sobota, 29 kwietnia 2017

Od Cajsim CD Midale,Deny i Arisa

Dena wyszła z jaskini.Jak ona mogła!Porównywać Akkarina do nich!? Do Midale!? To jest niepojęte,przecież ona pomogła mi kiedyś skontaktować się z Akkarinem kiedy wszyscy uważali że on jest zdrajcą...A teraz co!!! Zwala wszystko na Akkarina i na mnie,a przecież nie jesteśmy niczemu winni!W dodatku broni Midale! Jak ona może po tym co zrobił! Prawie by zabił mnie i Arisa,ją kilka razy atakował, a na koniec jakby było tego mało,zabił Yogani!Zabił naszą alfą i moją przyjaciółkę!!!
Byłam wściekła.Byłam wściekła na Denę i na Midale. Byłam wściekła na wszystkich.Nikt w tym momencie nie potrafił mi pomóc...Wtem do jaskini wszedł Aris,Aris był jedyną osobą która mnie rozumiała i ostatnią osobą jaką chciałabym teraz widzieć...
-Witaj Beto!
-Jaka tam ze mnie beta, która rządzi się i skazuje niewinne wilki na śmierć,chociaż nie jest alfą...-Basior wyglądał na zaskoczonego - Dena tak twierdzi.-dodałam.
-Dena się myli,ona nawet o siebie nie potrafi zadbać...mówiłem że jej że jej dobre serce ją zgubi...ona nie słuchała i co? I teraz pewnie jest gdzieś sama z niebezpiecznym mordercą...-słuchałam monologu Arisa i zastanawiałam się czy mówi do mnie czy sam do siebie? On lubił mieć zawsze rację.Nagle moje rozmyślania przerwał jego głos skierowany do mnie:
-Mam rację nie?
-Co...?-odparłam zdezorientowana.
-Midale powinien już dawno nie żyć.-wyjaśnił Aris.
-Mhm...nie wiem już co myśleć. Tyle złego się stało przez niego...
-Święte słowa!Gdybyście posłuchali MNIE i zabili go od razu kiedy była taka sposobność to nic złego by się nie stało.Twoja Yo by wtedy żyła...-po tych słowach wszystko do mnie dotarło,Aris mydlił mi oczy. Podlizywał się mi żeby potem to wykorzystać,jednak poczekałam jeszcze chwilę nic nie mówiąc.To co powie może okazać się przydatne:
-...Alfa Yogani była zbyt łatwowierna,alfą powinien być ktoś,ktoś o żelaznych zasadach,ktoś przestrzegający sprawiedliwości,ktoś taki jak ty.-udawałam że połknęłam haczyk:
-O tak! Ja...i ty! Świetnie byśmy rządzili watahą,nasze rządy byłyby sprawiedliwe!
-Nie wiem czy byłbym godzien...-Aris cały czas zachowywał pozory.
-Oczywiście że byś był Arisie!
-Masz rację! Na co jeszcze czekamy! Nie ma alf,a są potrzebne,prawda? Będziemy rządzić lepiej i sprawiedliwiej! - Arisa kompletnie pochłonęła perspektywa zostania alfą.
-I tu cie mam! Kompletnie cię nie obchodzi śmierć Yo! Oj nie! Ty tylko na to czekałeś! Przyznaj się!
-Alfo! Alfo jak możesz tak mówić!Podejrzewasz mnie?!
-Nie nazywaj nie alfą! Nie jestem alfą i nigdy nie będę! Yo była dobrą alfą! A ty nie dorastasz jej do pięt!
-Ja!?Ja jako jedyny naprawdę cię rozumiem! Jak możesz tak mówić?!
-Nie! Nie Arisie! Ty mnie w ogóle nie rozumiesz! Nie żałujesz Yogani,ani nikogo z tej watahy! Myślisz tylko o sobie! Myślisz tylko o swoich starych zatargach z Midale! Myślisz tylko o zemście!-Kiedy to powiedziałam,Aris wstał i wbił we mnie wzrok,poczułam jak coś wdziera mi się w moje myśli i umysł. Krzyknęłam.On próbował kontrolować mi umysł...
-Aris przestań!Przestań!
-Błagaj mnie.-powiedział twardo po czym mimo woli zaczęłam mówić.
-Błagam cię Arisie! Władco najwyższy! Błagam uniżenie...-nie mogłam tego znieść, do czego on mnie zmuszał? Zmuszał mnie do gadania kompletnych głupot...
-Arisie najmądrzejszy i najwspanialszy!-Nie! Tak nie będzie! Wytężyłam całą swoją wolę,tworząc jakby barierę,niestety udało mi się tylko zniekształcić dźwięk wymawianych słów i zamiast mówić zaczęłam mruczeć niezrozumiałe słowa i kręcić się po jaskini nie kontrolując swojego ciała,działo się coś dziwnego,tak jakby jego moc i moja siła woli ścierały się ze sobą...Wirowałam w jaskini jak płatek śniegu na wietrze. Nagle przyszło mi coś do głowy:Trzeba zerwać kontakt wzrokowy,mój i Arisa, przecież moje ciało nie jest kontrolowane...Z całych sił spróbowałam powstrzymać nieopanowane ruchy ciała i ustać, udało mi się.Aris w osłupieniu patrzył na to co robię i wtedy ja wykorzystałam jego nieuwagę i wytworzyłam silny podmuch wiatru, który przewrócił Arisa na twardą posadzkę,a ten stracił przytomność od uderzenia i padł bezruchu. Ja zmęczona usiadłam na chwilę i odetchnęłam.Potem zaciągnęłam basiora do lochu i otoczyłam go barierą ochronną tak żeby nie mógł używać mocy. Kazałam jakiemuś wilkowi pilnować zdrajcy i poszłam do swojej jaskini.Uśmiechnęłam się sama do siebie.Czyż to nie ironia losu? Strażnik więzienny uwieziony w więzieniu którego sam pilnował?
Jednak potem spoważniałam i powiedziałam sama do siebie:
-Trzeba coś zrobić,ale zabicie Midale na pewno nie będzie tu odpowiednią rzeczą, bo to byłaby zemsta,a moje zachowanie byłoby identyczne jak zachowanie Arisa.Ja nie zamierzam zniżać się do jego poziomu...


<I jak mordki? Podoba wam się? Teraz to miałam wenę,oj tak.Niestety teraz wyjeżdżam,ale to nie zwalnia was z odpowiedzenia mi na opowiadanie,bo ja będę mimo to zaglądać na watahę,tylko po prostu wam nie odpiszę tak od razu :) Miduś,nie masz się czego bać,jak widzisz jednak cię oszczędzę. Miłego pisania! ;)>







1 komentarz: