sobota, 29 kwietnia 2017

Od Aditi do Hoki,Aidany(Elendy)

Kroczyłam dumnie przez dzikie ostępy puszczy.Słońc przebijało się przez szmaragdowo-zielone korony drzew.Ze okolicy  dochodziły do nas niezwykłe dźwięki.Gdzieś wysoko słychać było śpiwne głosy małych kolorowych ptaków,trochę niżej niskie krakanie wielkich niebiesko-czerwonych papug,a najniżej okrzyki małp i ryki drapieżników.Drzewa były piękne.Niektóre młodziutkie,a niektóre bardzo stare i majestatyczne. Moją uwagę przykuły wielokolorowe płatki orchidei.Przyglądałam się jej z zaciekawieniem i podziwem. Hoki również patrzyła na kwiaty z zainteresowaniem,jednak Aid nie pozwoliła nam na dłuższe oględziny:
-Na co wy się znowu gapicie?!
-Na ten przepiękny kwiat.-rzekła Hoki.
-Myślałam że to będzie wyprawa, a nie botaniczna, wycieczka, krajoznawcza!
-Uspokój się Aidano.-Hoki zawsze mówiła pełnym imieniem.
-Ja chcę iść! Owszem kwiatek jest ładny, ale przygoda czeka!
-Już idziemy.-odrzekłyśmy z niechęcią,jednak nie było sensu dużej się spierać.
Dalej podążałyśmy przez las,a on na każdym kroku coraz bardziej nas zadziwiał. Ujrzałam wysokie drzewo i zaczęłam się na nie wspinać.Wszystkie na mnie patrzyły,trochę mnie to krępowało,ale wspinałam się dalej. W końcu wspięłam się tak wysoko jak mi na to pozwalały gałęzie.
-Siostra! Zejdź trochę niżej bo w końcu zlecisz!-Wrzasnęła Elenda.
-Chodzę lepiej po drzewach niż ty,nic mi się nie stanie!-krzyknęłam w dól,głupkowato się uśmiechając,mina El była bardzo wymowna.Hoki roześmiała się,a Aidana próbowała się wspiąć.
-Ja muszę tam wejść!-łapy ześlizgiwały jej się z kory,ale w końcu udało jej się wspiąć na pierwszą gałąź,a ja wychyliłam się i rozejrzałam się dookoła.
-Stąd widać chyba całą puszczę!I góry siedmiu wichur!-krzyknęłam rozglądając się z podziwem...

<Hoki?Aidana? Przepraszam za długość. :)>


Od Cajsim CD Midale,Deny i Arisa

Dena wyszła z jaskini.Jak ona mogła!Porównywać Akkarina do nich!? Do Midale!? To jest niepojęte,przecież ona pomogła mi kiedyś skontaktować się z Akkarinem kiedy wszyscy uważali że on jest zdrajcą...A teraz co!!! Zwala wszystko na Akkarina i na mnie,a przecież nie jesteśmy niczemu winni!W dodatku broni Midale! Jak ona może po tym co zrobił! Prawie by zabił mnie i Arisa,ją kilka razy atakował, a na koniec jakby było tego mało,zabił Yogani!Zabił naszą alfą i moją przyjaciółkę!!!
Byłam wściekła.Byłam wściekła na Denę i na Midale. Byłam wściekła na wszystkich.Nikt w tym momencie nie potrafił mi pomóc...Wtem do jaskini wszedł Aris,Aris był jedyną osobą która mnie rozumiała i ostatnią osobą jaką chciałabym teraz widzieć...
-Witaj Beto!
-Jaka tam ze mnie beta, która rządzi się i skazuje niewinne wilki na śmierć,chociaż nie jest alfą...-Basior wyglądał na zaskoczonego - Dena tak twierdzi.-dodałam.
-Dena się myli,ona nawet o siebie nie potrafi zadbać...mówiłem że jej że jej dobre serce ją zgubi...ona nie słuchała i co? I teraz pewnie jest gdzieś sama z niebezpiecznym mordercą...-słuchałam monologu Arisa i zastanawiałam się czy mówi do mnie czy sam do siebie? On lubił mieć zawsze rację.Nagle moje rozmyślania przerwał jego głos skierowany do mnie:
-Mam rację nie?
-Co...?-odparłam zdezorientowana.
-Midale powinien już dawno nie żyć.-wyjaśnił Aris.
-Mhm...nie wiem już co myśleć. Tyle złego się stało przez niego...
-Święte słowa!Gdybyście posłuchali MNIE i zabili go od razu kiedy była taka sposobność to nic złego by się nie stało.Twoja Yo by wtedy żyła...-po tych słowach wszystko do mnie dotarło,Aris mydlił mi oczy. Podlizywał się mi żeby potem to wykorzystać,jednak poczekałam jeszcze chwilę nic nie mówiąc.To co powie może okazać się przydatne:
-...Alfa Yogani była zbyt łatwowierna,alfą powinien być ktoś,ktoś o żelaznych zasadach,ktoś przestrzegający sprawiedliwości,ktoś taki jak ty.-udawałam że połknęłam haczyk:
-O tak! Ja...i ty! Świetnie byśmy rządzili watahą,nasze rządy byłyby sprawiedliwe!
-Nie wiem czy byłbym godzien...-Aris cały czas zachowywał pozory.
-Oczywiście że byś był Arisie!
-Masz rację! Na co jeszcze czekamy! Nie ma alf,a są potrzebne,prawda? Będziemy rządzić lepiej i sprawiedliwiej! - Arisa kompletnie pochłonęła perspektywa zostania alfą.
-I tu cie mam! Kompletnie cię nie obchodzi śmierć Yo! Oj nie! Ty tylko na to czekałeś! Przyznaj się!
-Alfo! Alfo jak możesz tak mówić!Podejrzewasz mnie?!
-Nie nazywaj nie alfą! Nie jestem alfą i nigdy nie będę! Yo była dobrą alfą! A ty nie dorastasz jej do pięt!
-Ja!?Ja jako jedyny naprawdę cię rozumiem! Jak możesz tak mówić?!
-Nie! Nie Arisie! Ty mnie w ogóle nie rozumiesz! Nie żałujesz Yogani,ani nikogo z tej watahy! Myślisz tylko o sobie! Myślisz tylko o swoich starych zatargach z Midale! Myślisz tylko o zemście!-Kiedy to powiedziałam,Aris wstał i wbił we mnie wzrok,poczułam jak coś wdziera mi się w moje myśli i umysł. Krzyknęłam.On próbował kontrolować mi umysł...
-Aris przestań!Przestań!
-Błagaj mnie.-powiedział twardo po czym mimo woli zaczęłam mówić.
-Błagam cię Arisie! Władco najwyższy! Błagam uniżenie...-nie mogłam tego znieść, do czego on mnie zmuszał? Zmuszał mnie do gadania kompletnych głupot...
-Arisie najmądrzejszy i najwspanialszy!-Nie! Tak nie będzie! Wytężyłam całą swoją wolę,tworząc jakby barierę,niestety udało mi się tylko zniekształcić dźwięk wymawianych słów i zamiast mówić zaczęłam mruczeć niezrozumiałe słowa i kręcić się po jaskini nie kontrolując swojego ciała,działo się coś dziwnego,tak jakby jego moc i moja siła woli ścierały się ze sobą...Wirowałam w jaskini jak płatek śniegu na wietrze. Nagle przyszło mi coś do głowy:Trzeba zerwać kontakt wzrokowy,mój i Arisa, przecież moje ciało nie jest kontrolowane...Z całych sił spróbowałam powstrzymać nieopanowane ruchy ciała i ustać, udało mi się.Aris w osłupieniu patrzył na to co robię i wtedy ja wykorzystałam jego nieuwagę i wytworzyłam silny podmuch wiatru, który przewrócił Arisa na twardą posadzkę,a ten stracił przytomność od uderzenia i padł bezruchu. Ja zmęczona usiadłam na chwilę i odetchnęłam.Potem zaciągnęłam basiora do lochu i otoczyłam go barierą ochronną tak żeby nie mógł używać mocy. Kazałam jakiemuś wilkowi pilnować zdrajcy i poszłam do swojej jaskini.Uśmiechnęłam się sama do siebie.Czyż to nie ironia losu? Strażnik więzienny uwieziony w więzieniu którego sam pilnował?
Jednak potem spoważniałam i powiedziałam sama do siebie:
-Trzeba coś zrobić,ale zabicie Midale na pewno nie będzie tu odpowiednią rzeczą, bo to byłaby zemsta,a moje zachowanie byłoby identyczne jak zachowanie Arisa.Ja nie zamierzam zniżać się do jego poziomu...


<I jak mordki? Podoba wam się? Teraz to miałam wenę,oj tak.Niestety teraz wyjeżdżam,ale to nie zwalnia was z odpowiedzenia mi na opowiadanie,bo ja będę mimo to zaglądać na watahę,tylko po prostu wam nie odpiszę tak od razu :) Miduś,nie masz się czego bać,jak widzisz jednak cię oszczędzę. Miłego pisania! ;)>







wtorek, 25 kwietnia 2017

Od Deny CD Midale, Cajsim i Arisa

Po zasłonięciu przed ciosem Midale, zapadła ciemność. Ocknęłam się w jaskini medyka, Cajsim w milczeniu leczyła mnie. To tylko poturbowanie było jak dla mnie. Przez dłuższą chwilę się nie odzywałyśmy.
-Co z Midale?
-Uciekł- prychnęła.- A ty czemu go obroniłaś? Po tym co zrobił?! Zasługiwał na śmierć! A teraz zniknął, bezkarny.
Po tych słowach chciała znowu mnie leczyć ale zatrzymałam ruchem jej łapę, dźwigając się o własnych siłach. Spojrzałam na nią poważnie.
-Nikt nie zasługuje na śmierć- moje spojrzenie lekko schłodniało co ją zdziwiło, bo zawsze widywała mnie wesołą.- Nie wspomnę już o Arisie, był naszym wrogiem a został przyjęty. Akkarin...
-Nie mieszaj go do tego! Zabraniam porównywać go z nimi- podkreśliła z furią ostatnie słowo.
-Wydałaś sama wyrok stracenia na wilka, mimo, że nie jesteś Alfą a Betą.
-Co to ma do rzeczy? Miałam do tego prawo! Oron i Hoki to są jeszcze szczeniaki bez rodziców.
-I dlatego należy je uczyć sprawiedliwości a nie zła- odparłam kierując się do wyjścia. W progu jeszcze się zatrzymałam i spojrzałam na nią na odchodne.- Twoje serce i umysł są ukryte za chęcią zemsty i mordu. Dopóki to nie zniknie, cały czas będziesz popełniać błędy.
Wyszłam zostawiając wściekłą Cajsim. Zajrzałam do synów będących pod opieką Isil. Wiedziałam, że są w dobrych rękach. Cóż, pozostało mi szukać Midale bo inaczej nie będzie mi to dawało spokoju. Kierowałam się intuicją aby go znaleźć, zresztą nie pierwszy raz już tak robiłam.
Poruszałam się tak cały dzień, słońce zbliżało się ku zachodowi, watahę miałam daleko za ogonem a Midale nigdzie nie było. Wkrótce zauważyłam mały obszar, który był ogrodzony drzewami i coś mi kazało w tamtą stronę podążać. Nie, nie czułam zmęczenia po całym dniu chodzenia ale pozwoliłam sobie tam podejść.
Był tam. Leżał z głową opartą na łapach i wpatrywał się w niewielką taflę wody przed nim. Westchnęłam zadowolona, że w końcu na niego trafiłam, wtedy zauważył moją obecność i zaraz był obok patrząc z niedowierzaniem.
-Mam cię- powiedziałam rozbawiona wzruszając ramionami.
-Czemu ty...
-Martwiłam się o ciebie głupku, rozumiesz?
-Ale jak to? I czemu z rana mnie zasłoniłaś?- Spojrzałam na niego, bo podejrzewałam, że ma gorączkę. Nie, nie miał.
-Bo nie chciałam pozwolić aby Cajsim cię zabiła. Dalej jest w amoku po utracie przyjaciółki a w takim stanie może żałować później swoich decyzji.
-Ale ja powinienem zostać zgładzonym.
-Ale ja nie pozwalam.
-Jak to?
-To chyba nazywają przywiązaniem do kogoś- uśmiechnęłam się do niego wesoło. Dodałam zaraz ciszej- nie chcę znowu stracić kogoś równie cennego.
-Dena- Midale zrobił krok do przodu ale nagle między nami pojawiła ostra ściana z kryształu. Odwróciliśmy się szukając jego właściciela i wtedy zauważyliśmy. Jeden wilk od którego aż emitowało szaleństwo i szał. Trzęsło nim a z niego ulatywał dziwny ciemny dym. Dalej usłyszeliśmy biegnących członków watahy. Ale ten nie wyglądał za dobrze.
-Zdrada... Zdrada... Zapłać za zdradę!
Odskoczyliśmy w różne strony. W miejscu, gdzie stał sekundę wcześniej Midale wystrzelił kryształ. Podejrzewałam, że u mnie będzie to samo ale napastnik miał inny plan. Świst pod łapami i nagle wyrósł kryształ pode mną. Poczułam przeraźliwy ból jak przebił mnie równie łatwo, niczym nóż zatapiający się w ciepłym maśle. Czułam jak krew błyskawicznie ulatnia się z przebitych części ciała a z pyska także sączyła się strużka krwi. Midale podbiegł do mnie, wszystko zaczęło się rozmazywać.
-Hej... Cały... jesteś?- Charkałam z trudem usiłując patrzeć na niego. Kryształ nagle został odwołany, ciężko wylądowałam na ziemi pełnej mojej krwi. On coś powiedział ale nie zrozumiałam. Ostatkiem sił posłałam mu lekki uśmiech- To nic... Draśnięcie...
Po czym pochłonęła mnie głęboka ciemność a wszystko jakby ulatywało...

Midale? c:

Od Midale do Deny, Cajsim i Arisa


Usłyszałem swój wyrok, odczytał go Aris, wiedziałem że się cieszył. Nie było mi jakoś specjalnie przykro z tego powodu. Na śmierć na pewno zasłużyłem na śmierć. Stanąłem i czekałem na wykonanie wyroku. Usłyszałem delikatny szmer kiedy Cajsim szykuje się do skoku. Wiedziałem, że zaraz wszystko się zakończy. Wyskok! Usłyszałem cichy jęk i upadające ciało. W tłumie przebiegł szmer, jedno imię, Dena. Zasłoniła mnie.
-Nie byłem tego godny- wyszeptałem.
Gdzieś niedaleko usłyszałem jadowity głos.
-Idiotka, mówiłem że jej dobre serce ją zgubi- warkną wściekle.
Zawrzało we mnie jednak nic nie dałem po sobie poznać. Jak on mógł! Nie miał prawa jej obrażać!
Odwróciłem się w jego stronę w jego stronę, nikt na mnie nie zwrócił uwagi. Przez chwilkę stałem tak w milczeniu. W pewnym momencie, bezgłośnie i bez ostrzeżenia skoczyłem na niego. Wygryzłem się w kark i wydarłem płat mięsa. Usłyszałem wściekł syk bólu.
-Nie masz prawa jej tak nazywać- warknąłem wściekle.
-Nie moja wina że jest głupia- wydobył z siebie jękliwy głos.
Podniosłem łapę i zadałem kolejny cios, tym razem w bok. Usłyszałem bolesny jęk. Po chwili poczułem lekki ból, ktoś mi się wgryzło w bok. Puściłem Arisa i zwaliłem siebie tego kogoś.
-Midale przestań- usłyszałem rozkazujący głos Cajsim.
-Nie zamierzam- odpowiedziałem wściekle- nie zamierzam!!!
Usłyszałem delikatny świst powietrznych strzał. Zasłoniłem się skrzydłem. Wszystkie trafiły do celu. Nie mogłem ich w żady sposób uniknąć. Zabolało, ale nieznacznie. Spojrzałem chyba w jej kierunku.
-Cajsim jeżeli szukasz swojego szczęścia w cierpieniu innych to błądzisz, nie jesteś sama na tym świecie.
Rozłożyłem skrzydła i wzbiłem się w powietrze, uciec, jedyne co mogłem zrobić to uciec poza tereny tej przeklętej watahy.



Cajsim, Dena, Aris? uprzedzając tak mam skrzydła ale Oron zapomniał o zmianie wyglądu...

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Od Cajsim do Midale,Deny i Arisa

W celi zapanowała cisza, cisza przepełniona moją nienawiścią. Nienawidziłam Midale za to co zrobił. Pozbierałam się już po stracie Yo jednak na jego widok nienawiść i ból wróciły.Jego przeprosiny nic tu nie zmieniały. To co zrobił jest niewybaczalne. Jego słowa odbijały się ode mnie jak od góry lodowej. Nagle znów się odezwał:
-Wiem, że nie po to tu przyszłaś.
-Masz rację, przyszłam żeby powiedzieć ci jaką decyzję podjęłam w twojej sprawie.- mój głos był zimny i nieustępliwy, byłam pewna tego co postanowiłam jednak zawahałam się, przypominając sobie jego wzrok, wzrok żądny krwi, pełen nienawiści, a potem moją przyjaciółkę w kałuży krwi szybko odrzuciłam wahania i powiedziałam sobie "To za Yogani"...
- Niniejszym skazuję cię na śmierć.-tym razem ton mojego głosu był zupełnie wyprany z uczuć, zimny i pełen zawodu.Czułam na sobie wzrok Arisa. Był zszokowany ale i zadowolony. Midale odezwał się znowu:
-Nie będę się opierał. Całkowicie się z tobą zgadzam, ja zasługuje na  śmierć.
-Nie! Ty nie zasługujesz na śmierć!-niespodziewanie Dena zakrzyknęła wbiegając do jaskini.-Caj błagam cię! Nie rób tego...on się zmieni.
-To jest sprawiedliwość. Zapłaci swoim życiem za życie Yogani. Zrobię to by ją pomścić.
-Zemsta nie jest sprawiedliwością. Proszę....
-Dosyć! Już postanowione. Przykro mi, ale Midale został skazany na śmierć, zapłaci za to co zrobił.-rzekłam zdecydowanym tonem i wyszłam szybkim krokiem z jaskini. Biegłam, lecz nie do jaskini. Biegłam gdzieś w góry, gdzieś daleko. Nie chciałam patrzeć na Denę ani na nikogo z tej watahy, chciałam być sama...
***
Przed wschodem słońca stawiłam się na słonecznej polanie. Przygotowałam się do egzekucji. Gdy słońce zaczęło wychylać swe pierwsze promienie kazałam Arisowi wyprowadzić więźnia. Aris był bardzo zadowolony, od wczoraj tryskał energią i zapałem, ja nie czułam nic, ale byłam pewna tego co robię...
Cała wataha zebrała się na słonecznej polanie dookoła mnie,związanego więźnia i strażnika. Zaczęłam mówić:
-Niniejszym skazuje obecnego tutaj Midale na śmierć i oskarżam go o zabójstwo. Teraz zostaną odczytane jego winy.-potem Aris przeczytał winy Midale i ja odezwałam się znowu:
-Więźniu!Chciałbyś coś powiedzieć?
-Chciałem tylko powiedzieć że przepraszam was wszystkich za to co zrobiłem i tak,przyznaje się do tego.
-Dobrze możemy więc zaczynać pojedynek. Rozwiązać więźnia!-Aris posłusznie rozwiązał Midale i widziałam że szepnął mu coś do ucha, a potem pchnął Midale na środek polany. 
Skoczyłam z furią i siłą na Midale jednak nie trafiłam na niego, a na Denę. Ochroniła Midale przed ciosem jak tarcza. Wstałam otrzepałam się i spojrzałam na Denę.

<Midale? Dena? Aris? Przepraszam że musieliście tyle czekać. >






 

piątek, 21 kwietnia 2017

Od Cajsim do Lanarda, Carey i Ceres

Aditi i Elenda poszły na jakąś "wyprawę" w stronę Gór siedmiu wichur. Bez dłuższego namysłu postanowiłam również wybrać się na spacer. Opuściłam jaskinię i pobiegłam w stronę Brzozowego zagajnika. Na jego granicy, w promieniach słońca ujrzałam Carey i jakiegoś basiora o brązowym futrze. Zbliżyłam się do nich i przywitałam Carey:
-Witaj Carey-uśmiechnęłam się do wadery- kto to jest?
-Jakiś denerwujący pół produkt- warknęła
-Car, ja jestem całkowicie normalny...-odezwał się "denerwujący pół produkt"
-Oczywiście-powiedziała Carey z politowaniem spoglądając na basiora ironicznie.
Carey chyba miała jeden ze swoich gorszych dni ,a on musiał bardzo ją zdenerwować...nawet trochę mu współczuję, wszyscy wiemy że z Carey lepiej nie zadzierać...
Spojrzałam na basiora pytająco
-Jestem Len- wyszczerzył się do mnie, pokazując wszystkie swoje białe zęby.
-Cajsim- odpowiedziałam niepewnie.
Nastała niezręczna cisza. Len zaczął objadać się rosnącymi na łące stokrotkami. Carey wściekła do granic możliwości skoczyła na niego, przygważdżając basiora do ziemi.
-Ile razy mam ci mówić!!! Ty tępy półgłówku!-wrzasnęła.
-Ja nie jestem żadnym półgłówkiem! To nie ja jestem dziwny tylko ty! Wkurzasz się na mnie bo zjadłem kilka kwiatków!-Wykrzyknął Len podnosząc się z ziemi. No to już po nim pomyślałam.
-Ty...bezczelny złodzieju!-Wściekła się Carey. Byłam wręcz pewna że dojdzie do bójki. I to o jakiś kompletny pierdół! Nienawidzę takich sytuacji.
-Dosyć tego!- stanęłam pomiędzy nimi podnosząc głos.-Przestańcie się kłócić!
-Ale on wszedł na nasze terytorium i obżerał się trawą!
-Ja nie wiedziałem że to wasze terytorium.
-To już twój problem, nie nasz, prawda Caj?-Spojrzała na mnie pytająco Carey. Nie wiedziałam co zrobić. Po raz pierwszy w życiu kompletnie nie wiedziałam co zrobić...odezwałam się:
-Emm...Wiecie,to trochę taki zbieg okoliczności...-potem uśmiechnęłam się i pytałam Lena wesołym głosem:-Czyli rozumiem, że jesteś wilkiem wegetarianinem tak?
-No wiesz...czasem lubię sobie podjeść roślinki- wyszczerzył się znowu. Faktycznie był trochę dziwny,ale nie będę oceniać książki po okładce.
-Car? Chodź tutaj,co proponujesz z nim zrobić?
-O super! Skończyliście już swoją pogawędkę i wreszcie mogę się odezwać...no więc, ja proponuje odtransportować tego wnerwiającego pana daleko poza nasze granice, czyli jednym słowem: pozbyć się go.Ale to do ciebie należy decyzja.- rzekła Carey z niechęcią.
-Dobrze...więc....Len, przeproś Carey za to, że ją zdenerwowałeś.- powiedziałam.Len nagle zrobił się poważny i jakby oschły.
-Przepraszam.-rzekł nie spoglądając na Carey,ale mimo to ukłonił się przed nią nisko. Byłam pod wrażeniem, myślałam że trudniej pójdzie.Wadera niechętnie podała łapę na zgodę.Nagle przyszedł mi pomysł do głowy:
-Skąd pochodzisz?-zapytałam Lena.
-Z takiej jednej watahy...ale to nieważne, nie chce o tym mówić...-odpowiedział oschle.
-Hmm...dobrze. Czy chciałbyś dołączyć do naszej watahy?-uśmiechnęłam się. W tym momencie nie wiedziałam kto był bardziej zszokowany:Carey czy Len.
-Nie pochwalam tego, ale to w końcu twój wybór.- uspokoiła się Car.Pewnie i tak się nie zgodzi...pomyślałam
-Tak...chciałbym.-moje zaskoczenie sięgało granic.
-Dobrze,w takim razie jakie chciałbyś zająć stanowisko?-spytałam wymieniając wszystkie,jednak on zapytał:
-A jest coś takiego jak łącznik z zaświatami czy coś w tym stylu?
-Mhm. Zgadzam się żebyś nim był, myślę że się nadajesz.
Po złożeniu przysięgi ja, Carey i Lenardo ruszyliśmy w stronę domu.
-Cieszymy się że możemy cię gościć w naszej watasze, prawda Car?
-Mhm-odpowiedziała Carey z jeszcze większą niechęcią niż ostatnio. Zbierało się na deszcz. Już chcieliśmy iść gdy nagle zza drzewa wyszła wadera o szaro niebieskim futrze.
-O kogo my tu mamy? Szanowna beto, to jest moja uciekinierka.- Carey rzekła z udawanym uśmiechem.
-Witam....Jestem Ceres.-powiedziała wadera nieśmiało.

<Len? Carey? Ceres?>
540 słów


czwartek, 20 kwietnia 2017

Przepraszam

TAK. Trochę mnie poniosło i TAK nie było to uprzejme i TAK możesz usunąć Eliosa, ale NIE zrobiłem tego dla przyjemności, tylko po to, by trochę pomóc w no wiecie... Alfy mnie zaraz rozszarpią (jak harpie), bo się tu pojawiłem znowu, więc...  *odgłos łamanych kości i moje krzyki*

środa, 19 kwietnia 2017

Uwaga!

Każdy wilk, który jest zagrożony, aby nie trafić do więzienia, musi w przeciągu trzech dni napisać opowiadanie lub zgłosić pod tym postem nieobecności (w ostateczności odejście)

~ Przyszła alfa Hoki

wtorek, 18 kwietnia 2017

Od Hoki CD Aditi, Aidany i Elendy

Dzień zapowiadał się cudownie! Jako trzy tygodniowy szczeniak czułam się bardzo dorośle. Truchtałam sobie niedaleko jaskiń odkrywając świat. Wtem wpadłam na Aditi

- Hej! Prawda, że dziś pięknie? - spytałam szczędząc się jak wariatka
- Masz rację - odparła, z charakterystycznym dla siebie spokojem
- Chciałbyś się do mnie przyłączyć?
- A co robisz?
- Odkrywam świat!
- Dobra! Idę z tobą!
- Choć. Może uda nam się namówić też Aidane.
- Chłopaków nie bierzemy?
- No coś ty! To będzie dziewczęca wyprawa!
- Super! Elende też zabierzemy!
- Za chwilę spotkajmy się przy zielonym głazie!

W tym momencie poszłyśmy po resztę naszej kompanii.

< Wybaczcie, że tak krótko ale brakus wenus>

Od Lena CD Carey i Ceres i jeszcze Cajsim. 3xC XD

Nic mnie już chyba nie zdziwi, tak wiem że brzmi to dziwnie  w ustach wilka jedzącego rośliny i rozmawiającego z duchami. Wszyscy do tej pory uznawali mnie za obłąkanego i szczerze mówiąc raczej wątpię że to się kiedyś zmieni. Ale  i tak uważam że nic mnie nie zdziwi. Jednego dnia w przeciągu niespełna godziny spotkać dwie dosyć dziwne wadery to nawet jak dla mnie nadmiar szczęścia. Właśnie jedna mierzyła mnie  zirytowanym spojrzeniem a druga była nie do końca obecna tak jakby. Nie bardzo wiedziałem co powinienem zrobić więc znowu zacząłem podgryzać trawkę, oczywiście ta czarna szybko zareagowała.
-Przecież zabroniłam- warknęła.
-No wiem wiem, ale nie mam nic do roboty, a najlepszym sposobem na zabicie czasu jest jedzenie.
Raczej nie poprawiłem tym zbytnio swoje sytuacji, czarna wadera wydawała się jeszcze bardziej zdenerwowana. Jednak nic nie powiedziała, na szczęście, z waderami to przeważnie tak jest że jak się wściekną i zaczną gadać to to się nigdy nie kończy. Jednak patrzyła się na mnie tak jakby chciała mnie co najmniej poćwiartować.
-Proszę, nie zabijaj wzrokiem- uśmiechnąłem się do niej.
Odwróciła się i ruszyła do przodu, po kilku krokach się odwróciła i dała nam do zrozumienia że mamy iść za nią. Ruszyłem powoli obok Ceres. Nie znalem jej za dobrze, wiem o niej tylko tyle że zaskoczyła mnie podczas śniadania, ale przynajmniej ją jako tako znam. Niestety nie mogę tego powiedzieć o tej czarnej. Dalej jej imię pozostawało dla mnie zagadką. Nie bardzo lubię tajemnice więc postanowiłem sie jej trochę podpytać o to i owo. Podbiegłem żeby się z nią zrównać.
-Hej, jak masz na imię?
Wadera wywróciła oczami.
-Carey.
-A ja Lenardo, ale wolę jak się do mnie mówi Len, a ty masz jakieś zdrobnienie?
-Car.
-Świetnie, Car, to w takim razie gdzie nas prowadzisz?
-Nie pozwoliłam ci tak do mnie mówić.
Spojrzałem na nią zdziwiony.
-A zabroniłaś?
Nie odpowiedziała, tak, znowu robiłem z siebie idiotę, znowu zachowywałem się jak szczeniak ale co ja poradzę że lubię? Nic nie poradzę.
-A gdzie nas prowadzisz?- powtórzyłem nieco poważniejszym tonem niż poprzednio.
-Do naszej bety, do Cajsim.
Aha, świetnie, czyli wiem tyle co poprzednio tylko że tym razem znam jeszcze jakieś imię które mi nic nie mówi, po prostu świetnie. Spojrzałem na drzewo obok którego przechodziliśmy i aż mnie ciarki przeszły. Widniały na nim ślady pazurów, jednak było w nich coś niepokojącego. Jaki normalny wilk tyle razy zadawał by cios drzewu? i to w dodatku martwemu?
-Co to?- zapytałem naszej małomównej przewodniczki.
Spojrzała w kierunku drzewa z nudą i flegmatycznie odpowiedziała.
-Albo ślady po wojnie, albo ślady Midale.
-Wielkie dzięki za bardzo jasne wyjaśnienie...
Nie wiem czy dało się bardziej zirytować niż zrobiłem to w tej chwili, wbiła we mnie nienawistne spojrzenie i chyba tylko siłą woli powstrzymywała się od zaatakowania mnie.
-Przestań zadawać idiotyczne pytania- wycedziła przez zaciśnięte zęby.
-Hej, bez nerwów, przecież nie chciałem cię zdenerwować- raczej nie uwierzyła ale przynajmniej przestała mnie mordować wzrokiem. Ruszyła przed siebie szybciej niż  dotychczas. Biegliśmy tak przez jakieś pół godziny. Wybiegliśmy z lasu na jakąś przepiękną polankę. Było na niej wile kwiatów ale tylko jeden przykuł moją uwagę. Wielki biały błyszczący w słońcu kielich lilji polnej. Podbiegłem do niej i pochyliłem się. Miała wręcz odurzający zapach. Nie zastanawiając się nad tym zbyt długo kłapnąłem zębami i po chwili delektowałem się jej smakiem. Zauważyłem biegnącą w moim kierunku wściekłą do granic możliwości Car.
-Mówiłam ci że ci zabraniam!!!!!- darła się na mnie.
-Ty nawet nie wiesz jaka ta lilja była dobra- odpowiedziałem jej rozmarzonym tonem.
-Niewiele mnie to interesuje - warknęła, odwróciła się i zaczęła rozglądać, ja też. Zauważyłem to jakiś czas temu ale nie chciałem nic mówić. Ceres gdzieś wyparowała.
-Pięknie, nie umiem nawet wilka upilnować-jęknęła zrezygnowana
-Mnie pilnujesz całkiem dobrze-uśmiechnąłem się do niej.
-Ty się nie liczysz...
-a co ja jakiś pół produkt czy jak? warknąłem oburzony.
Nie odpowiedziała, skupiła wzrok na biegnącej w naszym kierunku jakiejś waderze. Była biało kremowa.
Po niedługiej chwili była jakieś 10 metrów od nas i znacznie zwolniła.
-Witaj Carey- przywitała ją uśmiechem- kto to jest?
-Jakiś denerwujący pół produkt- warknęła
-Car, ja jestem całkowicie normalny...
-Oczywiście
Biało kremowa wadera spojrzała na mnie pytając.
-Jestem Len- wyszczerzyłem się do niej.
-Cajsim- odpowiedziała niepewnie
Spojrzałem na  nią badawczo, w sumie inaczej wyobrażałem sobie betę ale nic to.



3xC????

Od Midale CD Deny do Cajsim i Arisa

Wyszła, ale powiedziała że wróci. Podniosła mnie na duchu, dobrze było wiedzieć że nie jesteś sam na tym świecie i że jest ktoś kto mimo wszystkiego stanie po twojej stronie. Cokolwiek się ze mną stanie nigdy o niej nie zapomnę. Obawiałem się tylko jednej rzeczy, on powiedział że jeszcze mu się przydam. Ale póki co zostawił mnie w spokoju. Muszę się w końcu zmienić, ale tym razem naprawdę.
Przerwały mi czyjeś odgłosy kroków. Znałem je doskonale, te kroki mogły należeć tylko do jednej osoby.
-Aris- powiedziałem niezbyt głośno.
-No proszę proszę- odpowiedział jadowicie- pomimo ślepoty nadal mnie rozpoznajesz.
-Słuchu jeszcze nie straciłem- odpowiedziałem chłodno.
Basior znacznie się przybliżył do mojej celi, czułem to i też słyszałem.
-Dena tu była prawda?- zapytał kompletnie od czapy.
-Tak
-Jej serce jest przepełnione miłością, a miłość jest ślepa- warkną wściekle
-Co ci to przeszkadza- spojrzałem chyba w jego kierunku- zapominasz po której stronie jesteś, a myślałem że to ja straciłem pamięć.
Odpowiedziała mi głucha cisza, najwyraźniej nieco się zaczynał denerwować.
-Ty się chyba nigdy nie zmienisz Biały.
-Masz rację, ja tylko zmieniam tego komu służę.- stwierdził z lekkim zadowoleniem
Przez chwilę znowu było cicho, ale niestety nie na długo.
-Midale, kiedyś pozazdrościłem ci mocy, nawet można powiedzieć że cię podziwiałem- usłyszałem drwiący śmiech- nawet nie wiesz jak zabawnie widzieć ciebie, ulubieńca naszego pana.
-On nie jest moim panem!!!- warknąłem.
-Jest, dalej wiąże cię przysięga- znowu się zaśmiał- wiesz jak zabawnie jest widzieć kogoś takiego jak ty, kogoś kto był generałem naszego pana, siedzącego za kratkami, oślepionego i bezsilnego? Niedługo sąd zadecyduje o twojej przyszłości, a ty po prostu się temu poddasz. Jesteś żałosny.
Poczułem jak do mojego umysłu wpełzają obrzydliwe macki czyiś myśli, próbował mnie kontrolować.
-Leżeć- wysyczał wściekle.
Nie mogłem się sprzeciwić, powoi zacząłem się kłaść na ziemi. Prawie już leżałem kiedy odzyskałem kontrolę, Zerwałem się i odepchnąłem myśli Arisa. Wtedy stało się coś czego nie przewidziałem, zwarcie, cisnęło nim o ścianę, mną zresztą też. Wstałem i wyprostowałem się dumnie.
-Zanim coś powiesz przemyśl to kilka razy- powiedziałem.
Słyszałem jak wstawał, chyba poobijał się nieco bardziej niż ja. Uśmiechnąłem się lekko.
Nagle rozległy się jeszcze jedne kroki, tych jednak nie rozpoznałem, kimkolwiek był szedł w moją stronę.
Zatrzymał się niedaleko Arisa i przez chwilę chyba obserwował, ale nie wiem.
-Powiesz mi może co się tu stało?- jej głos był zimny, to była Cajsim.
-Nic, takiego- głos Arisa był przesycony wściekłością.
-To dobrze- słychać było niedowierzania - może byś mnie przepuścił?
-Oczywiście.
Teraz stała naprzeciwko mnie, jednak nie weszła do celi. Widziałem ją, znowu tamtą poranioną i leżącą pod drzewem, jednak teraz stała koło niej Yogani, z rozdartym bokiem. Nie, czemu musiałem na to cały czas patrzeć.
-Przepraszam- sam nie wiem do kogo to powiedziałem, czy do tej czy do widmowej Cajsim, a może do Yogani- przepraszam za wszystko.
-Cieszę się że przepraszasz, jednak to nie zwróci krzywd które wyrządziłeś tej watasze- odpowiedziała chłodno ale mimo tego słychać było że głos jej się łamie.- za to nie ma wybaczenia.
Znowu zapadła cisza, tym razem jednak była długa i ciężka. Nie wiem ile ona trwała, jednak postanowiłem ją przerwać.
-Wiem że nie po to tu przyszłaś.
-Masz rację, przyszłam żeby powiedzieć ci jaką decyzję podjęłam w twojej sprawie.



Cajsim, Dena, Aris?

Od Noe CD Deny

Wadera miała rację, mogłoby to źle wyglądać.
-To, co ruszamy teraz?
Spytałem waderę.
-Najlepiej byłoby teraz.
-Racja.
Ruszyliśmy w poszukiwaniu tajemniczego szkieletu, w parę chwil dotarliśmy pod puszczę. Postanowiliśmy poszukać, jakichkolwiek śladów. Ja poszedłem w lewo, a wadera w lewo. ~ziemia jest okrągła to dowód xD, Dena. Było południe, więc wszystko było dokładnie widać, już po paru minutach znalazłem ślady, gościa spod ziemi.
-Dena!
-Tak?
-Chodź tu!
-Znalazłeś coś?
-Ta. Mam tu trop naszego przybysza.
Ruszyliśmy za śladami tajemniczego gościa, po dłuższym czasie ślady weszły w głąb puszczy. Widząc to, wadera się zatrzymał.
-Co jest?
-Jeszcze nie teraz, najpierw chce zobaczyć, co ma zamiar zrobić.
-No.... Dobra, poczekamy tam.
Mówiąc to, złapałem, waderę i wskoczyłem na drzewo.


(Dena)

Od Deny CD Noe

Zastanowiłam się, sprawa z pozoru wyglądała na łatwą. Z doświadczenia wiedziałam, że takie pozory często potrafią być iście zabójcze.
-Trzeba się zorientować co z innymi wilkami. Może akurat ten wilk zabłądził i został tu albo coś innego, różnie z tym może być. Wypadałoby innych poinformować.
-Co to da?
-Ich poglądy i paru ochotników- powiedziałam biorąc łyk przeglądając kilka pergaminów.- Wydaje mi się, że ktoś już wcześniej wspominał coś o podobnym szkielecie ale wtedy szybko znikł. Możliwie, że to ten sam.
-Mógł powrócić z jakimś celem?- Zapytał się zastanawiając Noe. Wzruszyłam ramionami.
-Kto wie. Cóż, idę powiadomić o tym watahę, zobaczę co oni na to.
-Pójdę z tobą, nie mam nic ciekawszego do roboty.
Nie odpowiedziałam na to, szybkim krokiem podreptałam do reszty, która się akurat zebrała. Po przekazaniu im wiadomości, niestety nikt nie mógł dołączyć do wyprawy przez obowiązki. Uśmiechnęłam się pod nosem zwracając się do towarzyszącego basiora.
-Czyli wychodzi, że trzeba załatwić to samemu.
-Nie martwisz się tym?
-Czemu? To tylko szkielet wilka, były już gorsze rzeczy niż takie buty. Poza tym to może pójść nam na rękę.
-Czemu?
-Gdyby większa grupa wilków poszłaby do niego, mógłby uznać to za potencjalny atak a zależy nam na jak najspokojniejszym porozumieniu się.

Noe?

Od Aditi do Shaitan

Od kiedy po raz pierwszy otworzyłam oczy nie chciałam ich już zamykać, by zawsze widzieć otaczający mnie, piękny świat. Te góry, lasy,rzeki,wicher, słońce! Te drzewa! To wszystko jest takie piękne...moja rodzina jest wspaniała...Niestety tata musiał odejść. Nie wiem dlaczego, ale po prostu musiał...to smutne,ale trudno. Mam przecież moją mamę i siostrę, która jest dla mnie wszystkim.
***
 Rozmyślałam idąc przez las. Wciągnęłam rześkie powietrze.Nagle moja mama zapytała:
-Czym się tak martwisz?
-Niczym-odpowiedziałam spokojnie.
-Przestań,wiem że coś jest na rzeczy- rzekła mama,uśmiechając się do mnie.
-Po prostu nie wiem kim jest biała wadera i jej brat o szarej sierści.- wyjaśniłam spoglądając na mamę,lecz ona wyglądała na zaskoczoną i spytała mnie:
-Przecież to są Alfy naszej watahy!
-A oni nie są przypadkiem za młodzi?
-Owszem są,ale nie mają wyboru...ich matka nie żyje...-nie wiedziałam co na to odpowiedzieć więc nie mówiłam nic. Szliśmy tak w ciszy gdy nagle moja mama odezwała się radosnym głosem unosząc głowę do góry:
-Ścigamy się?-zapytała
-No...czemu nie.-rozweseliłam się.
***
Był wieczór,a ja obserwowałam zachodzące słońce,Elenda siedziała obok mnie.Obie wpatrywałyśmy się w drzewa i góry zalane pomarańczowym światłem,w słońce chowające się coraz bardziej za widnokrąg, gdy zrobiło się zupełnie ciemno mama zawołała nas do jaskini...
Obudziłam się. Dziś pogoda była niepewna. Chmury zasłaniały całe niebo.Moja mama wróciła z polowania.
- Niestety ostatnio mało zwierząt widuje się w puszczy,ale na nas starczy idealnie.-rzekła mama kładąc na granitowej posadzce pieczary niewielkiego dzika.
Po śniadaniu mama pozwoliła mi wyjść na zewnątrz i poćwiczyć trochę moje moce. 
Udałam się do zaczarowanej puszczy. Po dłuższych ćwiczeniach, wspięłam się na pobliską akację i przysłuchiwałam trelu ptaków. Nagle spostrzegłam innego wilka. Trudno było określić kim jest. Wyglądał dziwnie. Miał fantazyjny ogon i poruszał się spokojnie. Ze względu na rodzaj chodu przypuszczałam że to basior,on jednak  dostrzegł że ktoś go obserwuje i spojrzał na mnie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Zachowywał się jakby mógł patrzeć na mnie swym obojętnym wzrokiem przez resztę dnia. Odezwałam się więc:
-Jak masz na imię?-rzekłam nieśmiało.
-Shaitan. A ty?-powiedział spokojnie z lekkim,prawie niedostrzegalnym usmiechem.
-Aditi.

<Shaitan?>


poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Od Noe CD Deny

Nawet nie wiem, co mnie tu przywiało, Dena zaprowadziła mnie do innego pomieszczenia. Tam, po chwili oboje siedzieliśmy i jedliśmy ciastka, lecz gdy tylko szczeniaki je wyczuły, zjawiły się i sami zjedli połowę.

-Przepraszam cię za nich.

-Nic się nie stało, szczeniaki są takie.

-Prawda.

-Wracając do tematu. Widziałem w puszczy dziwnego wilka z samego szkieletu i pomyślałem, że to ważne. Ponieważ parę razy widziałem go na granicy puszczy.

Wadera z zaciekawieniem mnie słuchała.

-Oczywiście, nie sądzę, że musi mieć złe zamiary, ale może trzeba byłoby nawiązać z nim kontakt?

-Możliwe, że to byłby dobry pomysł.

-Oczywiście nie możemy iść sami i może by z kimś tam pójść.

Wziąłem łyk picia i skończyłem.

-I chciałem spytać, czy wiesz kto będzie do tego dobry, no chyba że chcesz to rozwiązać inaczej.

(*Dena)

Od Deny do Noe

W przeciągu kolejnych dni w watasze znalazły się nowe twarze. Aż dziwne było to, że coraz więcej członków jest a alf nie ma. Rozmyślania przyszły akurat w segregacji dokumentów, które znalazły się na podłożu po wpadnięciu przez Valda, oczywiście zaraz znikł z pola zdarzenia. Dosyć szybko wróciła papiery na swoje miejsce, wówczas ktoś przyszedł nieśmiało idąc do mnie. Siedząc bokiem, spojrzałam na przybysza. Ach, to ten nowy basior, Noe.
-Em, przepraszam- zaczął przystając dobre parę metrów ode mnie.
-W czym mogę ci pomóc Noe?- Zapytałam się ciepło posyłając mu uśmiech. Spojrzał zaskoczony i zmieszany.
-No więc... Ja...
-Nie musisz się wstydzić- zaśmiałam się lekko.- Czy chodzi ci, że pamiętam twoje imię a ty mojego nie możesz sobie przypomnieć?
-Skąd wiedziałaś?
-Zgadywałam- wyszczerzyłam się.- Jestem Dena, w razie czego mów śmiało, że nie pamiętasz imienia rozmówcy. To przecież nic złego, zważywszy na to, że jesteś tu bardzo krótko. Zanim przejdziemy do twojej sprawy, może chcesz coś do picia? Śmiało rozgość się i z miejsca przepraszam za lekki bałagan przez synów.

Noe?

Od Noego do Orona

Dziś było ponuro i wiał chłodny las, a ja przemierzałem doliny i wzniesienia, przez co ten głupi wiatr mi trochę przeszkadzał. Rozglądałem się za jakiś drzewami, bo nie przepadam być na widoku. W końcu zauważyłem las, ale on nie był zwykłym lasem, była to puszcza, wbiegłem od razu pomiędzy drzewa. Widziałem tam niesamowite istoty, po jakimś czasie przeszedłem tę puszczę i trafiłem do zwyczajnego lasu. Było w nim spokojniej niż w tamtej puszczy, przynajmniej tak się wydaje. Położyłem się pod drzewem między krzakami i zasnąłem. Nie wiem, ile spałem, ale obudziło mnie coś, a raczej ktoś, co ugryzło mnie w ogon. Zerwałem się i naskoczyłem na tego ktosia, który mnie obudził, gryząc mój ogon. Ku mojemu zdziwieniu, jedną łapą przygniotłem do ziemi niewielkiego szczeniaka. Zdziwiłem się na jego widok, ale szybko go puściłem.
-Patrz na drugi raz, co chcesz ugryźć, bo za którymś razem możesz stracić życie, młody.

<Oron>

Od Carey CD Lenarda i Ceres

Stałam i patrzyłam się na waderę i basiora zajadającego trawę. Nie miałam pojęcia co miała bym z nimi niby zrobić. Wadera wydawała się w miarę normalna, ale basior niestety nie. Właściwie to powinnam ich wywalić poza teren watahy ale nie jestem przecież strażnikiem granic tylko szpiegiem. Jedyne co mogłam zrobić to zaprowadzić ich do Bety, gdyż Alfy były martwe. Jednak najpierw postanowiłam im trochę rozjaśnić gdzie są.
-Wdarliście się na tereny Watahy Śnieżnych Szczytów i bezprawnie zjadaliście trawę, tak więc muszę was zaprowadzić do Bety.
-Ale ja jestem niewinna- wykrzyknęła wadera- to przecież on jadł trawę...
Tymczasem on spojrzał na mnie badawczo i zapytał.
-A jest tu jakiś zakaz jedzenia roślin?
Zaczynałam tracić do nich cierpliwość, i to nie powoli tylko w mocno przyśpieszonym tempie. 
-Nie mam pojęcia co z wami zrobić! Nie jestem strażnikiem granic- warknęłam na nich.
Basior spojrzał na mnie z lekką nudą 
-Jak na szpiega to jesteś za mało opanowana- stwierdził leniwie
-Po prostu mam gorszy dzień-stwierdziłam chłodno.
-A ja mam wręcz przecudowny- stwierdziła sarkastycznie wadera


Ceres,Len?( ten brak weny, Len teraz tylko ty to możesz ocalić)

niedziela, 16 kwietnia 2017

Od Cares do Lenarda i Carey

- Odczep się. - mruknęłam do białej myszy, która zaczęła po mnie łazić. Ta zeszła, nie zmieniało to jednak faktu, że zostałam nieprzyjemnie obudzona przez to nieszczęsne, białe zwierzę. I już nie zasnę. Z niechęcią się podniosłam, i... Chętnie bym powiedziała że gdzieś poszłam, aczkolwiek ja jedynie ponownie się położyłam, zamknęłam oczy i... Nie zasnęłam! Jedynie leżałam tam, usiłując zamknąć oczy tak mocno jak nigdy wcześniej... Po jakimś czasie uznałam że mi eksplodują, więc otworzyłam, i stwierdziłam że jestem ślepa. Wyparowałam z groty, w której leżałam, i przywaliłam w drzewo. 
- Co ty odwalasz!? - krzyknął wilk. W tej chwili moje oczy zaczęły działać jak powinny, a ja zobaczyłam że nieznajomy wilk to brązowy basior, z trawą wokół pyska. Wzruszyłam ramionami, przybierając maskę chłodnej obojętności. 
- Smacznego. - odezwałam się w końcu, gdy ten ponownie zaczął jeść.
- Odczep się. - mruknął, zdenerwowany. Ale co ja mu zrobiłam? No naprawdę, niektóre wilki są nie do ogarnięcia. 
- Ale ja tylko życzyłam ci smacznej trawy. - burknęłam, a zielonooki wilk podniósł się. 
- Odczep się. - powtórzył, po czym zakrył trawę łapami. - Moja trawa! Nie dostaniesz jej! - dodał, i zaczął wpychać w siebie tyle trawy ile mógł zmieścić w pysku. Po jakimś czasie zaczął się krztusić, a ja zastanawiałam się, czy iść tam i mu pomóc czy nie, gdyż wtedy mogę podeptać jego cenną trawę. 
- Ehm... Nie zjem ci trawy, obiecuje. Nikomu nie zjadłabym trawy, przecież to bardzo cenna rzecz której nigdy bym nie ukradła... - powiedziałam, gdy ten przestał się krztusić. Basior kiwnął zadowolony głową. 
- Jestem Lenardo. - rzekł, i kontynuował jedzenie trawy. 
- Ceres. - odpowiedziałam, zadowolona że udało mi się przekonać go nie mam złych zamiarów. 
- Ej, wy! Czemu spożywacie na terenach watahy!? - usłyszałam nieźle wkurzony głos jakiejś nieznajomej wadery, która kilka sekund po tym krzyku wyłoniła się zza krzaków i spojrzała na mnie i Lenard'a ze złością. 
- Ja nie jem, jestem niewinna. - wykrztusiłam. 
- Hmm... No dobrze, wierzę ci. Ale ty! - skierowała swój wzrok na basiora - oskarżam cię o jedzenie na terenach watahy! No chyba że jesteś członkiem, to wszystko spoko. - rzekła, mierząc go wzrokiem. Coś czuję się Len nie jest członkiem tej watahy, o której mówi, ale to tylko przeczucia...
- No, nie jestem. - ... które najwidoczniej się sprawdzają. 
- A więc... - przerwała i zastanowiła się chwilkę. - E, nie mam żadnych instrukcji wobec tego co mam zrobić jeśli natrafię na intruza jedzącego na terenach watahy. - powiedziała naburmuszona. 

<Carey? Lenardo?>

Powitajmy nowego basiora -Noego!

,,Nigdy nie poznasz nikogo do końca!''

majinbanzai
Imię: Noe
Pseudonim: Foxy
Pełny Formularz

Od Deny CD Midale

Podobno znaleziono Midale gdzieś w lesie nieprzytomnego, od razu zaniesiono go do więzienia by tam go w razie czego uleczyć. Zamiast tam, udałam się do Arisa, który jeszcze dochodził do siebie po starciu z nowym więźniem.
-Caj mówi, że ciężko jej idzie twoje leczenie- powiedziałam wchodząc do jaskini w której leżał. Trochę zaskoczyło go moje przybycie, zauważyłam to siadając tuż obok niego.
-Co jak co, ale ma bydle siłę. Gdyby nie to, że bardziej skupiam się na atakach na które był akurat odporny nie byłby taki wspaniały. Ty chyba o tym się przekonałaś na własnej skórze- dodał rzucając mi spojrzenie. Wzruszyłam ramionami zabierając się za leczenie jego pozostałych ran.-Po co tak mu się dajesz, po co pchasz się na śmierć?
-W głębi czuje, że da mu się pomóc?- Przewróciłam oczyma. Zaraz nie miał ran ani blizn.- Niedługo zajrzę do niego, musi odpowiedzieć na parę pytań. Jest nadzieja, że wróci ten Midale, który dołączył do watahy. Nie wiem czemu to robię ale muszę.
-To twoje dobre serce doprowadzi cię do zguby- odparł po chwili milczenia poważnie.
-Wiem- powiedziałam wychodząc i nie patrząc na niego.

***

Stanęłam w progach więzienia, strażnicy z niechęcią mnie wpuścili do środka. Jak na razie zajęte były tylko dwie cele, Midale był zamknięty w głębi korytarza, gdzie pola ochronne były tak silne, że nie była potrzebna straż. Weszłam do jego celi, chociaż na mnie patrzył zapytał o tożsamość. Usiadłam w odległości metra od niego.
-To ja, Dena- powiedziałam starając się zachować oschły ton głosu. Ten nagle zwiesił głowę.
-Wybacz. Wybacz za to co robiłem- powtarzał w kółko coraz żałośniej. Z wahaniem podeszłam do niego bliżej.
-Czemu to robiłeś?- Zapytałam się cicho. Gdy podniósł głowę, zauważyłam jego zaszklone oczy. I takie... puste. Odruchowo wzięłam jego pysk w łapy.
-Twoje oczy- szepnęłam przerażona.- Co się...
-Zjadłem trującą roślinę jak uciekłem od ciebie. Oślepłem- rzucił z uśmiechem goryczy.- Chociaż to i tak nie jest nawet połowa zapłaty za moje błędy. Za zabicie Yogani bez powodu. Za poranienie tak dotkliwe członków watahy. Za chęć skrzywdzenia Yamis'a- dodał łamiącym tonem.-Tak bardzo przepraszam...
Zaraz powalił mnie na podłoże i leżącą przytulił mnie do siebie także leżąc. W pierwszej chwili chciałam się uwolnić z jego stalowego uścisku, ale wręcz błagał abym się nie ruszała i pozostała spokojna. Teraz nie zamierzał mnie skrzywdzić. Tak kilka minut leżeliśmy, Midale wtulał się w mój kark aż w końcu dał znak, że mogę wstać. Kiedy ponownie staliśmy o własnych łapach, basior starał się patrzyć w punkt gdzie siedziałam.
-Co będzie ze mną?- Zapytał się z trudem. Uciekłam wzrokiem w bok.
-Nie wiem. Na razie jest małe zamieszanie, więc nic nie wiadomo. Może zostaniesz w więzieniu albo pójdziesz na wygnanie. Osobiście wolałabym abyś odzyskał wzrok, może jest szansa na to... Ale na razie muszę iść, Caj potrzebuje pomocy przy ogarnianiu spraw- to powiedziawszy wstałam kierując się do wyjścia. Jak tylko chciałam otworzyć zamek, za mną usłyszałam ciche pytanie.
-Czy przyjdziesz tu jeszcze?
Zawahałam się na odpowiedzią, sama jednak się nasunęła.
-Tak. Przyjdę.

Midale?

sobota, 15 kwietnia 2017

Od Midale CD Deny

-Jestem Dena- powiedziała dobitnie.
Powoli wstałem, wadera wyszczerzyła zęby i zaczęła warczeć, ale ja tego nie widziałem. Dena, to jedno imię wywołało mętlik w mojej głowie. Kim byłem? Jedno pytanie gorączkowo powtarzane od tygodni. a może to były tylko dni? Albo całe lata? Nie wiem. Jednak to pytanie wreszcie znalazło odpowiedź. Jestem Midale, kapłan, zdrajca i morderca. Po moim pysku ściekała krew. Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem ją. Dena, Denuś, moja najukochańsza dusza na tym przeklętym świecie patrząca na mnie z nienawiścią i gotowa by w każdej chwili zaatakować. łzy napłynęły mi do oczu.
-Co ja najlepszego narobiłem- wyszeptałem i spuściłem głowę.Przed oczami staną mi obraz Yogani, zasłaniającej szczenięta i tonącej w kałuży własnej krwi. - Zabiłem ją, zabiłem niewinną dla czystej przyjemności.- poczułem że głos mi się zaczyna łamać.
Kim był ten potwor którym się stałem? To był ten pomiot Pagdumota, jego generał, podły i żądny krwi pół demon. Spojrzałem jeszcze raz na Denę.
-Wybacz- powiedziałem drżącym głosem - wybacz mi te wszystkie krzywdy jakie cię spotkały. Ach co ja mówię, nie wybaczaj, nie jestem godny przebaczenia.
Podszedłem do niej jednak ona się cofnęła.
-Nie zbliżaj się- warknęła wściekle.
Zatrzymałem się w miejscu i spojrzałem na nią żałośnie, jej nienawiść raniła mnie bardziej niż cokolwiek innego, ale w sumie na nic innego nie zasługiwałem. Odwróciłem się tyłem do niej a przodem do ściany lasu. Powoli ze spuszczoną głową ruszyłem przed siebie. Nie, nie zatrzymała mnie, wręcz przeciwnie, cieszyła się że odchodzę. Zagłębiłem się w las, słońce delikatnie tańczyło na mchu i oblewało złotą poświatą. Czemu byłem takim, ech nawet nie wiem jak nazwać samego siebie. Spojrzałem w bok i ujrzałem mały niepozorny lichutki krzaczek z jaskrawoczerwonymi owocami. To była jedna z bardziej trujących roślin jakie znałem, podszedłem do niej i jednym szybkim ruchem ogryzłem wszystkie owocki. To mnie zabije, wiedziałem o tym, bałem się śmierci. Jednak jedna myśl mi dodawała otuchy, przynajmniej nikt już nie będzie przeze mnie cierpieć. Położyłem się na mchu, nie musiałem długo czekać na efekty działania owej rośliny, wszystko zaczęło się powoli rozmazywać. Nagle zobaczyłem przed sobą niewyraźny kształt jakiegoś czarnego basiora.
-Midale, co ty ze sobą zrobiłeś- mówił spokojnie.
-Pagdumot...
-Jednak jeszcze mnie pamiętasz- basior uśmiechną się podle.
-Czego jeszcze ode mnie chcesz?- wstałem z wysiłkiem i spojrzałem na niego wściekle- Jesteś cieniem który podąża za mną od samego początku, nawet przy mojej śmierci jesteś. Nienawidzę cię!
-O jakiej śmierci ty mówisz?- udał mocno przerysowane zdziwienie- ja cię niegdzie nie puszcze, jeszcze mi będziesz potrzebny, rozumiesz!?!
-Niedoczekanie twoje- warknąłem na niego.
Nie odpowiedział, uśmiechną się tylko lekko i wymamrotał jakieś kilka szybkich i niezrozumiałych słów.
Poczułem palący ból w żołądku i klatce piersiowej, poczułem jak do gardła podchodzi mi żółć. Zwymiotowałem krwią i czymś jeszcze, nie widziałem dokładnie. Ból z sekundy na sekundę się wzmagał. Upadłem na ziemię i zwinąłem się z bólu, nie wie ile to trwało. Zapadłem w ciemność.



***

Powoli wszystkie zmysły zaczynały do mnie powracać. Pierwsze co poczułem był ogarniający mnie ból. Otworzyłem oczy, ze wszystkich stron ogarniała mnie ciemność, nie wiedziałem gdzie jestem. Nie miałem siły żeby się poruszyć. Gdzieś niedaleko rozległo się skrzypienie krat, byłem w więzieniu. Ale tam przecież nie jest aż tak ciemno. Zdałem sobie sprawę z tego co się stało, przez tą roślinkę straciłem wzrok. Ale przecież wiedziałem że tak może być. Nagle usłyszałem jak drzwi do mojej celi się otwierają i poczułem czyjąś obecność. Z trudem uniosłem głowę i spojrzałem w domniemanym kierunku przebywanie tego kogoś.
-Kim jesteś?- zapytałem cicho.

Dena?

piątek, 14 kwietnia 2017

Powitajmy nową waderę -Ceres!

,,Ludzie nie płaczą, bo byli słabi. Płaczą, bo byli silni zbyt długo.''




Imię: Ceres
Pseudonim:  Cereł, Ceruś, Cer, Es
Pełny Formularz

czwartek, 13 kwietnia 2017

ŻYCZENIA!

Życzę wszystkim, którym jeszcze nie życzyłem (bo np. Oronowi wysłałem kartkę XD ) udanych, ciepłych świąt spędzonych w pokoju. Jak Oron Będzie łaskawy, to też wstawi wiersz na Wielkanoc, bo napisałem go na kartce, której mu wysłałem, ale nie zrobiłem kopi (xd geniusz Akkarin).

Cajsim urodziła!- powitajmy Aditi

                    “Żyj tak jakbyś miał umrzeć jutro, ucz się tak jakbyś miał żyć wiecznie”

Imię: Aditi

Pseudonim: Ti

Płeć: Wadera

Wiek: dopiero się urodziła (<1)

Urodziny: 10 kwiecień

Hierarchia: młoda Beta

Stanowisko:za młoda, jednak w przyszłości chciałaby zostać szpiegiem

Rasa:ziemia-powietrze

Gatunek: las

⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕

Moce:
-potrafi porozumiewać się z drzewami
-potrafi wspinać się po drzewach
-potrafi świetnie się kamuflować
-potrafi stworzyć barierę ochronną
-przemieszcza się prawie bezszelestnie

Umiejętności:
-Siła:3
-Wytrzymałość:5
-Szybkość:3
-Zwinność:3
-Spryt:2
-Inteligencja:4

Talenty:
Umie się ukrywać i przebywać dłuższy czas w bezruchu. Zna się na roślinach leśnych.
Dobrze walczy i jest bardzo wytrzymała. Ma bardzo dobrą równowagę i umie chodzić po bardzo cienkich gałęziach drzew.
⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕

Rodzina:
-Rodzice:Akkarin, Cajsim
-Rodzeństwo:Elenda
-Partner:za młoda(zresztą na razie basiory jej nie interesują)
-Potomstwo:za młoda
-Dalsze pokrewieństwo:
babcia:Menete
dziadek:Eren
ciocia:Flora
wujek:Aramis
prababcia:Oluja
ma jeszcze jedną ciocię, o której istnieniu wie tylko jej ojciec Akkarin


Przyjaciele: Yyy... rodzina? (A tak oprócz rodziny to nikt i to się raczej nie zmieni bo Aditi woli towarzystwo starych dębów w lesie niż innych wilków ;)

Towarzysz: nie ma

⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕

Wygląd:http://www.deviantart.com/art/Wolfs-191105349
 

Charakter: Aditi jest typem słuchacza.Mało mówi, zazwyczaj kiedy chce wyrazić zadowolenie uśmiecha się z aprobatą.Jest raczej optymistką, nie marudzi. Trudno powiedzieć czy ma poczucie humoru, zdecydowanie nie jest typem osoby lubiącej psikusy i wygłupy. Chętnie pomaga innym. Najczęściej przebywa w samotności lub spędza czas ze swoją rodziną. Nie jest towarzyska, ale mimo to jest raczej lubiana zresztą, czy ją to obchodzi? Najważniejsze jest dla niej to żeby najbliższa rodzina ją akceptowała, a co myślą inni nie jest już dla niej ważne. Lubi słuchać ciekawych historii. Uwielbia kiedy rodzice opowiadają o swoich podróżach. Nie lubi być w centrum uwagi,a tłumy wręcz ją zawstydzają.Nie znaczy to że nie jest odważna. Oj nie,nie jest tchórzem, a wręcz nienawidzi jak ktoś ją za tchórza uważa.

Zainteresowania:
Lubi:
-Oglądać zachody słońca
-Spacery i biegi po lesie
-Słoneczne i wietrzne dni
-Słuchać różnych historii(a najbardziej tych swoich rodziców)
-Wędrówki
-Zabawę w chowanego(szczególnie ze swoją siostrą)
Nie lubi:
-Hałasu
-Tłumów
-Być w centrum uwagi
-Wygłupów
-Kiedy ktoś wtrąca się w jej tajemnice

⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕

Historia: Dopiero przyszła na świat :) (Jeśli chcecie dowiedziedzieć się czegoś więcej to szukajcie w historii jej rodziców) HISTORIA BĘDZIE AKTUALIZOWANA

Ciekawostki: Imię Aditi oznacza w dawnym dialekcie “śnieżyca” (dostała takie imię ponieważ jest cała biała)

⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕⭕

Terty: 100

Właściciel: Ribana-howrse/smigielskahanna@gmail.com

Cajsim urodziła! - powitajmy Elende

               "W naturze wilka leży rozsądne myślenie i nielogiczne działanie"


Imię: Elenda
Pseudonim: El
Pełen Formularz

Życzenia

Moi drodzy!

Dziś chciałbym życzyć wam wszystkiego najlepszego na te święta. Abyście mogli spędzić czas z rodziną. Jeśli to okaże się nie możliwe, to życzę uśmiechu, nadziei, siły i wszystkiego czego tam chcecie sobie życzyć.

                                                       ~Duch Yogani
                                                       ~ Duch Orona

środa, 12 kwietnia 2017

Od Cajsim do Hoki i Orona

Część ostatnia( koniec z wojną i jej podobnymi rzeczami. Od teraz moje opowiadania będą miały tytuły)

Ostatnio miałam dużo stresu i czułam się źle. Postanowiłam wybrać się do Zaczarowanej puszczy razem z Akkarinem. Szczeniakami opiekowała się teraz Isil. Szliśmy przez niezwykły, wspaniały las pełen różnobarwnych kwiatów, niesamowitych roślin i zwierząt rozmyślając o ostatnich wydarzeniach.Przypomniałam sobie jak Hoki zrobiła swój pierwszy krok, musiałam jej pomóc, bo prawie by się przewróciła. Na to wspomnienie uśmiechnęłam się. Zatrzymaliśmy się pod ogromnym dębem zasłaniającym niebo bujną koroną szmaragdowych liści. Znaleźliśmy mnóstwo ziół przydatnych do lecznicy. Teraz musieliśmy sprawować rolę uzdrowicieli...
***
Wróciliśmy do domu o północy, niebo wyglądało pięknie. Szybko położyliśmy się spać...
Ze snu wyrwał mnie ostry skurcz. Jęknęłam głośno. Akkarin obudził się, oboje wiedzieliśmy co się dzieje...Ak zdenerwowany latał po jaskini tam i z powrotem.Poczułam kolejną falę bólu, wtedy on przypadł do mnie i dodał mi sił. Z chwilą gdy słońce wyszło zza widnokręgu szczeniaki przyszły na świat..."zaraz, zaraz...szczeniaki?!" Byliśmy pewni że to będzie jeden szczeniak...Akkarin spojrzał na mnie z zaskoczeniem i radością, powiedział tylko tyle:
-Naszej drugiej córce ty nadasz imię.
-Aditi. -szepnęłam.-Nazywam cię Aditi.
Akkarin uśmiechnął się i mnie pocałował. Po nakarmieniu Aditi i Elendy poszłam spać, a Ak opiekował się dziećmi.
***
Minął tydzień. Tydzień bycia matką...czułam się świetnie. Z każdym dniem szczeniaczki były coraz bardziej żywiołowe i coraz sprawniej chodziły.  Cała wataha wiedziała już że mamy dwie nowe wadery.Oron i Hoki też robili postępy i to znaczne.Nasza jaskinia aż kipiała od wesołych pisków szczeniaków i radosnych śmiechów. Wreszcie wszystko się skończyło...czasem tylko szłam nad galopującą rzekę i patrząc na wodę przypominałam sobie Yo. Wydawało mi się jakby stała obok mnie. Wręcz widziałam jak się uśmiecha i skacze po kamieniach...i to mi wystarczało...wystarczała mi jej obecność...jej szczęście. Ona była gdzieś tam...ja byłam tego pewna...
Niestety przyszedł czas pożegnania. Wróciłam do jaskini i spojrzałam na pled mojego męża, leżał tam list:
Najdroższa Cajsim!
Wybacz, ale muszę się z tobą pożegnać. Przynajmniej na jakiś czas. Moi krewni mają kłopoty i musiałem wyruszyć w podróż. Przykro mi, nawet nie wiesz jak bardzo, że nie mogłem się z tobą pożegnać i że muszę was zostawiać. Nie martw się! Opiekuj się Elendą i Aditi, patrz jak rosną. Też chciałbym to widzieć,ale niestety musiałem was opuścić na jakiś czas. Wrócę nim się obejrzysz!
Pozdrów watahę i przyszłe alfy ode mnie!
Do zobaczenia!
Akkarin
Ogarnęła mnie melancholia i rozczarowanie, "jak on mógł teraz nas zostawiać?! W takim momencie!? Kiedy Elenda i Aditi się urodziły? No cóż...musiał to musiał. Mam nadzieję że niebawem go zobaczę znów, on zawsze wraca" 
Pod wieczór zerwał się wicher. Szczeniaczki już spały, a płomienie tańczące na ognisku dawały mnóstwo ciepła, patrząc na nie przypominałam sobie dawne czasy. W końcu słońce zaszło i wyszedł księżyc. Gdzieś z oddali słychać było pohukiwania sowy. "Ciekawe co przyniesie nam jutro..."

<Akkarin odszedł na jakiś czas z watahy i tym samym skończyliśmy pewien wątek. Przekazuje pałeczka Hoki i Oronowi. Hoki Oron? Możecie oboje mi odpisać. ;)>





wtorek, 11 kwietnia 2017

Od Hoki cd. Cajsim i Oron junior

Otworzyłam oczy. Po raz pierwszy w życiu ujrzałam świat. Od razu rozejrzałam się w poszukiwaniu mamy. Jednak jedynym innym wilkiem w tym pomieszczeniu była druga szara kula leżąca obok mnie. To był chłopiec. W celu obudzenia go, wdrapałam się na grzbiet szarej kulki. Gdy to nic nie dało, zaczęłam ciągnąć go za uszy. W tym momencie ujrzałam kątem oka, jakiś ruch. Obróciłam łebek. Znowu! Coś kryło się tuż za mną. Skoczyłam do tyłu ale to dziwne coś znów mi uciekło.
Skakałam tak trochę za nieuchwytnym cośem. W końcu dałam sobie spokój i ułożyłam się obok tej "szarej kulki lenia"
Wtem do jaskini wszedł wilk. Wadera. Mama? Podczłapałam do niej zataczając się na wszystkie strony. W pewnym momencie straciłam równowagę i gdyby nie nos mamy już leżała bym na ziemi. Podniosłam pyszczek i pisnęłam cicho domagając się mleka. Lecz zamiast kremowej, i tłustej substancji, mama położyła przede mną coś czerwonego. Obwąchałam to dokładnie i spojrzałam na waderę pytająco.

- Am, am Hoki. To się je

Spojrzałam przerażona na niezidentyfikowany, czerwony obiekt. Że niby ja mam to zjeść?!

< Emmm... Brak weny?>

34 zdania

Od Deny CD Midale

Byłam przerażona. To nie było moje samowolne posunięcie do pocałowania go. Theo, to ty mną na chwile pokierowałeś? Ledwo wróciłam od Cajsim, która uleczyła moje rany a napotkałam Yamis'a, wyglądał na lekko zaniepokojonego. Bolało mnie to, że przez to całe zamieszanie z Midale nie poświęcałam się całkowicie dzieciom ale nie pokazywałam się im zaraz po potyczkach z basiorem, szybko zawsze chodziłam na wyleczenie aby nie widziały jak wyglądam.
-Mamo, od dłuższego czasu wyglądasz fatalnie- stwierdził niż zapytał straszy syn. Posłałam mu lekki uśmiech.
-Nie martw się kochanie, jestem po prostu zmęczona- powiedziałam co w sumie było prawdą, każda walka praktycznie zabierała mi wszystkie pokłady energii. Nie zdążył mnie zapytać o coś innego, gdy w naszym polu widzenia pojawił się on. Ledwo stanął a zadał pytanie o Carey. Jaka znowu Carey?
-Nie. Nie jestem Carey, jestem...- nie dokończyłam bo zaraz Yamis wyszedł zza mnie i powiedział do niego lodowato.
-Czego chcesz od mojej matki?- Basior spojrzał na niego podle.
-Ciebie nie pytałem gówniarzu- podniósł łapę aby uderzyć małego. Nie udało mu to się, bo trafił na barierę, która wybuchła i posłała go na drzewo.
-Yamis, do jaskini, już!- Wrzasnęłam do syna, który posłusznie pognał co sił w łapach do domu. Midale był zaskoczony, jakoś zebrał się do wstania. Teraz już nie patrzyłam na niego przyjaźnie, mój wzrok był mieszanką powagi i narastającej złości.
-Możesz być sobie kim chcesz. Możesz nie pamiętać absolutnie nic z przeszłości. Nie interesuje mnie to, czy uważasz mnie za niejaką Carey czy kogoś innego. Nie pozwolę nikomu na to, aby podniósł łapę na moje dzieci- warknęłam i wycelowałam w niego całą salwą barier, które wybuchały tuż przy nim. Nie miał szans na ucieczkę, cały czas był atakowany. Nagle padł, rozłożyło go na łopatki.
-Kim ty jesteś?- Zapytał znienacka.
-Jestem Dena- powiedziałam dobitnie, byłam przygotowana na kolejne ataki kiedy tyko by wstał.

<Midale? Ostrzegałam XD>

Radosna nowina (pewne dla...wszystkich)

Z dniem dzisiejszym... ODCHODZĘ.
*"hura! nareszcie" wiwatują tłumy*
Cicho tam!
Nie cieszcie się zbytnio, bo wrócę i będę tu zaglądał.
*tłum się rozchodzi i teraz Akkarin mówi do Cajsim i szczeniąt-alf*
Wrócę za OK. Miesiąc....muszę załatwić pewne sprawy w swoim życiu... (np. usunąć zagrożenie w szkole muzycznej i zapracować na przedłużenie stypendium i mieć czas na naukę i...)
*Patrzy...i widzi, że słucha go tylko...powietrze...*
Ok. Jak nie słuchacie to nie. *schodzi z mównicy i idzie spać*.

Powitajmy nowego basiora - Lenardo!

Nikt nie zna mnie, ale ja znam każdego. Martwego.

Grypwolf

Imię: Lenardo.
Pseudonim: Len czy jak tam chcecie.
Pełny Formularz

niedziela, 9 kwietnia 2017

Od Midale CD Deny

Znowu się zjawiła, nie wiem czemu to robiła z takim uporem ale nie było dnia w którym bym jej nie spotkał na poletku walki. Zawsze walczyła z wielkim uporem i determinacją i zawsze przegrywała. Było w niej coś innego niż w reszcie, nie wiem co ale wiem że to coś nigdy mi się nie znudzi. Za każdym razem używała zupełnie innych mocy, zastanawiałem się co przygotowała dla mnie na dziś. Zaatakowałem i natychmiast zgadłem, wadera uniknęła mnie z prędkością dźwięku.
-Sprytnie mała- uśmiechnąłem się- ale czy bieganie nie jest czasem zbyt nudne?
Nie odpowiedziała, w pewnym momęcie zatrzymała się kilka metrów ode mnie, byłem ciekawy czemu tak zrobiła i też stanąłem w miejscu.
- Midale ty naprawdę nic nie pamiętasz?
Zdziwiło mnie jej pytanie, Przyszła tu i wypruwała z siebie flaki unikając mnie żeby zadawać mi oczywiste pytania.
-A jak myślisz? - skoczyłem na nią ale jak zwykle zrobiła unik, nie wiem czy dobrze widziałem ale wydało mi się że po jej policzkach spływają łzy.
-Szkoda- wyszeptała bardziej niż powiedziała- Wiem że teraz jesteś zły i okrutny ale dalej wierzę że w głębi twojego serca tli się mała iskierka dobra i że wystarczy ją tylko trochę rozniecić by..
Nie dałem jej dokończyć. Złapałem za grzbiet i cisnąłem o ziemię.
-Masz ciekawy pogląd na życie, ale niestety jesteś w błędzie.
-Raz się zmieniłeś, teraz też możesz- powiedziała wstając.
Co!? Raz się zmieniłem? O czym ona do mnie mówi? Albo ona zmyśla albo wie o mnie więcej niż ja sam.
-Midale, ty nie jesteś taki.
-Ty nic o mnie nie powinnaś wiedzieć- warknąłem na nią
-A jednak wiem o tobie wiele- przerwała na chwilę - poznaliśmy się na wojnie, uratowałam ci kilka razy życie i wyleczyłam twoje rany, a potem ty mnie uratowałeś- uśmiechnęła się jakby wspominała najszczęśliwsze czasy swojego życia- Potem urodziła kilka szczenią, nie, wiem że tego nie pamiętasz.- utkwiła we mnie spojrzenie swoich oczu- Midale, ty jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym.
-Zamilcz!!!- uderzyłem ją po pysku zostawiając krwawy ślad pazurów- nie obchodzi mnie kim bylem, teraz liczy się co jest teraz. A teraz nie obchodzi mnie nic.- tak, sam nie wierzyłem we własne słowa.
Wadera spojrzała na mnie smutno.
-W twoich oczach widzę kłamstwo- wyszeptała i podeszła bliżej- zrobię wszystko żeby cię uratować.
Wszystko stało się tak szybko, nie, to było zbyt dziwne. Nagle poczułem jak nasze usta ( przednie części pyska) się spotkały. Ona mnie pocałowała, dotarło do do mnie kilka sekund po fakcie.
Odepchnąłem ją i odskoczyłem do tyłu. Nie rozumiałem nic z tej sytuacji, sam nie wiedziałem co mam zrobić, w pierwszej chwili chciałem ją zaatakować ale coś mnie powstrzymało. Odwróciłem się i biegiem ruszyłem w stronę lasu.




***


Siedziałem na wystającym z ziemi pojedynczym kamieniu. Nic sęsownego nie przychodziło mi do głowy. Kim była ta wadera? I czemu zrobiła to co zrobiła? Mówiła że mnie znała czyli ja też ją powinienem znać, zagłębiłem się w swój umysł i zacząłem szukać jakiejkolwiek informacji na jej temat. Byłem dla niej kimś ważnym, czyli ona dla mnie też była ważna. Nie, nic, pustak. To było irytujące, oni o mnie wiedzieli wrzystkoa ja o nich nic, o mnie też z resztą wiedzieli więcej niż ja sam. Powoli przestawałem rozumieć o co tu chodzi.
Nagle coś mnie olśniło, z głębi umysłu wydostało się imię "Carey". Nie wiedziałem kim była ani jak wyglądała, nic mi o niej nie było wiadomo. Wiedziałem tylko co ja o niej myślałem i czułem do niej. To był anioł, najdroższa istota, jedyna która była dla mnie tak dobra. Wiedziałem że dużo dla mnie zrobiła, ale nie wiedziałem co. Tylko jednego byłem pewien, to była osoba którą kochałem.
Tylko czy ta wadera którą spotkałem była nią? Czy to była moja Car? Był niestety tylko jeden sposób na to żeby się tego dowiedzieć, musiałem zapytać ją osobiście. Wróciłem na miejsce dzisiejszych zdarzeń i złapałem jej trop. Liczyłem że po walce wróciła prosto do domu ale niestety się przeliczyłem. Oczywiście musiała po drodze obejść wszystkie zakamarki watahy łącznie z jakąś polanką na której rosły kwiaty o tak odurzającym zapachu że aż się niedobrze robiło. W duchu i nie tylko przeklinałem jej pomysłowy spacer ale w końcu zobaczyłem kres mojej wędrówki. Na niewielkiej polance niedaleko jaskini stała ona zapłakana a obok niej siedział jakiś szczeniak. Nie zamierzałem się do niej podkradać jak do zwierzyny, nie tym razem. Tak po prostu wyszedłem z pomiędzy drzew i stanąłem naprzeciwko. Wadera zaskoczona w krzyknęła i zerwała się na równe nogi odgradzając mnie tym samym od szczeniaka.
-Spokojnie, nie po to tu jestem- stwierdziłem chłodno- mam tylko jedno pytanie, czy ty jesteś Carey?
Wadera spojrzała na mnie jakby nie bardzo rozumiała czemu zadaje jej właśnie takie a nie inne pytanie.

Dena?