wtorek, 14 marca 2017
Od Deny CD Midale
Usłyszałam jak tymczasowo zawieszono broń i obie watahy zajęły się swoimi członkami, którzy ucierpieli. Nie mogłam im pomóc w walce, para alfa zabroniła mi mieszać się przez ciążę. Coraz częstsze i dotkliwsze skurcze dawały mi znać, że poród już wkrótce.
Dogadałam się z Yogani, że skoro nie mogę pomóc walką to chociaż opieką nad innymi chciałabym się zająć. Tak właśnie chodziłam od jednego wilka do drugiego, przynosiłam trochę jedzenia czy wody oraz zajmowałam się leczeniem, starając się pocieszyć i zmotywować naszych. Tak właśnie miałam miłą okazje poznać nowego wilka, Midale, który miał być u nas kapłanem. Pięknie się składało bo wataha trąbiła o dwóch ślubach a bez kapłana nie dałoby się nic zrobić. Chwilę po poznaniu, basior znikł. Sama potruchtałam do kolejnego poturbowanego wilka.
Minęło trochę czasu, kiedy usłyszeliśmy wycie na alarm. Wymieniłam zaskoczone spojrzenie z przywódcami, nie powinni najeźdźcy ponownie atakować, jeszcze była cisza. Zaraz jednak sprawa się wyjaśniła, jednak ani dobrze ani źle. Ktoś z patrolu zauważył leżącego od nas. Za zgodą alf sama pobiegłam na pomoc. Z daleka sylwetkę osobnika nie poznałam, krzyczałam, że biegnę. Gdy byłam tuż obok poczułam jak krew odchodzi mi z pyska. To Midale leżał, był w fatalnym stanie. Zaraz przystąpiłam do leczenia, wyczułam obecność trucizny w jego żyłach ale i na nią potrafiłam zaradzić. Przez dobre parę minut uzdrawiałam go, gdy skończyłam był dalej nieprzytomny ale wyglądał już w porządku. Nagle jego głowa się poruszyła, powoli wracał do rzeczywistości.
-Co?... Ja żyje?- Wymruczał badając czy naprawdę jest we właściwym świecie.
-Czy coś cię boli jeszcze?- Zapytałam się lekko zaniepokojona. Był zaskoczony moją obecnością.
-Nie, właściwie nie. Czemu?
-Uzdrowiłam cię, całe szczęście na czas- odetchnęłam z ulgą. Pomogłam mu wstać- chodź Midale, powinieneś jednak trochę odpocząć i zregenerować siły.
-Dziękuję...
-Dena- uśmiechnęłam się do niego kiedy już ruszyliśmy.
<Midale?>
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz