czwartek, 23 marca 2017

Od Yogani

Ja, nie byłam wstanie unieść to wszystko. Najpierw wojna, przemoc, krew, narodziny szczeniąt Deny, a teraz jeszcze śmierć Orona. Oron.
~ Gdzie jesteś? ~ pytałam samą siebie.
~ Czemu mnie zostawiłeś?

Po śmierci mojego ukochanego popadłam w depresję. Nie chciałam jeść i pić. Zapracowywałam się byle zapomnieć o rozpaczy. On zniknął. Raz na zawsze. Spotkamy się dopiero w Neamanie.

Pewnego razu postanowiłam wygramolić się nad Księżycowe Jezioro. Szłam ze zwiększoną głową. Wtem podbiegła do mnie Cajsim.

- Hej. Jak się czujesz?- spytała ze smutkiem w głosie
- Dobrze
- Przecież widzę, że jest źle
- To po co się pytasz? - odburknęłam niegrzecznie, a ona spojrzała na mnie trochę zmieszana i wielce zaskoczona
- Wybacz - dorzuciłam na odchodnym.

Po około godzinie dowlokłam się nad jezioro. Teraz tylko zanurzyłam się w chłodnej toni.
Gdy tak pływałam z rozpaczą w sercu, ujrzałam patronkę Kvamanzi. Co ona tu robiła? A no tak, przecież jest patronem wody. Ona w tym czasie podpłynęła do mnie i powiedziała.
- Wiesz kochana, że jesteś jedynym wilkiem wody posiadającym takie umiejętności?
- Nie rozumiem
- W tafli wody potrafisz ujrzeć i porozmawiać z osobami stojącymi przed Wielką Złotą Bramą?
- To nie jest wbrew ptawu?
- Jest. Ale udało mi się wytargować, przy pomocy Ai, abyś raz do roku mogła skorzystać z owej mocy.
- Czy będę miała jakiś konkretny dzień?
- Tak. To będzie dzień zakochanych
- Dziękuję! - wykrzyknęłam padając do łap patronki.-- Jeszcze jedno
- Słucham cię pani
- Za dwa tygodnie dostaniesz dwie "pamiątki" po ukochanym

Później wszystko rozmazało mi się przed oczyma i i zapadłam się w ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz