sobota, 25 marca 2017

Od Deny CD Midale

-Lepiej zostań, wszystko się uspokaja na krótkie chwile- powiedziałam kiedy już stał w progu. Miałam rację, w chwili gdy chciał wyjść znowu wszystko przybrało na sile i to większej, niż wyglądało to chwilę temu. Zmizerniał bo jak widać wolał się trzymać jak najdalej ode mnie w tamtej sytuacji. Westchnęłam zbierając się w sobie do kupy.
-Skoro zostajesz, to może zjesz coś?
-Nie jestem głodny- zaprzeczył ale odgłos z jego brzucha mówił co innego. Uśmiechnęłam się lekko wskazując na sarnę, którą Isil mi przyniosła. Póki co, nie chciałam małych zostawiać samych na czas polowań. Gestem zaprosiłam basiora aby usiadł ze mną. Patrzył na mnie oczekująco.
-O co chodzi?- Zapytałam się nie rozumiejąc jego zastoju.
-Wadery pierwsze- powiedział.
-Ale to ty jesteś moim gościem- odparowałam.
-Ale pierwszeństwo- upierał się.
-Goście!
Tak jakoś sprzeczaliśmy się dobrą chwilę, w końcu jednak roześmialiśmy się. Ciekawy widok: śmiejący się Midale, swoją drogą fajnie się śmiał. W końcu ustaliliśmy propo jedzenia sarny, poszliśmy na kompromis. Zabraliśmy się razem za pierwszy kęs.
-I widzisz, na kompromis da się iść- powiedziałam po skończonym posiłku. Wzruszył ramionami. Nagle usłyszeliśmy z zewnątrz pełne bólu wycie. Skoro deszcz ustał, basior wybiegł szukając źródła i przyczyny. Sprawa wyjaśniła się później kiedy zbierano wszystkie wilki, by podzielić się z nimi tragiczną wiadomością o śmierci samca alfa. Gdy to usłyszeliśmy, część wybuchnęła płaczem, ktoś podtrzymywał Yogani aby nie upadła po obwieszczeniu utraty ukochanego, sama zasłoniłam łapą pysk. To była ogromna strata dla watahy a co dopiero dla Yogani...

*Później*

Znowu byłam z powrotem u siebie, Isil wyszła raptem kilka minut wcześniej po sprawdzeniu maluchów. Mówiła, że musi je co jakiś czas badać dla pewności. Akurat usiłowałam przestawić sporą sarnę w inny kąt jaskini, kiedy pojawił się Midale. Pomachałam mu łapą i zdeterminowana powoli ciągnęłam ogromne cielsko.

<Midale? xD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz