Aditi i Elenda poszły na jakąś "wyprawę" w stronę Gór siedmiu wichur. Bez dłuższego namysłu postanowiłam również wybrać się na spacer. Opuściłam jaskinię i pobiegłam w stronę Brzozowego zagajnika. Na jego granicy, w promieniach słońca ujrzałam Carey i jakiegoś basiora o brązowym futrze. Zbliżyłam się do nich i przywitałam Carey:
-Witaj Carey-uśmiechnęłam się do wadery- kto to jest?
-Jakiś denerwujący pół produkt- warknęła
-Car, ja jestem całkowicie normalny...-odezwał się "denerwujący pół produkt"
-Oczywiście-powiedziała Carey z politowaniem spoglądając na basiora ironicznie.
Carey chyba miała jeden ze swoich gorszych dni ,a on musiał bardzo ją zdenerwować...nawet trochę mu współczuję, wszyscy wiemy że z Carey lepiej nie zadzierać...
Spojrzałam na basiora pytająco
-Jestem Len- wyszczerzył się do mnie, pokazując wszystkie swoje białe zęby.
-Cajsim- odpowiedziałam niepewnie.
Nastała niezręczna cisza. Len zaczął objadać się rosnącymi na łące stokrotkami. Carey wściekła do granic możliwości skoczyła na niego, przygważdżając basiora do ziemi.
-Ile razy mam ci mówić!!! Ty tępy półgłówku!-wrzasnęła.
-Ja nie jestem żadnym półgłówkiem! To nie ja jestem dziwny tylko ty! Wkurzasz się na mnie bo zjadłem kilka kwiatków!-Wykrzyknął Len podnosząc się z ziemi. No to już po nim pomyślałam.
-Ty...bezczelny złodzieju!-Wściekła się Carey. Byłam wręcz pewna że dojdzie do bójki. I to o jakiś kompletny pierdół! Nienawidzę takich sytuacji.
-Dosyć tego!- stanęłam pomiędzy nimi podnosząc głos.-Przestańcie się kłócić!
-Ale on wszedł na nasze terytorium i obżerał się trawą!
-Ja nie wiedziałem że to wasze terytorium.
-To już twój problem, nie nasz, prawda Caj?-Spojrzała na mnie pytająco Carey. Nie wiedziałam co zrobić. Po raz pierwszy w życiu kompletnie nie wiedziałam co zrobić...odezwałam się:
-Emm...Wiecie,to trochę taki zbieg okoliczności...-potem uśmiechnęłam się i pytałam Lena wesołym głosem:-Czyli rozumiem, że jesteś wilkiem wegetarianinem tak?
-No wiesz...czasem lubię sobie podjeść roślinki- wyszczerzył się znowu. Faktycznie był trochę dziwny,ale nie będę oceniać książki po okładce.
-Car? Chodź tutaj,co proponujesz z nim zrobić?
-O super! Skończyliście już swoją pogawędkę i wreszcie mogę się odezwać...no więc, ja proponuje odtransportować tego wnerwiającego pana daleko poza nasze granice, czyli jednym słowem: pozbyć się go.Ale to do ciebie należy decyzja.- rzekła Carey z niechęcią.
-Dobrze...więc....Len, przeproś Carey za to, że ją zdenerwowałeś.- powiedziałam.Len nagle zrobił się poważny i jakby oschły.
-Przepraszam.-rzekł nie spoglądając na Carey,ale mimo to ukłonił się przed nią nisko. Byłam pod wrażeniem, myślałam że trudniej pójdzie.Wadera niechętnie podała łapę na zgodę.Nagle przyszedł mi pomysł do głowy:
-Skąd pochodzisz?-zapytałam Lena.
-Z takiej jednej watahy...ale to nieważne, nie chce o tym mówić...-odpowiedział oschle.
-Hmm...dobrze. Czy chciałbyś dołączyć do naszej watahy?-uśmiechnęłam się. W tym momencie nie wiedziałam kto był bardziej zszokowany:Carey czy Len.
-Nie pochwalam tego, ale to w końcu twój wybór.- uspokoiła się Car.Pewnie i tak się nie zgodzi...pomyślałam
-Tak...chciałbym.-moje zaskoczenie sięgało granic.
-Dobrze,w takim razie jakie chciałbyś zająć stanowisko?-spytałam wymieniając wszystkie,jednak on zapytał:
-A jest coś takiego jak łącznik z zaświatami czy coś w tym stylu?
-Mhm. Zgadzam się żebyś nim był, myślę że się nadajesz.
Po złożeniu przysięgi ja, Carey i Lenardo ruszyliśmy w stronę domu.
-Cieszymy się że możemy cię gościć w naszej watasze, prawda Car?
-Mhm-odpowiedziała Carey z jeszcze większą niechęcią niż ostatnio. Zbierało się na deszcz. Już chcieliśmy iść gdy nagle zza drzewa wyszła wadera o szaro niebieskim futrze.
-O kogo my tu mamy? Szanowna beto, to jest moja uciekinierka.- Carey rzekła z udawanym uśmiechem.
-Witam....Jestem Ceres.-powiedziała wadera nieśmiało.
<Len? Carey? Ceres?>
540 słów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz