Wataha cz 20 ( w sumie powinniśmy zacząć nowy wątek, bo wojna się skończyła, chociaż w sumie życie to jeden długi wątek...;)
Obrona słabła. Krew, krew, krew... kurz i martwe wilki. "Co się dzieje z Akkarinem? Jaki ma plan? Głęboko wierze że nie jest zdrajcą, ja to czuje...Jestem tego pewna..."
Walka dłużyła się w nieskończoność. Yogani i Isil miały ręce pełne roboty. Co chwilę ktoś z naszych potrzebował pomocy. Unikałam zabójczych ciosów i w ułamku sekundy wyrzucałam dziesiątki strzał. "Kiedy ta wojna się skończy? Ile jeszcze dni będzie opierało się na morderczej walce całymi godzinami, spaniu godzinę dziennie i jedzeniu jednej zatęchłej myszy, albo niejedzeniu w cale? Długo tak nie pociągnę. Ale nie można się martwić na zapas." -Pomyślałam. I wtedy, jakby za sprawą wspaniałej mocy Devada, napastnicy przestali uderzać na prawo i lewo. Rozejrzeli się dookoła i zaczęli się wycofywać. Coś musiało się stać. Ja też odczułam nagle, jakby cała pozytywna, duchowa energia patronów wróciła...Nagle coś przyszło mi do głowy..."Czy to w ogóle możliwe? Czy to możliwe żeby Pagdumot odszedł...?"
Oron rozglądał się po polu walki z zaskoczeniem. Wszyscy zastanawiali się o co właściwie chodzi?
Walka się skończyła, ale ranni zostali ranni. Yogani potrzebowała jakiś uzdrowicielskich ziół z Zaczarowanej puszczy, więc pobiegłam w tamtą stronę...
W zamyśleniu zbierałam zioła... Zastanawiałam się co się stało? Gdy nagle zauważyłam wilczy ogon wystający zza drzewa. Podkradłam się by to sprawdzić...
- Akkarin?!
-Cajsim?!
-Skąd ty się tu wziąłeś? Co się właściwie stało?Dobrze cię widzieć.
-Ciebie też dobrze widzieć, nawet nie wiesz jak bardzo. No cóż... Nie owijając w bawełnę...Odesłałem Pagdumota do krainy patronów.-Powiedział Akkarin, nie wiedziałam co odrzec. Jak on to zrobił? Byłam pewna,że nas nie zdradzi! Czułam tyle uczuć na raz: dumę, radość, niepewność, niedowierzanie, zaskoczenie...powiedziałam po prostu:
-Chodź do domu Akkarinie.
-Wiesz...
-O co chodzi?
-Ja nie mam już domu...
-Ależ oczywiście że masz! Masz pełne prawo do mieszkania na ternie watahy.
-Ale Oron się nie zgodzi...
-Mam gdzieś Orona! Akkarin, zrozum, jesteś bohaterem. Dzięki tobie ta wojna jest skończona. I jesteś także moim mężem i nie pozwolę ci szwendać się po świecie w poszukiwaniu nowego domu, bo twój dom jest w skalnym wąwozie, na terenie watahy śnieżnych szczytów, A ja jestem betą i powiem Oronowi...- Chciałam powiedzieć coś jeszcze jednak nie zdążyłam bo Akkarin mnie pocałował... i powiedział. "Masz rację, chodźmy do domu..."
<Akkarin? Wracajmy do watahy. :) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz