Po zasłonięciu przed ciosem Midale, zapadła ciemność. Ocknęłam się w jaskini medyka, Cajsim w milczeniu leczyła mnie. To tylko poturbowanie było jak dla mnie. Przez dłuższą chwilę się nie odzywałyśmy.
-Co z Midale?
-Uciekł- prychnęła.- A ty czemu go obroniłaś? Po tym co zrobił?! Zasługiwał na śmierć! A teraz zniknął, bezkarny.
Po tych słowach chciała znowu mnie leczyć ale zatrzymałam ruchem jej łapę, dźwigając się o własnych siłach. Spojrzałam na nią poważnie.
-Nikt nie zasługuje na śmierć- moje spojrzenie lekko schłodniało co ją zdziwiło, bo zawsze widywała mnie wesołą.- Nie wspomnę już o Arisie, był naszym wrogiem a został przyjęty. Akkarin...
-Nie mieszaj go do tego! Zabraniam porównywać go z nimi- podkreśliła z furią ostatnie słowo.
-Wydałaś sama wyrok stracenia na wilka, mimo, że nie jesteś Alfą a Betą.
-Co to ma do rzeczy? Miałam do tego prawo! Oron i Hoki to są jeszcze szczeniaki bez rodziców.
-I dlatego należy je uczyć sprawiedliwości a nie zła- odparłam kierując się do wyjścia. W progu jeszcze się zatrzymałam i spojrzałam na nią na odchodne.- Twoje serce i umysł są ukryte za chęcią zemsty i mordu. Dopóki to nie zniknie, cały czas będziesz popełniać błędy.
Wyszłam zostawiając wściekłą Cajsim. Zajrzałam do synów będących pod opieką Isil. Wiedziałam, że są w dobrych rękach. Cóż, pozostało mi szukać Midale bo inaczej nie będzie mi to dawało spokoju. Kierowałam się intuicją aby go znaleźć, zresztą nie pierwszy raz już tak robiłam.
Poruszałam się tak cały dzień, słońce zbliżało się ku zachodowi, watahę miałam daleko za ogonem a Midale nigdzie nie było. Wkrótce zauważyłam mały obszar, który był ogrodzony drzewami i coś mi kazało w tamtą stronę podążać. Nie, nie czułam zmęczenia po całym dniu chodzenia ale pozwoliłam sobie tam podejść.
Był tam. Leżał z głową opartą na łapach i wpatrywał się w niewielką taflę wody przed nim. Westchnęłam zadowolona, że w końcu na niego trafiłam, wtedy zauważył moją obecność i zaraz był obok patrząc z niedowierzaniem.
-Mam cię- powiedziałam rozbawiona wzruszając ramionami.
-Czemu ty...
-Martwiłam się o ciebie głupku, rozumiesz?
-Ale jak to? I czemu z rana mnie zasłoniłaś?- Spojrzałam na niego, bo podejrzewałam, że ma gorączkę. Nie, nie miał.
-Bo nie chciałam pozwolić aby Cajsim cię zabiła. Dalej jest w amoku po utracie przyjaciółki a w takim stanie może żałować później swoich decyzji.
-Ale ja powinienem zostać zgładzonym.
-Ale ja nie pozwalam.
-Jak to?
-To chyba nazywają przywiązaniem do kogoś- uśmiechnęłam się do niego wesoło. Dodałam zaraz ciszej- nie chcę znowu stracić kogoś równie cennego.
-Dena- Midale zrobił krok do przodu ale nagle między nami pojawiła ostra ściana z kryształu. Odwróciliśmy się szukając jego właściciela i wtedy zauważyliśmy. Jeden wilk od którego aż emitowało szaleństwo i szał. Trzęsło nim a z niego ulatywał dziwny ciemny dym. Dalej usłyszeliśmy biegnących członków watahy. Ale ten nie wyglądał za dobrze.
-Zdrada... Zdrada... Zapłać za zdradę!
Odskoczyliśmy w różne strony. W miejscu, gdzie stał sekundę wcześniej Midale wystrzelił kryształ. Podejrzewałam, że u mnie będzie to samo ale napastnik miał inny plan. Świst pod łapami i nagle wyrósł kryształ pode mną. Poczułam przeraźliwy ból jak przebił mnie równie łatwo, niczym nóż zatapiający się w ciepłym maśle. Czułam jak krew błyskawicznie ulatnia się z przebitych części ciała a z pyska także sączyła się strużka krwi. Midale podbiegł do mnie, wszystko zaczęło się rozmazywać.
-Hej... Cały... jesteś?- Charkałam z trudem usiłując patrzeć na niego. Kryształ nagle został odwołany, ciężko wylądowałam na ziemi pełnej mojej krwi. On coś powiedział ale nie zrozumiałam. Ostatkiem sił posłałam mu lekki uśmiech- To nic... Draśnięcie...
Po czym pochłonęła mnie głęboka ciemność a wszystko jakby ulatywało...
Midale? c:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz