sobota, 18 marca 2017

od Deny


Odgłosy dochodzące z zewnątrz wskazywały, że do końca walk jeszcze daleko. Nie mogłam usiedzieć w miejscu, co chwila dreptałam zaniepokojona podczas gdy Isil bacznie mnie obserwowała i nasłuchiwała. Kolejny skurcz, aż jęknęłam opadając na ziemię. Nie należał do tych poprzedzających, oj nie. Był znacznie silniejszy. Wadera zbadała mnie zaniepokojona stanem. Po chwili aż się cofnęła.
-Dena, musisz zachować spokój- powiedziała sama starając się być oazą wyciszenia. Spojrzałam na nią domagając się wyjaśnień ale sama do tego doszłam po kolejnym skurczu.
-Ale to za szybko! Jeszcze co najmniej parę dni powinno być- powiedziałam, kiedy pomogła mi z trudem przenieść mnie w najodleglejszy w ukryciu kąt jaskini. Kiedy ponownie leżałam, powiedziała, że leci zawiadomić alfy. Skuliłam się przez kolejną falę bólu. Gdy otworzyłam ponownie oczy ze łzami, dostrzegłam sylwetkę ducha Theo. Uśmiechnął się jakby chcąc dodać sił. Potem znikł.
Kiedy Oron przybiegł prowadzony przez Isil, ja już wycieńczona otulałam swoje dzieci ogonem aby je bardziej ogrzać.
-To już? Szybko się uwinęłaś- uśmiechnęła się wadera.
-Aż dziwne, prawda?- Szepnęłam spoglądając na małe kuleczki.
-Nacieszymy się waszym szczęściem jak wygramy- podsumował Oron ale widać było, że także się cieszy.- Isil, mogłabyś?
-Zostanę z nimi- dokończyła a alfa wrócił pędem do starć.- Myślałaś jak je nazwiesz?
Kiwnęłam głową.
-Przedstawię je po wojnie, niech odpoczywają.

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz