Wojna 1
W sumie 2, ale cicho. XD
Wziąłem basiora na bok. Był dość mały, co mnie bardzo dziwiło.
-Jak się nazywasz? -spytałem.
-Saito... -odpowiedział. -Jestem basiorem z Watahy Ziemi i chciałbym dołączyć. Mogę objąć stanowisko Łowcy?
Zdziwiła mnie trochę wypowiedź nowo poznanego wilka. Sprawiał wrażenie, jakby jak najszybciej chciał wrócić do swoich spraw, a do tego był ode mnie o wiele mniejszy. Mimo to rozpromieniłem się i powiedziałem:
-Oczywiście!
Basior odszedł do swoich spraw, a ja poszedłem szukać Yogani. Tak jak myślałem, udała się do pomieszczenia, w którym na ogół opatrywała rany. Zadziwiające, jak łatwo można się było zgubić w tych jaskiniach.
Kiedy ją znalazłem, okazało się, że Cajsim już nie ma. Nic jej nie było, po prostu zasnęła na chwilę. Odbyłem z nią poważną rozmowę, na temat nadchodzącej wojny. Trzeba było uzgodnić tyle spraw... Kiedy skończyliśmy, wróciliśmy do jaskini.
***
***
Kiedy wszedłem do jaskini, zdziwiłem się bardzo, gdyż zastałem w niej kolejnego, nieznanego wilka. Stał do mnie bokiem i cały był w krwi.
-Nazywam się Midale Rafe. Chciałbym wam pomóc, a zarazem dołączyć do watahy. Jak na razie nie przywitano mnie tu zbyt miło... -skrzywił się.
-Co się stało!? -krzyknęła Yogani.
-Jakby to powiedzieć... Kiedyś byłem sługą Pagdumota i mam jego znamię... To jednak przeszłość i teraz chcę wam pomóc go pokonać!
W jego oczach widać było czystą zawziętość i chęć zemsty. Postanowiłem mu zaufać. Ale obserwować go...
-Zgadzam się -powiedziałem. Yo spojrzała na mnie pytająco. -Mamy mało wilków, zdolnych do walki.... Jakie chciałbyś objąć stanowisko po wojnie?
-Kapłana.
-Kapłana? -zdziwiła się Yogani.
-W czasie ucieczki przeszedłem wszystkie szkolenia. Mam pełne prawo, aby nim zostać i udzielać na przykład ślubów.
-No... Dobrze... -stwierdziła moja ukochana narzeczona.
***
Następnego dnia miałem mnóstwo roboty w związku z nadchodzącą wojną. Trzeba było ustalić tyle rzeczy... Posłać po pomoc watah, będących z nami w sojuszu, ustalić taktykę... Szkoda, że byłem w tym wszystkim sam, a najbliższe przyjaźnie nastawione watahy były daleko na zachodzie. Miałem nadzieję, że zdążą tu przybyć, zanim rozpęta się piekło. W końcu sami sobie nie poradzimy... Była nas zaledwie garstka. Garstka! A przeciwników? Wrogów były setki. Z pomocą innych watah, mielibyśmy jakieś szanse, sami? Nie.
Oprócz tego, była jeszcze jedna ważna do załatwienia sprawa. Sprawa nie cierpiąca zwłoki. Mimo że miałem tyle pracy, pod wieczór udało mi się złapać moją ukochaną.
Oprócz tego, była jeszcze jedna ważna do załatwienia sprawa. Sprawa nie cierpiąca zwłoki. Mimo że miałem tyle pracy, pod wieczór udało mi się złapać moją ukochaną.
-Yogani... Jest jedna sprawa...
-Tak? -popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.
-Do naszej watahy dołączył kapłan... -zacząłem, plącząc się na każdym słowie.
-Chodzi Ci o to, że nie wiesz czy można mu ufać? -powiedziała, ale szybko jej przerwałem.
-Nie, Yo. Po prostu myślę, że... Że przed wojną muszę Ci zadać jedno, bardzo ważne pytanie: Czy weźmiemy ślub już teraz? Wiesz, mogę zginąć na wojnie i...
-Nie zginiesz, kochanie. Jestem pewna, że nie zginiesz. A co do ślubu... Myślę, że możemy już teraz się pobrać -uśmiechnęła się do mnie.
Poczułem w sercu ogromną radość. Starczył jej jeden uśmiech, aby odegnać ode mnie wszystkie złe myśli. Taka właśnie była Yogani. Moja, kochana Yogani. Szkoda, że ostatnio mieliśmy dla siebie tak mało czasu... Ale po wojnie się to zmieni. Wygramy ją! Wygramy ją i w końcu wszystko będzie jak dawniej!
***
Tak się cieszyłem! Yogani była moją żoną... Chyba nie mogło mnie spotkać większe szczęście w życiu! Niestety nie mogłem się tym długo cieszyć. Wojna była coraz bliżej.
Aż w końcu dotarła do nas. Wojska wroga zauważyli nasi odkrywcy -Cajsim i Akkarin. Na szczęście wojska naszych sojuszników przybyły na czas. Stałem na skale i patrzyłem w dół. Było nas mało... Bardzo mało... Mimo to nie traciłem wiary w to, że wygramy. Obok mnie stanęła Yogani. Popatrzyłem na nią z troską.
-Nawet nie myśl... -zacząłem, lecz mi przerwała.
-,,Nawet nie myśl!’’-przedrzeźniła mnie. -Chciałam się spytać gdzie najlepiej będzie ustawić punkt medyczny.
-Przepraszam... -skuliłem się. -Niech będzie w naszej jaskini... Tam jest łatwy dostęp do wszystkiego.
Wadera chciała już odchodzić, lecz coś ją powstrzymało.
-Kochanie...
-Tak? -spojrzałem na nią.
-Proszę... Uważaj na siebie -popatrzyła na mnie z czułością.
-Będę, skarbie, będę -uśmiechnąłem się. -Idź już.
Yogani odeszła. Westchnąłem i podniosłem róg do ust.
Zadąłem. Dźwięk poniósł się przez całą dolinę. Popatrzyłem na swoją armię. Widziałem na ich twarzy niepokój i zawziętość. Ruszyli do walki. Szybko zbiegłem z skały, aby dołączyć do bitwy. Nic mnie nie obchodziło, że jestem Alfą i mogę zginąć.
Walczyłem razem z innymi. Nagle zobaczyłem upadającą Cajsim. Nie mogłem jej pomóc. Byłem za daleko. Zaraz jednak przybiegł do niej jej narzeczony. On też jednak upadł. Zacząłem przedzierać się w ich stronę. Teraz obu podróżników zaczął bronić ten młody, nowy wilk -Saito. Wbrew rozmiarom, dobrze sobie radził. Był tak mały, a zarazem zwinny, że nie łatwo go było pokonać. Chwilowo dookoła mnie zrobiło się mniej wrogów. Rzuciłem spojrzeniem na wojsko. ,,Z wzgórza łatwiej by mi było to wszystko ogarnąć’’ -pomyślałem. Dostrzegłem drugiego nowego basiora -kapłana Midale. Radził sobie przerażająco dobrze. No, ale w końcu ich znał. Jak na razie nie sprawiał wrażenia, jakby chciał nas zdradzić... Miałem nadzieję, że to nie nastąpi nigdy.
Tą chwilową nieuwagę, wykorzystał jeden z basiorów Pagdumota. Zaszedł mnie od tyłu i prawie odgryzł tylną łapę. Na trawę pode mną spłynęła krew... Nie pozostałem mu dłużny. Trafiłem go kulą ognia. Nie chciałem patrzeć jak się spala żywcem. Bolało mnie to. Ale wiedziałem, że muszę obronić całą watahę. I Yogani! Jeżeli mi się nie uda, oni ją zabiją! A na to nie mogłem pozwolić.
Dostałem szału. Zacząłem podpalać wszystko wokół. Moja armia zaczęła się wycofywać, a ja gnałem przed siebie. Wywołałem ogromny pożar. Wrogowie się wycofywali. Upadłem na ziemię. Czułem się jakby ktoś wyssał ze mnie całą energię. Zrobiło mi się ciemno przed oczami i... I zemdlałem.
***
Ocknąłem się. Nade mną stała Yogani, powtarzając w kółko moje imię. Wyglądała na przerażoną.
-Oron! Ty żyjesz! -krzyknęła, widząc jak otwieram oczy.
-Nic mi nie jest -zastrzegłem. -Lepiej zajmij się innymi...
-Och! Oron, w pierwszej chwili myślałam, że jesteś martwy. To było przerażające!
Przytuliłem ją.
-Mówiłam, żebyś na siebie uważał! -powiedziała z wyrzutem w głosie.
-Nic. Mi. Nie. Jest -wychrypiałem. -Po prostu... Jestem zmęczony... Zajmij... Się innymi.
To mówiąc zapadłem w sen.
***
Kiedy znowu się obudziłem, byłem w swojej jaskini. ,,Oczywiście, że nie mogła się zająć innymi, w końcu to Yogani'' -stwierdziłem w myślach, naraz z wyrzutem i z czułością. Weszła do pokoju.
-Obudziłeś się wreszcie -stwierdziła.
-No -machnąłem łapą, zbywając temat. -Mów lepiej; jaka jest sytuacja?
-Cisza. Cisza przed burzą... -z jej pysku łatwo można było wyczytać niepokój. -My nie atakujemy ich, a oni nas.
-Będzie ciężko... -rzekłem kiwając głową.
Wstałem i wyszedłem przed jaskinię. Poczułem nieznośny ból w tylnej łapie. Spojrzałem na nią. ,,No tak.'' -pomyślałem. -,,To tamten wilk''. Ale trudno. Niektórzy na pewno mieli gorzej. A tam, jedna łapa. Poboli, poboli i przestanie. Trzeba znieść.
Wróciłem do jaskini. Ruszyłem do pomieszczenia dla rannych. Ujrzałem tam Cajsim i Akkarina. Odetchnąłem z ulgą. Nic poważnego im się nie stało.
-Wiecie coś o reszcie? -spytałem.
Uśmiechnęli się na powitanie.
-Saito i Midale są na zmianie z wartownikami i wypatrują, czy nikt się nie zbliża i czy nie następuje kolejny atak. Dena rzecz jasna krząta się gdzieś po obozie i pewnie rozdaje jedzenie... -zrelacjonował Akkarin.
-Dziękuję -uśmiechnąłem się.
-Jest jedna sprawa -dodał. -Chcielibyśmy wziąć ślub już teraz. Tak na wypadek, gdyby...
-Przecież wam nie bronię! -szybko mu przerwałem. Dogadajcie się tylko z kapłanem... A teraz, wybaczcie, ale muszę iść.
Jak powiedziałem -tak zrobiłem. Stanąłem w wejściu do jaskini. Widać było stąd armię wroga. Przygotowywali sobie właśnie kolację. Uśmiechnąłem się mimo woli. Oni też byli tylko wilkami. Jakoś damy radę. Ostatnie promienie słońca padły na stającą obok mnie Yogani. Wyglądała tak pięknie.
-Nie wiem co przyniesie świt. -powiedziałem. -Ale wiedz, że zawsze będę cię kochał.
-Nic. Mi. Nie. Jest -wychrypiałem. -Po prostu... Jestem zmęczony... Zajmij... Się innymi.
To mówiąc zapadłem w sen.
***
Kiedy znowu się obudziłem, byłem w swojej jaskini. ,,Oczywiście, że nie mogła się zająć innymi, w końcu to Yogani'' -stwierdziłem w myślach, naraz z wyrzutem i z czułością. Weszła do pokoju.
-Obudziłeś się wreszcie -stwierdziła.
-No -machnąłem łapą, zbywając temat. -Mów lepiej; jaka jest sytuacja?
-Cisza. Cisza przed burzą... -z jej pysku łatwo można było wyczytać niepokój. -My nie atakujemy ich, a oni nas.
-Będzie ciężko... -rzekłem kiwając głową.
Wstałem i wyszedłem przed jaskinię. Poczułem nieznośny ból w tylnej łapie. Spojrzałem na nią. ,,No tak.'' -pomyślałem. -,,To tamten wilk''. Ale trudno. Niektórzy na pewno mieli gorzej. A tam, jedna łapa. Poboli, poboli i przestanie. Trzeba znieść.
Wróciłem do jaskini. Ruszyłem do pomieszczenia dla rannych. Ujrzałem tam Cajsim i Akkarina. Odetchnąłem z ulgą. Nic poważnego im się nie stało.
-Wiecie coś o reszcie? -spytałem.
Uśmiechnęli się na powitanie.
-Saito i Midale są na zmianie z wartownikami i wypatrują, czy nikt się nie zbliża i czy nie następuje kolejny atak. Dena rzecz jasna krząta się gdzieś po obozie i pewnie rozdaje jedzenie... -zrelacjonował Akkarin.
-Dziękuję -uśmiechnąłem się.
-Jest jedna sprawa -dodał. -Chcielibyśmy wziąć ślub już teraz. Tak na wypadek, gdyby...
-Przecież wam nie bronię! -szybko mu przerwałem. Dogadajcie się tylko z kapłanem... A teraz, wybaczcie, ale muszę iść.
Jak powiedziałem -tak zrobiłem. Stanąłem w wejściu do jaskini. Widać było stąd armię wroga. Przygotowywali sobie właśnie kolację. Uśmiechnąłem się mimo woli. Oni też byli tylko wilkami. Jakoś damy radę. Ostatnie promienie słońca padły na stającą obok mnie Yogani. Wyglądała tak pięknie.
-Nie wiem co przyniesie świt. -powiedziałem. -Ale wiedz, że zawsze będę cię kochał.
<Yo? Wybacz to z tym ślubem... Sama opisz jak wyglądał. :)>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz