- Odczep się. - mruknęłam do białej myszy, która zaczęła po mnie łazić. Ta zeszła, nie zmieniało to jednak faktu, że zostałam nieprzyjemnie obudzona przez to nieszczęsne, białe zwierzę. I już nie zasnę. Z niechęcią się podniosłam, i... Chętnie bym powiedziała że gdzieś poszłam, aczkolwiek ja jedynie ponownie się położyłam, zamknęłam oczy i... Nie zasnęłam! Jedynie leżałam tam, usiłując zamknąć oczy tak mocno jak nigdy wcześniej... Po jakimś czasie uznałam że mi eksplodują, więc otworzyłam, i stwierdziłam że jestem ślepa. Wyparowałam z groty, w której leżałam, i przywaliłam w drzewo.
- Co ty odwalasz!? - krzyknął wilk. W tej chwili moje oczy zaczęły działać jak powinny, a ja zobaczyłam że nieznajomy wilk to brązowy basior, z trawą wokół pyska. Wzruszyłam ramionami, przybierając maskę chłodnej obojętności.
- Smacznego. - odezwałam się w końcu, gdy ten ponownie zaczął jeść.
- Odczep się. - mruknął, zdenerwowany. Ale co ja mu zrobiłam? No naprawdę, niektóre wilki są nie do ogarnięcia.
- Ale ja tylko życzyłam ci smacznej trawy. - burknęłam, a zielonooki wilk podniósł się.
- Odczep się. - powtórzył, po czym zakrył trawę łapami. - Moja trawa! Nie dostaniesz jej! - dodał, i zaczął wpychać w siebie tyle trawy ile mógł zmieścić w pysku. Po jakimś czasie zaczął się krztusić, a ja zastanawiałam się, czy iść tam i mu pomóc czy nie, gdyż wtedy mogę podeptać jego cenną trawę.
- Ehm... Nie zjem ci trawy, obiecuje. Nikomu nie zjadłabym trawy, przecież to bardzo cenna rzecz której nigdy bym nie ukradła... - powiedziałam, gdy ten przestał się krztusić. Basior kiwnął zadowolony głową.
- Jestem Lenardo. - rzekł, i kontynuował jedzenie trawy.
- Ceres. - odpowiedziałam, zadowolona że udało mi się przekonać go nie mam złych zamiarów.
- Ej, wy! Czemu spożywacie na terenach watahy!? - usłyszałam nieźle wkurzony głos jakiejś nieznajomej wadery, która kilka sekund po tym krzyku wyłoniła się zza krzaków i spojrzała na mnie i Lenard'a ze złością.
- Ja nie jem, jestem niewinna. - wykrztusiłam.
- Hmm... No dobrze, wierzę ci. Ale ty! - skierowała swój wzrok na basiora - oskarżam cię o jedzenie na terenach watahy! No chyba że jesteś członkiem, to wszystko spoko. - rzekła, mierząc go wzrokiem. Coś czuję się Len nie jest członkiem tej watahy, o której mówi, ale to tylko przeczucia...
- No, nie jestem. - ... które najwidoczniej się sprawdzają.
- A więc... - przerwała i zastanowiła się chwilkę. - E, nie mam żadnych instrukcji wobec tego co mam zrobić jeśli natrafię na intruza jedzącego na terenach watahy. - powiedziała naburmuszona.
<Carey? Lenardo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz