wtorek, 18 kwietnia 2017

Od Midale CD Deny do Cajsim i Arisa

Wyszła, ale powiedziała że wróci. Podniosła mnie na duchu, dobrze było wiedzieć że nie jesteś sam na tym świecie i że jest ktoś kto mimo wszystkiego stanie po twojej stronie. Cokolwiek się ze mną stanie nigdy o niej nie zapomnę. Obawiałem się tylko jednej rzeczy, on powiedział że jeszcze mu się przydam. Ale póki co zostawił mnie w spokoju. Muszę się w końcu zmienić, ale tym razem naprawdę.
Przerwały mi czyjeś odgłosy kroków. Znałem je doskonale, te kroki mogły należeć tylko do jednej osoby.
-Aris- powiedziałem niezbyt głośno.
-No proszę proszę- odpowiedział jadowicie- pomimo ślepoty nadal mnie rozpoznajesz.
-Słuchu jeszcze nie straciłem- odpowiedziałem chłodno.
Basior znacznie się przybliżył do mojej celi, czułem to i też słyszałem.
-Dena tu była prawda?- zapytał kompletnie od czapy.
-Tak
-Jej serce jest przepełnione miłością, a miłość jest ślepa- warkną wściekle
-Co ci to przeszkadza- spojrzałem chyba w jego kierunku- zapominasz po której stronie jesteś, a myślałem że to ja straciłem pamięć.
Odpowiedziała mi głucha cisza, najwyraźniej nieco się zaczynał denerwować.
-Ty się chyba nigdy nie zmienisz Biały.
-Masz rację, ja tylko zmieniam tego komu służę.- stwierdził z lekkim zadowoleniem
Przez chwilę znowu było cicho, ale niestety nie na długo.
-Midale, kiedyś pozazdrościłem ci mocy, nawet można powiedzieć że cię podziwiałem- usłyszałem drwiący śmiech- nawet nie wiesz jak zabawnie widzieć ciebie, ulubieńca naszego pana.
-On nie jest moim panem!!!- warknąłem.
-Jest, dalej wiąże cię przysięga- znowu się zaśmiał- wiesz jak zabawnie jest widzieć kogoś takiego jak ty, kogoś kto był generałem naszego pana, siedzącego za kratkami, oślepionego i bezsilnego? Niedługo sąd zadecyduje o twojej przyszłości, a ty po prostu się temu poddasz. Jesteś żałosny.
Poczułem jak do mojego umysłu wpełzają obrzydliwe macki czyiś myśli, próbował mnie kontrolować.
-Leżeć- wysyczał wściekle.
Nie mogłem się sprzeciwić, powoi zacząłem się kłaść na ziemi. Prawie już leżałem kiedy odzyskałem kontrolę, Zerwałem się i odepchnąłem myśli Arisa. Wtedy stało się coś czego nie przewidziałem, zwarcie, cisnęło nim o ścianę, mną zresztą też. Wstałem i wyprostowałem się dumnie.
-Zanim coś powiesz przemyśl to kilka razy- powiedziałem.
Słyszałem jak wstawał, chyba poobijał się nieco bardziej niż ja. Uśmiechnąłem się lekko.
Nagle rozległy się jeszcze jedne kroki, tych jednak nie rozpoznałem, kimkolwiek był szedł w moją stronę.
Zatrzymał się niedaleko Arisa i przez chwilę chyba obserwował, ale nie wiem.
-Powiesz mi może co się tu stało?- jej głos był zimny, to była Cajsim.
-Nic, takiego- głos Arisa był przesycony wściekłością.
-To dobrze- słychać było niedowierzania - może byś mnie przepuścił?
-Oczywiście.
Teraz stała naprzeciwko mnie, jednak nie weszła do celi. Widziałem ją, znowu tamtą poranioną i leżącą pod drzewem, jednak teraz stała koło niej Yogani, z rozdartym bokiem. Nie, czemu musiałem na to cały czas patrzeć.
-Przepraszam- sam nie wiem do kogo to powiedziałem, czy do tej czy do widmowej Cajsim, a może do Yogani- przepraszam za wszystko.
-Cieszę się że przepraszasz, jednak to nie zwróci krzywd które wyrządziłeś tej watasze- odpowiedziała chłodno ale mimo tego słychać było że głos jej się łamie.- za to nie ma wybaczenia.
Znowu zapadła cisza, tym razem jednak była długa i ciężka. Nie wiem ile ona trwała, jednak postanowiłem ją przerwać.
-Wiem że nie po to tu przyszłaś.
-Masz rację, przyszłam żeby powiedzieć ci jaką decyzję podjęłam w twojej sprawie.



Cajsim, Dena, Aris?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz