Znowu się zjawiła, nie wiem czemu to robiła z takim uporem ale nie było dnia w którym bym jej nie spotkał na poletku walki. Zawsze walczyła z wielkim uporem i determinacją i zawsze przegrywała. Było w niej coś innego niż w reszcie, nie wiem co ale wiem że to coś nigdy mi się nie znudzi. Za każdym razem używała zupełnie innych mocy, zastanawiałem się co przygotowała dla mnie na dziś. Zaatakowałem i natychmiast zgadłem, wadera uniknęła mnie z prędkością dźwięku.
-Sprytnie mała- uśmiechnąłem się- ale czy bieganie nie jest czasem zbyt nudne?
Nie odpowiedziała, w pewnym momęcie zatrzymała się kilka metrów ode mnie, byłem ciekawy czemu tak zrobiła i też stanąłem w miejscu.
- Midale ty naprawdę nic nie pamiętasz?
Zdziwiło mnie jej pytanie, Przyszła tu i wypruwała z siebie flaki unikając mnie żeby zadawać mi oczywiste pytania.
-A jak myślisz? - skoczyłem na nią ale jak zwykle zrobiła unik, nie wiem czy dobrze widziałem ale wydało mi się że po jej policzkach spływają łzy.
-Szkoda- wyszeptała bardziej niż powiedziała- Wiem że teraz jesteś zły i okrutny ale dalej wierzę że w głębi twojego serca tli się mała iskierka dobra i że wystarczy ją tylko trochę rozniecić by..
Nie dałem jej dokończyć. Złapałem za grzbiet i cisnąłem o ziemię.
-Masz ciekawy pogląd na życie, ale niestety jesteś w błędzie.
-Raz się zmieniłeś, teraz też możesz- powiedziała wstając.
Co!? Raz się zmieniłem? O czym ona do mnie mówi? Albo ona zmyśla albo wie o mnie więcej niż ja sam.
-Midale, ty nie jesteś taki.
-Ty nic o mnie nie powinnaś wiedzieć- warknąłem na nią
-A jednak wiem o tobie wiele- przerwała na chwilę - poznaliśmy się na wojnie, uratowałam ci kilka razy życie i wyleczyłam twoje rany, a potem ty mnie uratowałeś- uśmiechnęła się jakby wspominała najszczęśliwsze czasy swojego życia- Potem urodziła kilka szczenią, nie, wiem że tego nie pamiętasz.- utkwiła we mnie spojrzenie swoich oczu- Midale, ty jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym.
-Zamilcz!!!- uderzyłem ją po pysku zostawiając krwawy ślad pazurów- nie obchodzi mnie kim bylem, teraz liczy się co jest teraz. A teraz nie obchodzi mnie nic.- tak, sam nie wierzyłem we własne słowa.
Wadera spojrzała na mnie smutno.
-W twoich oczach widzę kłamstwo- wyszeptała i podeszła bliżej- zrobię wszystko żeby cię uratować.
Wszystko stało się tak szybko, nie, to było zbyt dziwne. Nagle poczułem jak nasze usta ( przednie części pyska) się spotkały. Ona mnie pocałowała, dotarło do do mnie kilka sekund po fakcie.
Odepchnąłem ją i odskoczyłem do tyłu. Nie rozumiałem nic z tej sytuacji, sam nie wiedziałem co mam zrobić, w pierwszej chwili chciałem ją zaatakować ale coś mnie powstrzymało. Odwróciłem się i biegiem ruszyłem w stronę lasu.
***
Siedziałem na wystającym z ziemi pojedynczym kamieniu. Nic sęsownego nie przychodziło mi do głowy. Kim była ta wadera? I czemu zrobiła to co zrobiła? Mówiła że mnie znała czyli ja też ją powinienem znać, zagłębiłem się w swój umysł i zacząłem szukać jakiejkolwiek informacji na jej temat. Byłem dla niej kimś ważnym, czyli ona dla mnie też była ważna. Nie, nic, pustak. To było irytujące, oni o mnie wiedzieli wrzystkoa ja o nich nic, o mnie też z resztą wiedzieli więcej niż ja sam. Powoli przestawałem rozumieć o co tu chodzi.
Nagle coś mnie olśniło, z głębi umysłu wydostało się imię "Carey". Nie wiedziałem kim była ani jak wyglądała, nic mi o niej nie było wiadomo. Wiedziałem tylko co ja o niej myślałem i czułem do niej. To był anioł, najdroższa istota, jedyna która była dla mnie tak dobra. Wiedziałem że dużo dla mnie zrobiła, ale nie wiedziałem co. Tylko jednego byłem pewien, to była osoba którą kochałem.
Tylko czy ta wadera którą spotkałem była nią? Czy to była moja Car? Był niestety tylko jeden sposób na to żeby się tego dowiedzieć, musiałem zapytać ją osobiście. Wróciłem na miejsce dzisiejszych zdarzeń i złapałem jej trop. Liczyłem że po walce wróciła prosto do domu ale niestety się przeliczyłem. Oczywiście musiała po drodze obejść wszystkie zakamarki watahy łącznie z jakąś polanką na której rosły kwiaty o tak odurzającym zapachu że aż się niedobrze robiło. W duchu i nie tylko przeklinałem jej pomysłowy spacer ale w końcu zobaczyłem kres mojej wędrówki. Na niewielkiej polance niedaleko jaskini stała ona zapłakana a obok niej siedział jakiś szczeniak. Nie zamierzałem się do niej podkradać jak do zwierzyny, nie tym razem. Tak po prostu wyszedłem z pomiędzy drzew i stanąłem naprzeciwko. Wadera zaskoczona w krzyknęła i zerwała się na równe nogi odgradzając mnie tym samym od szczeniaka.
-Spokojnie, nie po to tu jestem- stwierdziłem chłodno- mam tylko jedno pytanie, czy ty jesteś Carey?
Wadera spojrzała na mnie jakby nie bardzo rozumiała czemu zadaje jej właśnie takie a nie inne pytanie.
Dena?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz