Wataha cz.5
Tak się cieszę. Zgodziła się. Wczoraj był najpiękniejszy wieczór w moim życiu. Dzisiaj, już zamieszkamy razem. Zerkam na nią co chwile. Teraz układa pamiątki z wypraw na skalnej ,,półce". Światło pada idealnie na jej twarz. Jest przepiękna. Uznaliśmy, że nie będziemy się zajmować przyszłością - cieszmy się tymi momentami. Muszę iść coś upolować. Może wybiorę się z Oronem...
- Idę, po obiad - rzekłem.
- Dobrze, lecz uważaj na siebie.
Wyszedłem z groty. Skąd w jej głosie tyle troski. Rozumiem, że mnie kocha i nie chce mnie stracić, ale na Devoda. Jesteśmy odkrywcami. Zostawiając te myśli przed wejściem ruszyłem w stronę jaskini Orona.
- Oronie czy nie wybrał byś się na sarenkę? - spytałem.
- Oczywiście przyjacielu, musisz przecież dbać o swoją narzeczoną.
- O nie. Jak ty wiesz to cała wataha o tym wie.
- Oczywiście, ale to wasza wina.
- Nasza?
- Tak. Dziś rano Dena wychodząc z groty ujrzała was zachowujących jak dwie turkawki i opowiedziała nam o tym. Oczywiście Yogani musiała się przyczaić za skałą i podsłuchać wasze rozmowy.
- Dość tych opowieści. Idziemy do puszczy, czy na prerie.
Zaśmiał się
- Oczywiście, że do puszczy. Ścigamy się kto pierwszy na skraju wąwozu?
- Jesteśmy przecież dorośli.
- Nie szkodzi.- odpowiedział i razem ruszyliśmy w stronę słonecznej polany.
<Część 6 wkrótce.>
(212 słów)
(212 słów)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz