wtorek, 11 kwietnia 2017

Od Deny CD Midale

Byłam przerażona. To nie było moje samowolne posunięcie do pocałowania go. Theo, to ty mną na chwile pokierowałeś? Ledwo wróciłam od Cajsim, która uleczyła moje rany a napotkałam Yamis'a, wyglądał na lekko zaniepokojonego. Bolało mnie to, że przez to całe zamieszanie z Midale nie poświęcałam się całkowicie dzieciom ale nie pokazywałam się im zaraz po potyczkach z basiorem, szybko zawsze chodziłam na wyleczenie aby nie widziały jak wyglądam.
-Mamo, od dłuższego czasu wyglądasz fatalnie- stwierdził niż zapytał straszy syn. Posłałam mu lekki uśmiech.
-Nie martw się kochanie, jestem po prostu zmęczona- powiedziałam co w sumie było prawdą, każda walka praktycznie zabierała mi wszystkie pokłady energii. Nie zdążył mnie zapytać o coś innego, gdy w naszym polu widzenia pojawił się on. Ledwo stanął a zadał pytanie o Carey. Jaka znowu Carey?
-Nie. Nie jestem Carey, jestem...- nie dokończyłam bo zaraz Yamis wyszedł zza mnie i powiedział do niego lodowato.
-Czego chcesz od mojej matki?- Basior spojrzał na niego podle.
-Ciebie nie pytałem gówniarzu- podniósł łapę aby uderzyć małego. Nie udało mu to się, bo trafił na barierę, która wybuchła i posłała go na drzewo.
-Yamis, do jaskini, już!- Wrzasnęłam do syna, który posłusznie pognał co sił w łapach do domu. Midale był zaskoczony, jakoś zebrał się do wstania. Teraz już nie patrzyłam na niego przyjaźnie, mój wzrok był mieszanką powagi i narastającej złości.
-Możesz być sobie kim chcesz. Możesz nie pamiętać absolutnie nic z przeszłości. Nie interesuje mnie to, czy uważasz mnie za niejaką Carey czy kogoś innego. Nie pozwolę nikomu na to, aby podniósł łapę na moje dzieci- warknęłam i wycelowałam w niego całą salwą barier, które wybuchały tuż przy nim. Nie miał szans na ucieczkę, cały czas był atakowany. Nagle padł, rozłożyło go na łopatki.
-Kim ty jesteś?- Zapytał znienacka.
-Jestem Dena- powiedziałam dobitnie, byłam przygotowana na kolejne ataki kiedy tyko by wstał.

<Midale? Ostrzegałam XD>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz