Watacha cz. 10 ( jubileuszowa )
Powoli otwierałem oczy. Dlaczego mnie wszystko boli? Wokół mnie szemrały stłumione głosy. I wtedy wszystko sobie przypomniałem. Cały zalałem się potem, gdyż to co widziałem było przerażające. Rozpoznałem głos Orona. Teraz wydawał się wyraźniejszy.
- Słyszysz mnie Akkarinie?
Nie mogłem wiele zrobić, gdyż byłem cały obolały, ale wystarczyło mi siły na lekkie skinienie głową.
- Już dobrze. Żyję -powiedziałem do innych postaci. Ujrzałem Cajsim, Denę i Isil. Wszystkie były zdenerwowane. Nagle Yogani wyszła z bocznego pomieszczenia niosąc jakieś zioła w ustach.
- Teraz może trochę zapiec -powiedziała i przyłożyła mi zioła do ranu. Jęknąłem i zdobyłem się na ironiczne:
- Trochę?!
Wtedy za pomocą magi ,,zaszyła" ranę.
- Oronie! Nie możżżecie... Nie, nie może...
- O tym co znalazłeś porozmawiamy później. Musisz kogoś poznać. Twierdzi że przybywa z zachodu i jest Wilkiem Lasu. Jest z Watahy Ziemi, a jego ród -,,Leśny''.
Zamarłem. Kto mógł się tu znaleźć prócz mnie z mojego rodzimego rodu...
Nagle do jaskini wszedł szary wilk.
- Jestem Sarin. - powiedział.
Spojrzałem na Orona i szepnąłem:
- ON?! Dlaczego zawsze ON?
Oron spojrzał ze zdumieniem i powiedział:
- Sądząc po twojej reakcji, już dawno powinienem Ci powiedzieć, że jutro wstępuje do naszej watahy...
Wtedy zemdlałem.
Cz. 11 w krótce
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz