEGO metody. Wracaj do domu...
***
Rozpalałem właśnie ognisko, gdy Akkarin przyszedł z grobowym, zimnym wyrazem twarzy.
- Coś... coś się stało? - zapytałem.
- Muszę jak najprędzej wracać do domu...
- Ale przecież twój dom jest tutaj.
- Moim prawdziwym domem jest Wataha Śnieżnych Szczytów. - powiedział zdeterminowany.
- Przypominam, iż zostałeś wygnany z...
- Wiem, ale muszę tam iść. Żegnaj przyjacielu.
- NIE! Pójdę z tobą. - wykrzyknąłem.
- Dzieje się coś złego. Moi bliscy są w niebezpieczeństwie...
- Pomogę ci...
- Nie mogę cię narażać...
- A cóż moje życie jest warte... Jeśli nie pozwalasz mi iść z tobą, to pójdę za tobą...
- Ech...Dobrze. Możesz iść ze mną iść.
- Dziękuję. 
Poczyniliśmy przygotowania i spakowaliśmy swój majątek. Spojrzeliśmy jeszcze raz na nasze byłe schronienie. Zdobiliśmy zapasy na wędrówkę.
 I udaliśmy się w stronę wschodzącego słońca krocząc w stronę lepszego jutra...

<ktokolwiek?> (502 słowa)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz