Od Isil -Quest 1
Nie dawno odkryto dziwny portal na terenie watahy. Ponoć prowadzi on do krainy kotów... Zaciekawiona,
postanowiłam sprawdzić co jest za nim. Nieczekając długo, ostrożnie
przeszłam przez portal i znalazłam się po drugiej stronie. Właściwie
wylądowałam w miejscu, które do złudzenia przypominało moją watahę.
Z jednym małym wyjątkiem. Tutaj nie było czuć wilków, tylko koty. Jednak
nikogo puki co nie widziałam. Postanowiłam się trochę rozejrzeć po tym
miejscu. Szłam przez las, kiedy nagle usłyszałam odgłosy walki.
Pokradłam się bliżej i zobaczyłam jakieś kłębowisko walczących kotów. Były niesamowicie zwinne i szybkie.
Jeden kot zwrócił moją uwagę, w odróżnieniu od reszty był
granitowo-niebieski; miał jedno oko blado czerwone a drugie fioletowe,
miał skrzydła niczym rajski ptak i był nieco większy od reszty. W tej
walce był zdecydowanie królem. Ktokolwiek próbował go zaatakować za
chwilę sam leżał pokonany. Wtedy zauważyłam kolejną ciekawą cechę tego
kota, on starał się nikogo nie zabić.
Po kilkunastu minutach, wszystkie atakujące go koty leżały na ziemi a on zaczął się oddalać z pola walki.
Cofnęłam się i nadepnęłam na jakąś gałązkę. Kot błyskawicznie odwrócił
się w moją stronę i zaczął się powoli skradać. Nie wiedziałam co zrobić
więc stałam w miejscu. Kot był coraz bliżej trochę się go bałam, jednak z
drugiej strony byłam zaciekawiona. Nagle kot przysiadł i skoczył w moim
kierunku. Wylądował zaraz za mną. Odwróciłam się żeby mu się lepiej
przyjrzeć. Kot wyprostował się dumnie.
-Kim jesteś?- zapytał.
To było dla mnie dosyć zaskakujące, niespodziewałam się że koty umieją
mówić. Z tego wszystkiego język mi się komletnie poplątał.
-Pytam się ciebie o coś -syknął zniecierpliwiony.
-Ja jestem Isil a ty?
Kot uniósł jedną brew jakby chciał powiedzieć: ,,A kim ty niby jesteś, że ja ci mam moje imię mówić?'',
ale wreszcie się przedstawił:
- Orion -rzucił niedbale w moją stronę. -Co tu robisz?
-Eksploruję -odparłam. -Na terenie mojej watachy został odkryty portal do tego miejsca, więc postanowiłam sprawdzić co tu jest.
-Cicho!
Spojrzałam na niego spode łba.
-Zbyt miły to ty nie jesteś.
-Cicho mówię -znowu syknął. -I schyl się!
Zrobiłam to co mówił i spojrzałam w kierunku, w którym on patrzył. Stało tam co najmniej czterdzieści kotów i czegoś szukały.
-Świetnie- mruknął Orion. -Nie dość że mnie szukają to jeszcze mam wilka na karku.
Nagle jeden kot uniósł głowę i przeciągle miałknął, cała reszta natychmiast skoczyła w naszym kierunku.
Kot zerwał się do biegu, a ja stałam jak wryta.
-Uciekaj głupia!- wrzasnął.
Zerwałam się do biegu, za nami biegla chmara wyraźnie wściekłych kotów.
-Czego oni od ciebie chcą?- wydyszałam nie zwalniając biegu.
-Powiedzmy, że zabrałem im coś cennego.
Nagle jeden z kotów, wyraźnie dowódca całej eskapady, skoczył na Oriona i przygwoździł go do ziemi.
Zatrzmałam się, otoczyło mnie kilka kotów.
,,No nic'' -pomyślałam. -,,Walczyłam z wilkami to i z kotami sobie poradzę.''
Zamieniłam się w liska i zaczęłam atakować. Mi szło dobrze, ale Orionowi niezbyt się układało.
Dowódca był silnym, doświadczonym kotem i walczył tak, jakby przewidywał każdy następny ruch.
Orion walczył zaciekle, ale był coraz bardziej zmęczony. W pewnym momęcie
trochę się zagapił i kot, z którym walczył, rozdarł mu plecy.
Orion krzyknął, postompił kilka kroków w tył i upadł. Dowódca stanął nad
nim i przymierzył się do ciosu, którym miał wykończyć przeciwnika.
-Koniec tego- warknęłam i zamieniłam się w wilka.
Przeskoczyłam nad otaczającymi mnie kotami i znalazłam się obok Oriona.
Wzięłam go delikatnie w pysk i zaczęłam biec. Byle dalej od tych kotów.
-Rzeka...- szepnął Orion i stracił przytomność.
No jasne! Koty się boją wody.
Zobaczyłam wielką potężną rzekę. Bez namysłu skoczyłam i zaczęłam płynąć.
Pościg zatrzymał się na brzegu. Udało się. Przepłynęłam na drugą stronę i położyłam Oriona na ziemi.
Wyglądał jak kłębek poszarpanego futra, był cały we krwi.
Położyłam na nim łapę i jego rany zaczęły się goić.
To niestety miało skutki uboczne, poczułam jak mi się robi niedobrze. Odeszłam kilka kroków dalej i zwymiotowałam.
Kiedy się doprowadziłam do porządku zaczęło się ściemniać. Postanowiłam
rozpalić ognisko i poczekać do rana, a nad ranem ruszyć z powrotem do
portalu i wrócić do domu.
Rozpaliłam ogień i położyłam się obok Kota. Patrzyłam na tańczące
płomienie, czułam jak zamykają mi się oczy. Po kilku minutach już
spałam.
Obudził mnie śpiew ptaków. Otwożyłam oczy i wstałam. Rozejrzałam się, ale nigdzie nie było Oriona.
Poszłam w kierunku rzeki, żeby się napić i wtedy go zobaczyłam. Siedział
nad młodą sarną z poszarpanym gardłem i właśnie jadł śniadanie. Spojrzał
na mnie.
-Jesteś głodna?
-Jak ty to upolowałeś?- zapytałam zdziwiona.
-Ma się swoje firmowe sposoby. -uśmiechnął się nieznacznie. -Jak jesteś głodna to się pośpiesz, bo niedługo nic ci nie zostawię.
Nie dałam się zbyt długo prosić i podeszłam do jego zdobyczy.
Po śniadaniu przedstawiłam mu mój plan działania i poprosiłam go, żeby mnie zabrał z powrotem do potralu.
-Co!? -krzyknął. -Nie ma mowy, ja tutaj zostaję, nie przejdę przez żadną rzekę.
-Od czego masz skrzydła, panie mądry -warknęłam.
-Nie dam rady polecieć, wczoraj straciłem zbyt dużo krwi -odburknął.
-Słuchaj, zrobię wrzystko żeby się tam dostać, mogę nawet ci posłużyć jako tratwa.
To go najwyraźniej zainteresowało. Spojrzał na mnie badawczo, jakby oceniał ile taka żywa tratwa uniesie.
-Dobra -zgodził się wreszcie. -Ale jak mi zamoczysz wąsy, to radź sobie sama.
Kot stanął mi na plecach, a ja weszłam do wody.
Po kilku minutach byliśmy na drugim brzegu. Zakradliśmy się jakąś strasznie okrężną drogą do portalu.
Stałam przed nim i patrzyłam na Oriona, może byl troszeczkę dziwaczny, ale go polubiłam. Smutno mi było się z nim rozstawać.
Spojrzałam na niego.
-Żegnaj.
-Hej hej, paniusiu -zaczął. -Nie chciałabyś mnie może zabrać ze sobą?-uśmiechnął się zawadiacko.
-Jasne!
I razem weszliśmy do portalu. Po kilku sekundach byliśmy z powrotem w watasze.
Uśmiechnęłam się, zrozumiałam że zyskałam przyjaciela na zawsze.
(921 słów)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz