wtorek, 25 kwietnia 2017
Od Midale do Deny, Cajsim i Arisa
Usłyszałem swój wyrok, odczytał go Aris, wiedziałem że się cieszył. Nie było mi jakoś specjalnie przykro z tego powodu. Na śmierć na pewno zasłużyłem na śmierć. Stanąłem i czekałem na wykonanie wyroku. Usłyszałem delikatny szmer kiedy Cajsim szykuje się do skoku. Wiedziałem, że zaraz wszystko się zakończy. Wyskok! Usłyszałem cichy jęk i upadające ciało. W tłumie przebiegł szmer, jedno imię, Dena. Zasłoniła mnie.
-Nie byłem tego godny- wyszeptałem.
Gdzieś niedaleko usłyszałem jadowity głos.
-Idiotka, mówiłem że jej dobre serce ją zgubi- warkną wściekle.
Zawrzało we mnie jednak nic nie dałem po sobie poznać. Jak on mógł! Nie miał prawa jej obrażać!
Odwróciłem się w jego stronę w jego stronę, nikt na mnie nie zwrócił uwagi. Przez chwilkę stałem tak w milczeniu. W pewnym momencie, bezgłośnie i bez ostrzeżenia skoczyłem na niego. Wygryzłem się w kark i wydarłem płat mięsa. Usłyszałem wściekł syk bólu.
-Nie masz prawa jej tak nazywać- warknąłem wściekle.
-Nie moja wina że jest głupia- wydobył z siebie jękliwy głos.
Podniosłem łapę i zadałem kolejny cios, tym razem w bok. Usłyszałem bolesny jęk. Po chwili poczułem lekki ból, ktoś mi się wgryzło w bok. Puściłem Arisa i zwaliłem siebie tego kogoś.
-Midale przestań- usłyszałem rozkazujący głos Cajsim.
-Nie zamierzam- odpowiedziałem wściekle- nie zamierzam!!!
Usłyszałem delikatny świst powietrznych strzał. Zasłoniłem się skrzydłem. Wszystkie trafiły do celu. Nie mogłem ich w żady sposób uniknąć. Zabolało, ale nieznacznie. Spojrzałem chyba w jej kierunku.
-Cajsim jeżeli szukasz swojego szczęścia w cierpieniu innych to błądzisz, nie jesteś sama na tym świecie.
Rozłożyłem skrzydła i wzbiłem się w powietrze, uciec, jedyne co mogłem zrobić to uciec poza tereny tej przeklętej watahy.
Cajsim, Dena, Aris? uprzedzając tak mam skrzydła ale Oron zapomniał o zmianie wyglądu...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz