wtorek, 18 kwietnia 2017

Od Aditi do Shaitan

Od kiedy po raz pierwszy otworzyłam oczy nie chciałam ich już zamykać, by zawsze widzieć otaczający mnie, piękny świat. Te góry, lasy,rzeki,wicher, słońce! Te drzewa! To wszystko jest takie piękne...moja rodzina jest wspaniała...Niestety tata musiał odejść. Nie wiem dlaczego, ale po prostu musiał...to smutne,ale trudno. Mam przecież moją mamę i siostrę, która jest dla mnie wszystkim.
***
 Rozmyślałam idąc przez las. Wciągnęłam rześkie powietrze.Nagle moja mama zapytała:
-Czym się tak martwisz?
-Niczym-odpowiedziałam spokojnie.
-Przestań,wiem że coś jest na rzeczy- rzekła mama,uśmiechając się do mnie.
-Po prostu nie wiem kim jest biała wadera i jej brat o szarej sierści.- wyjaśniłam spoglądając na mamę,lecz ona wyglądała na zaskoczoną i spytała mnie:
-Przecież to są Alfy naszej watahy!
-A oni nie są przypadkiem za młodzi?
-Owszem są,ale nie mają wyboru...ich matka nie żyje...-nie wiedziałam co na to odpowiedzieć więc nie mówiłam nic. Szliśmy tak w ciszy gdy nagle moja mama odezwała się radosnym głosem unosząc głowę do góry:
-Ścigamy się?-zapytała
-No...czemu nie.-rozweseliłam się.
***
Był wieczór,a ja obserwowałam zachodzące słońce,Elenda siedziała obok mnie.Obie wpatrywałyśmy się w drzewa i góry zalane pomarańczowym światłem,w słońce chowające się coraz bardziej za widnokrąg, gdy zrobiło się zupełnie ciemno mama zawołała nas do jaskini...
Obudziłam się. Dziś pogoda była niepewna. Chmury zasłaniały całe niebo.Moja mama wróciła z polowania.
- Niestety ostatnio mało zwierząt widuje się w puszczy,ale na nas starczy idealnie.-rzekła mama kładąc na granitowej posadzce pieczary niewielkiego dzika.
Po śniadaniu mama pozwoliła mi wyjść na zewnątrz i poćwiczyć trochę moje moce. 
Udałam się do zaczarowanej puszczy. Po dłuższych ćwiczeniach, wspięłam się na pobliską akację i przysłuchiwałam trelu ptaków. Nagle spostrzegłam innego wilka. Trudno było określić kim jest. Wyglądał dziwnie. Miał fantazyjny ogon i poruszał się spokojnie. Ze względu na rodzaj chodu przypuszczałam że to basior,on jednak  dostrzegł że ktoś go obserwuje i spojrzał na mnie. Patrzyliśmy na siebie przez chwilę. Zachowywał się jakby mógł patrzeć na mnie swym obojętnym wzrokiem przez resztę dnia. Odezwałam się więc:
-Jak masz na imię?-rzekłam nieśmiało.
-Shaitan. A ty?-powiedział spokojnie z lekkim,prawie niedostrzegalnym usmiechem.
-Aditi.

<Shaitan?>


1 komentarz: