-No. To może teraz mi wyjaśnisz kim jesteś i czego tu szukasz? -uśmiechnął się przyjaźnie.
Przez chwilę zastanawiałam się czy powinnam mu o ty mówić, ale finalnie nie miałam nic do stracenia.
-Jestem Isil, urodziłam się w okolicach watahy ognia.- Oron wydawał się być zaskoczony tą informacją- Ojca nigdy nie poznałam, nawet nie wiem kto nim był. Moja mama, Iris była najpiękniejszą istotą jaką widziałam. A ja aktualnie szukam jakiegoś cichego i spokojnego miejsca.- Nagle przyszła mi do głowy jakaś myśl:
-Czy on tu był?!
-Jaki on?- Oron spojrzał się na mnie dziwnie. -Nikogo oprócz mnie i reszty tutaj nie było.
-Jakiej reszty?
-Jesteś na terenie mojej watahy- wyjaśnił spokojnie.
,,Aha, świetnie'' -pomyślałam. -,,Czyli prawdopodobnie właśnie rozmawiam a alfą.''
Wstałam i powoli ruszyłam w stronę wyjścia.
-Dziękuję za wszystko, ja już chyba pójdę.
-Isil, a kim jest ten ktoś?
Odwróciłam się w stronę basiora i spojrzałam na niego lodowato.
-Ktoś kto złamał mi serce w najboleśniejszy ze sposobów- warknęłam.
Wiem że nie było to zbyt miłe szczególnie że rozmawiałam z kimś kto właśnie uratował mi życie, ale kiedy Oron mnie o to zapytał, poczułam się jakby mi ktoś przekręcał nóż w ranie.
Basior spojrzał na mnie lekko zdziwiony, a mi się zrobiło wstyd.
- Przepraszam -spuściłam głowę. -Już idę sobie...
Wyszłam przed jaskinię, i zaczęłam się zastanawiać co ja dalej ze sobą zrobię. Nagle usłyszałam za sobą Orona:
-Nic się nie stało Isil- uśmiechnął się. -I jak chcesz to możesz zostać.
<Oron?>
(241 słów)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz