Otworzyłem oczy i od razu zerwałem się na nogi gotowy do zabawy. Rozejrzałem się. W jaskini nikogo nie było. Zaskomlałem. Gdzie Hoki? Gdzie mama? Gdzie te dwie młodsze waderki? Trzeba będzie je znaleźć! Szybko wybiegłem na dwór. To wielkie żółte coś na niebie raziło mnie w oczy. Było ciepło. Dziwne. Zawsze było zimniej... Pobiegłem szukać jakichś wilków.
Szedłem przez las. Nagle zobaczyłem coś, co się poruszało. W jedną, w drugą, w jedną, w drugą stronę.
-,,Pobawmy się!’’
Nie zastanawiając się długo skoczyłem i złapałem to coś w zęby.
To coś niestety okazało się kimś.
Ten ktoś przygniótł mnie do ziemi.
Nie mogłem się ruszać.
Zacząłem znów skomlić. Wilk, którego ugryzłem spojrzał na mnie i... Puścił!?
-Patrz na drugi raz, co chcesz ugryźć, bo za którymś razem możesz stracić życie, młody -odezwał się nieznajomy.
Patrzyłem na niego nieśmiało. Po chwili odwróciłem się i szybko pobiegłem w krzaki. Udało się. Zgubił mnie. Poleciałem do jaskini. Byłem zmęczony.
<Ehchem... Jak by to... Ech... No wybaczcie mi, no... Nie mam się nawet jak tłumaczyć, więc lepiej już skończę... Taa, wiem, że to nie ja powinienem być tu Alfą, bo się nie nadaję, nie musicie mówić.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz