środa, 15 marca 2017

od Midale do Deny



Walka rozgożała nanowo. Pomimo teg że Biały obecnie był w naszej mocy oni dalej walczyli.
Kątem oka spojżałem na Denę, walka w jej stanie był aczystym szaleństwem ale o dziwo wadera dorze sobie radziła, do czasu. Nagle przez jej barierę przedarł się jakiś wilk. Skoczyłem w jego stronę ale spóźniłem się, zdążył ją dozyć ciężko zranić i to dwókrotnie. Dena upadła, widziałem jak zamykają się jej oczy.
Czarny basior przymieżając się do zadania jjej ostatecznego ciosu ale nawet nie zdążył jej drasnąć.
Skoczyłem na niego i obydwaj poturlliśmy się po ziemi jakieś kilka metrów od Deny. Na razie była bezpieczna.
Zaatakowałem go wściele, jednak on doskonale umiał się bronić.
W pewnym momęci basior zadał mi cios i upadłwm. On staną nademną i spojżał na mnie pogardliwie.
- Midale, nasz były przywódca, zmieniłeś si...
Nie zdążył dokończyć, przebiłem go z kilku stron korzeniami.
Wstałem i popatrzyłem na swoje dzieło. Basior coś wycharczał i zwiesił głowę.
-Nie mam w zwyczaju gadać z trupami.
Podiegłem do Deny, mocno krwawiła ale dalej żyła. Ostrożnie wziąłem ją na plecy. Po raz pierwszy pożałowałem że nie umiem uzdzdrawiać tylko kierować jakimiś roślinkami.
Nigdzie nie widziałem Yogani a od lecznicy odgradzalo mnie całe pole walik.
-Bez szans- mruknąłem sam do siebie.
Nagle gdzieś pośród czarnych wilkow zamajaczył kot. Tak nie wilk jeleń ani coś takiego tylko kot i to w dodatku skrzydlaty z jakimś kamieniem na szyji. Za kotem biegł niewielki lis. Na tej wojne naprawdę działo się wrzystko ale to było chyba najdziwniejsze.
Kilka wilków żuciło się w moją stronę. Ostrożnie odłożyłem ją na ziemię i przyjąłem pozycję obronną.
Zaczęły atakować, a ja zacząłem się bronić. Na atak nie mogłem sobie narazie pzwolić bo osłaniałem Denę.
Nagle na jednego z nich skoczył wcześniej widziany kot i rozszarpał mu grdykę. Pozostali się odsuneli i skupili na kocie. odwróciłem się w stronę Deny i zobaczyłem przy niej jakąś rudą waderę.
Spojżała na mnie z wyżutem.
- Co ona tutaj robi?- zapytała z jeszcze więlrzym wyrzutem.
-Sam chciał bym wiedzieć- kątem oka sspojżałem na kota, radził sobie przerażająco dobrze.- kim jesteś?
-O to samo mogę cię zapytać- zaczęła uleczać Denę.
Dalsza rozmowę przerwał nam kot.
-Hej, zabierajcie tyłki bo tu ich sporo leci!- wydarł się i zaczą uciekać.
Ruda spojżala na mnie.
-Bierz ją i biegnij za Orionem- warknęła
Posłuchałem jej i po chwili biegłem z kotem który torował nam drogę a za nami biegł znowu mały lisek.
Nie wiem jakim cudem ale dotarliśmy do lecznicy. Ruda położyła Denę i zaczęła kontunuować uleczanie. Tymczasem Orion podszedł do mnie i zadarl głowę do góry żeby spojżeć mi w oczy.
-Koleś, uratowałem ci tylek wię mam nadieję że skołujesz mi coś dobrego do jedenia.
Wadear zaśmiaal się.
-Orion przestań
-Czemu?
Ruda spojżala na mnie.
-Zapomniałam zapytać, kim jesteś?
-Midale, kapłan- zauważyłem ze zaczęla się gapić na znamię- tak to jest dokladnie to zo myślisz.
Odwróciłem się do niej plecami i ruszylem w stronę wyjścia. Nagle gdzieś za mną rozległ się cichy głos Deny.
-Czy ja umarłam?
Uśmiechnąlem się deikatnie
-Dobrze że żyjesz Denuś- powiedziałem połgłosem i wybiegłem z lecznicy znowu wpadając w wir walki.




Dena?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz