poniedziałek, 6 marca 2017

Od Isil Do Orona


Nie wiem ile już biegłam, nawet nie wiem czy był ranek czy wieczór. Rana w boku paliła jak żywy ogień.
Była zatruta, nie mogłam jej uleczyć, miałam zbyt mało siły. 
Czułam jak trawi mnie gorączka. Nigdzie nie było miejsca gdzie mogła bym się zatrzymać.
Nie miałam siły już iść, upadłam.
W oddali zauważyłam jakąś jaskinię. Oby tylko tam dojść. Wstałam i chwiejnie poszłam w tamtą stronę.
Kilka metrów przed nią nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Upadła znowu ale tym razem już wstałam.
Powoli przed oczami zaczął mi stawać czarny basior o podłym uśmiechu, miał łapę we krwi, mojej krwi.
Wszystko zaczęło się rozmazywać, zapadłam w ciemność.

***
Stałam na polanie, a obok stał on. 
-I jak Isil?- wyszczerzył się do mnie- wystarczy? czy jeszcze?
czułam jak ciężko dyszę.
-Ja się nigdy nie poddaję - warknęłam
Basior się na mnie rzucił. Upadłam pod jego ciężarem.

***

Zerwałam się i natychmiast tego pożałowałam, bok dalej palił.
Ostrożnie położyłam się na czymś miękkim. Rozejrzałam się dookoła, byłam w jakiejś jaskini.
Tylko czyjej? Wyglądało że jakiś dobrotliwy wilk się nade mną ulitował i mnie postanowił uratować.
Usłyszałam czyjś głos i spojrzałam w jego kierunku. Do środka wszedł jakiś brązowy basior. 
Spojrzał na mnie.
-Dobrze że się już obudziłaś.
Spojrzałam na niego ciekawie, kim on był? Może się dowiem jak sama się przedstawię.
-Jestem Isil- powiedziałam cicho.
-Miło mi, jestem Oron. 

<Oron?>
(225 słów)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz