wtorek, 18 kwietnia 2017

Od Lena CD Carey i Ceres i jeszcze Cajsim. 3xC XD

Nic mnie już chyba nie zdziwi, tak wiem że brzmi to dziwnie  w ustach wilka jedzącego rośliny i rozmawiającego z duchami. Wszyscy do tej pory uznawali mnie za obłąkanego i szczerze mówiąc raczej wątpię że to się kiedyś zmieni. Ale  i tak uważam że nic mnie nie zdziwi. Jednego dnia w przeciągu niespełna godziny spotkać dwie dosyć dziwne wadery to nawet jak dla mnie nadmiar szczęścia. Właśnie jedna mierzyła mnie  zirytowanym spojrzeniem a druga była nie do końca obecna tak jakby. Nie bardzo wiedziałem co powinienem zrobić więc znowu zacząłem podgryzać trawkę, oczywiście ta czarna szybko zareagowała.
-Przecież zabroniłam- warknęła.
-No wiem wiem, ale nie mam nic do roboty, a najlepszym sposobem na zabicie czasu jest jedzenie.
Raczej nie poprawiłem tym zbytnio swoje sytuacji, czarna wadera wydawała się jeszcze bardziej zdenerwowana. Jednak nic nie powiedziała, na szczęście, z waderami to przeważnie tak jest że jak się wściekną i zaczną gadać to to się nigdy nie kończy. Jednak patrzyła się na mnie tak jakby chciała mnie co najmniej poćwiartować.
-Proszę, nie zabijaj wzrokiem- uśmiechnąłem się do niej.
Odwróciła się i ruszyła do przodu, po kilku krokach się odwróciła i dała nam do zrozumienia że mamy iść za nią. Ruszyłem powoli obok Ceres. Nie znalem jej za dobrze, wiem o niej tylko tyle że zaskoczyła mnie podczas śniadania, ale przynajmniej ją jako tako znam. Niestety nie mogę tego powiedzieć o tej czarnej. Dalej jej imię pozostawało dla mnie zagadką. Nie bardzo lubię tajemnice więc postanowiłem sie jej trochę podpytać o to i owo. Podbiegłem żeby się z nią zrównać.
-Hej, jak masz na imię?
Wadera wywróciła oczami.
-Carey.
-A ja Lenardo, ale wolę jak się do mnie mówi Len, a ty masz jakieś zdrobnienie?
-Car.
-Świetnie, Car, to w takim razie gdzie nas prowadzisz?
-Nie pozwoliłam ci tak do mnie mówić.
Spojrzałem na nią zdziwiony.
-A zabroniłaś?
Nie odpowiedziała, tak, znowu robiłem z siebie idiotę, znowu zachowywałem się jak szczeniak ale co ja poradzę że lubię? Nic nie poradzę.
-A gdzie nas prowadzisz?- powtórzyłem nieco poważniejszym tonem niż poprzednio.
-Do naszej bety, do Cajsim.
Aha, świetnie, czyli wiem tyle co poprzednio tylko że tym razem znam jeszcze jakieś imię które mi nic nie mówi, po prostu świetnie. Spojrzałem na drzewo obok którego przechodziliśmy i aż mnie ciarki przeszły. Widniały na nim ślady pazurów, jednak było w nich coś niepokojącego. Jaki normalny wilk tyle razy zadawał by cios drzewu? i to w dodatku martwemu?
-Co to?- zapytałem naszej małomównej przewodniczki.
Spojrzała w kierunku drzewa z nudą i flegmatycznie odpowiedziała.
-Albo ślady po wojnie, albo ślady Midale.
-Wielkie dzięki za bardzo jasne wyjaśnienie...
Nie wiem czy dało się bardziej zirytować niż zrobiłem to w tej chwili, wbiła we mnie nienawistne spojrzenie i chyba tylko siłą woli powstrzymywała się od zaatakowania mnie.
-Przestań zadawać idiotyczne pytania- wycedziła przez zaciśnięte zęby.
-Hej, bez nerwów, przecież nie chciałem cię zdenerwować- raczej nie uwierzyła ale przynajmniej przestała mnie mordować wzrokiem. Ruszyła przed siebie szybciej niż  dotychczas. Biegliśmy tak przez jakieś pół godziny. Wybiegliśmy z lasu na jakąś przepiękną polankę. Było na niej wile kwiatów ale tylko jeden przykuł moją uwagę. Wielki biały błyszczący w słońcu kielich lilji polnej. Podbiegłem do niej i pochyliłem się. Miała wręcz odurzający zapach. Nie zastanawiając się nad tym zbyt długo kłapnąłem zębami i po chwili delektowałem się jej smakiem. Zauważyłem biegnącą w moim kierunku wściekłą do granic możliwości Car.
-Mówiłam ci że ci zabraniam!!!!!- darła się na mnie.
-Ty nawet nie wiesz jaka ta lilja była dobra- odpowiedziałem jej rozmarzonym tonem.
-Niewiele mnie to interesuje - warknęła, odwróciła się i zaczęła rozglądać, ja też. Zauważyłem to jakiś czas temu ale nie chciałem nic mówić. Ceres gdzieś wyparowała.
-Pięknie, nie umiem nawet wilka upilnować-jęknęła zrezygnowana
-Mnie pilnujesz całkiem dobrze-uśmiechnąłem się do niej.
-Ty się nie liczysz...
-a co ja jakiś pół produkt czy jak? warknąłem oburzony.
Nie odpowiedziała, skupiła wzrok na biegnącej w naszym kierunku jakiejś waderze. Była biało kremowa.
Po niedługiej chwili była jakieś 10 metrów od nas i znacznie zwolniła.
-Witaj Carey- przywitała ją uśmiechem- kto to jest?
-Jakiś denerwujący pół produkt- warknęła
-Car, ja jestem całkowicie normalny...
-Oczywiście
Biało kremowa wadera spojrzała na mnie pytając.
-Jestem Len- wyszczerzyłem się do niej.
-Cajsim- odpowiedziała niepewnie
Spojrzałem na  nią badawczo, w sumie inaczej wyobrażałem sobie betę ale nic to.



3xC????

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz