niedziela, 16 kwietnia 2017

Od Deny CD Midale

Podobno znaleziono Midale gdzieś w lesie nieprzytomnego, od razu zaniesiono go do więzienia by tam go w razie czego uleczyć. Zamiast tam, udałam się do Arisa, który jeszcze dochodził do siebie po starciu z nowym więźniem.
-Caj mówi, że ciężko jej idzie twoje leczenie- powiedziałam wchodząc do jaskini w której leżał. Trochę zaskoczyło go moje przybycie, zauważyłam to siadając tuż obok niego.
-Co jak co, ale ma bydle siłę. Gdyby nie to, że bardziej skupiam się na atakach na które był akurat odporny nie byłby taki wspaniały. Ty chyba o tym się przekonałaś na własnej skórze- dodał rzucając mi spojrzenie. Wzruszyłam ramionami zabierając się za leczenie jego pozostałych ran.-Po co tak mu się dajesz, po co pchasz się na śmierć?
-W głębi czuje, że da mu się pomóc?- Przewróciłam oczyma. Zaraz nie miał ran ani blizn.- Niedługo zajrzę do niego, musi odpowiedzieć na parę pytań. Jest nadzieja, że wróci ten Midale, który dołączył do watahy. Nie wiem czemu to robię ale muszę.
-To twoje dobre serce doprowadzi cię do zguby- odparł po chwili milczenia poważnie.
-Wiem- powiedziałam wychodząc i nie patrząc na niego.

***

Stanęłam w progach więzienia, strażnicy z niechęcią mnie wpuścili do środka. Jak na razie zajęte były tylko dwie cele, Midale był zamknięty w głębi korytarza, gdzie pola ochronne były tak silne, że nie była potrzebna straż. Weszłam do jego celi, chociaż na mnie patrzył zapytał o tożsamość. Usiadłam w odległości metra od niego.
-To ja, Dena- powiedziałam starając się zachować oschły ton głosu. Ten nagle zwiesił głowę.
-Wybacz. Wybacz za to co robiłem- powtarzał w kółko coraz żałośniej. Z wahaniem podeszłam do niego bliżej.
-Czemu to robiłeś?- Zapytałam się cicho. Gdy podniósł głowę, zauważyłam jego zaszklone oczy. I takie... puste. Odruchowo wzięłam jego pysk w łapy.
-Twoje oczy- szepnęłam przerażona.- Co się...
-Zjadłem trującą roślinę jak uciekłem od ciebie. Oślepłem- rzucił z uśmiechem goryczy.- Chociaż to i tak nie jest nawet połowa zapłaty za moje błędy. Za zabicie Yogani bez powodu. Za poranienie tak dotkliwe członków watahy. Za chęć skrzywdzenia Yamis'a- dodał łamiącym tonem.-Tak bardzo przepraszam...
Zaraz powalił mnie na podłoże i leżącą przytulił mnie do siebie także leżąc. W pierwszej chwili chciałam się uwolnić z jego stalowego uścisku, ale wręcz błagał abym się nie ruszała i pozostała spokojna. Teraz nie zamierzał mnie skrzywdzić. Tak kilka minut leżeliśmy, Midale wtulał się w mój kark aż w końcu dał znak, że mogę wstać. Kiedy ponownie staliśmy o własnych łapach, basior starał się patrzyć w punkt gdzie siedziałam.
-Co będzie ze mną?- Zapytał się z trudem. Uciekłam wzrokiem w bok.
-Nie wiem. Na razie jest małe zamieszanie, więc nic nie wiadomo. Może zostaniesz w więzieniu albo pójdziesz na wygnanie. Osobiście wolałabym abyś odzyskał wzrok, może jest szansa na to... Ale na razie muszę iść, Caj potrzebuje pomocy przy ogarnianiu spraw- to powiedziawszy wstałam kierując się do wyjścia. Jak tylko chciałam otworzyć zamek, za mną usłyszałam ciche pytanie.
-Czy przyjdziesz tu jeszcze?
Zawahałam się na odpowiedzią, sama jednak się nasunęła.
-Tak. Przyjdę.

Midale?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz