sobota, 15 kwietnia 2017

Od Midale CD Deny

-Jestem Dena- powiedziała dobitnie.
Powoli wstałem, wadera wyszczerzyła zęby i zaczęła warczeć, ale ja tego nie widziałem. Dena, to jedno imię wywołało mętlik w mojej głowie. Kim byłem? Jedno pytanie gorączkowo powtarzane od tygodni. a może to były tylko dni? Albo całe lata? Nie wiem. Jednak to pytanie wreszcie znalazło odpowiedź. Jestem Midale, kapłan, zdrajca i morderca. Po moim pysku ściekała krew. Rozejrzałem się dookoła i zobaczyłem ją. Dena, Denuś, moja najukochańsza dusza na tym przeklętym świecie patrząca na mnie z nienawiścią i gotowa by w każdej chwili zaatakować. łzy napłynęły mi do oczu.
-Co ja najlepszego narobiłem- wyszeptałem i spuściłem głowę.Przed oczami staną mi obraz Yogani, zasłaniającej szczenięta i tonącej w kałuży własnej krwi. - Zabiłem ją, zabiłem niewinną dla czystej przyjemności.- poczułem że głos mi się zaczyna łamać.
Kim był ten potwor którym się stałem? To był ten pomiot Pagdumota, jego generał, podły i żądny krwi pół demon. Spojrzałem jeszcze raz na Denę.
-Wybacz- powiedziałem drżącym głosem - wybacz mi te wszystkie krzywdy jakie cię spotkały. Ach co ja mówię, nie wybaczaj, nie jestem godny przebaczenia.
Podszedłem do niej jednak ona się cofnęła.
-Nie zbliżaj się- warknęła wściekle.
Zatrzymałem się w miejscu i spojrzałem na nią żałośnie, jej nienawiść raniła mnie bardziej niż cokolwiek innego, ale w sumie na nic innego nie zasługiwałem. Odwróciłem się tyłem do niej a przodem do ściany lasu. Powoli ze spuszczoną głową ruszyłem przed siebie. Nie, nie zatrzymała mnie, wręcz przeciwnie, cieszyła się że odchodzę. Zagłębiłem się w las, słońce delikatnie tańczyło na mchu i oblewało złotą poświatą. Czemu byłem takim, ech nawet nie wiem jak nazwać samego siebie. Spojrzałem w bok i ujrzałem mały niepozorny lichutki krzaczek z jaskrawoczerwonymi owocami. To była jedna z bardziej trujących roślin jakie znałem, podszedłem do niej i jednym szybkim ruchem ogryzłem wszystkie owocki. To mnie zabije, wiedziałem o tym, bałem się śmierci. Jednak jedna myśl mi dodawała otuchy, przynajmniej nikt już nie będzie przeze mnie cierpieć. Położyłem się na mchu, nie musiałem długo czekać na efekty działania owej rośliny, wszystko zaczęło się powoli rozmazywać. Nagle zobaczyłem przed sobą niewyraźny kształt jakiegoś czarnego basiora.
-Midale, co ty ze sobą zrobiłeś- mówił spokojnie.
-Pagdumot...
-Jednak jeszcze mnie pamiętasz- basior uśmiechną się podle.
-Czego jeszcze ode mnie chcesz?- wstałem z wysiłkiem i spojrzałem na niego wściekle- Jesteś cieniem który podąża za mną od samego początku, nawet przy mojej śmierci jesteś. Nienawidzę cię!
-O jakiej śmierci ty mówisz?- udał mocno przerysowane zdziwienie- ja cię niegdzie nie puszcze, jeszcze mi będziesz potrzebny, rozumiesz!?!
-Niedoczekanie twoje- warknąłem na niego.
Nie odpowiedział, uśmiechną się tylko lekko i wymamrotał jakieś kilka szybkich i niezrozumiałych słów.
Poczułem palący ból w żołądku i klatce piersiowej, poczułem jak do gardła podchodzi mi żółć. Zwymiotowałem krwią i czymś jeszcze, nie widziałem dokładnie. Ból z sekundy na sekundę się wzmagał. Upadłem na ziemię i zwinąłem się z bólu, nie wie ile to trwało. Zapadłem w ciemność.



***

Powoli wszystkie zmysły zaczynały do mnie powracać. Pierwsze co poczułem był ogarniający mnie ból. Otworzyłem oczy, ze wszystkich stron ogarniała mnie ciemność, nie wiedziałem gdzie jestem. Nie miałem siły żeby się poruszyć. Gdzieś niedaleko rozległo się skrzypienie krat, byłem w więzieniu. Ale tam przecież nie jest aż tak ciemno. Zdałem sobie sprawę z tego co się stało, przez tą roślinkę straciłem wzrok. Ale przecież wiedziałem że tak może być. Nagle usłyszałem jak drzwi do mojej celi się otwierają i poczułem czyjąś obecność. Z trudem uniosłem głowę i spojrzałem w domniemanym kierunku przebywanie tego kogoś.
-Kim jesteś?- zapytałem cicho.

Dena?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz