poniedziałek, 15 maja 2017

Od Cajsim CD Carey, Dena,Midale

Po ścianach jaskini odbiło się echo bezradnego płaczu. Nigdy nie widziałam Carey w takim stanie. Carey zawsze była silna, jak widać zbyt długo i coś ją przerosło. Bez dłuższego zastanowienia pobiegłam w jej kierunku.
-Car,co ci jest?-zapytałam serdecznym i ciepłym głosem.Długo się nie odzywała i próbowała jakby opanować płacz. Powiedziała jednak tylko tyle:
-Midale...Akkarin...wszyscy są tacy beznadziejni...-wyrzekła te słowa przez płacz,a potem znowu z jej twarzy pociekły łzy.
-Hej? Co ma do tego Akkarin?-zaskoczyło mnie to. Co Midale miał wspólnego z Akkarinem?
-On cię zostawił...
-To nie tak,on...
-Zostawił cię i tyle,poszedł w długą i zostawił cię na pastwę losu...
-On musiał odejść,to nie tak jak myślisz...
-Przestań to sobie wmawiać! Tylko się zaślepiasz,wszyscy faceci są beznadziejni.
-Co masz na myśli? Co takiego się stało?-sprawa była dosyć zagadkowa. Podejrzewałam że , Midale i Carey byli kiedyś parą,a potem coś musiało się stać...tylko czemu akurat TERAZ Carey się tym martwi? Wydaje mi się że to się stało dawno....
Carey nic nie odpowiedziała na moje rozmyślania,stwierdziłam więc,że nie ma sensu jej naciskać,jak będzie chciała to powie.Biedna Caruś...chciałam coś dla niej zrobić,ale mogłam jedynie ją pocieszać...
-Caruś,nie martw się...wszystko będzie dobrze...
-Nie...nie będzie dobrze, nic nie będzie dobrze puki ON tu jest...
-Razem coś wymyślimy,jestem pewna.Wiem że Midale...
-Nie wypowiadaj JEGO imienia!- przerwała mi Car wściekłym głosem.
Nie odzywałam się.Nie było sensu nic mówić.Carey musiała sama się uspokoić. Uśmiechnęłam się tylko do niej serdecznie i dałam znak żeby usiadła bliżej ognia. Posłuchała mnie,a ja dołożyłam kilka gałęzi do paleniska.Czerwone iskry skoczyły spod rozrzażonych drew pod sklepienie jaskini.Ogień przyjemnie grzał, a płomienie oświetlały ściany mojej jaskini.Podałam Carey gorący ziołowy napar,z początku ze wstrętem spojrzała na parujący kubek,jednak po chwili przekonała się i razem popijałyśmy herbatę z ziół.
Wkrótce Carey trochę się uspokoiła i przestała płakać. Zdobyła się nawet na lekki uśmiech.Wskazując na nocne niebo powiedziałam:
-Piękny jest dzisiaj księżyc prawda?
-Tak,zdaje się że dzisiaj pełnia...
-Chyba tak.
Przez dłuższy czas wpatrywałyśmy się w srebrną tarczę.W jaskini słychać było jedynie trzask ogniska i odległe pohukiwania sowy.Nagle Car odezwała się:
-Życie to wieczny labirynt, nigdy nie wiesz na co trafisz.
-Ta ,coś w tym jest.
-Czuję się zdecydowanie lepiej.
-Bardzo mnie to cieszy.
-Ale nadal pewna sprawa nie daje mi spokoju...
-Mów.
-No bo...ten...Midale i ja byliśmy kiedyś razem i naprawdę myślałam, że on mnie kocha i ja go kocham,ale przyszedł taki dzień...-przy tych słowach Carey posmutniała,jednak po chwili kontynuowała swoją opowieść-przyszedł taki dzień...było rano,a go ja nie znalazłam go przy mnie,znalazłam tylko list:" Wybacz mi Caruś, ale nie możemy się już dłużej oszukiwać że kiedyś będziemy razem szczęśliwi. Odchodzę, nie szukaj mnie. Ułóż sobie życie z kimś innym i postaraj się zapomnieć że kiedyś mnie znałaś." Tak ,dokładnie tak to brzmiało,pamiętam doskonale ten dzień. Czułam się wtedy okropnie,byłam smutna i wściekła na niego...a teraz po latach kiedy go spotkałam zwrócił się do mnie: "Caruś" tak jakby nic się nie stało,jakbyśmy byli zawsze razem...
-Przykro mi. Naprawdę,bardzo mi przykro.Nie wiedziałam o tym.
-Jak on mógł? Jak mógł mi to zrobić?
-Nie mam pojęcia.Zachował się podle.
-Masz rację Cajsim.Bardzo podle...
-Ale nie myśl już o tym. Nie zamartwiaj się...
-Łatwo ci mówić!-zdenerwowała się Carey,jednak po chwili powiedziała- Przepraszam...dziś mam bardzo stresujący dzień...wiem,że chcesz pomóc.
-Rozumiem, nie masz za co przpraszać.
-W sumie ty też masz ciężkie życie:Najpierw śmierć Yo,potem odejście Akkarina...
-Tak...każdy ma ciężko...ale wierzę,że on naprawdę wróci.On zawsze do mnie wraca.-mówiąc to uśmiechnęłam się lekko.
-Ta...do mnie też wraca...-powiedziała Car z ironicznym uśmieszkiem. Przez dłuższą chwilę panowało milczenie,jednak Car je przerwała:
-A ty...
-Tak?
-Ty...nadal chcesz zabić Midale?
-Wiesz...chyba jednak go oszczędzę. Niektóre wydarzenia dały mi trochę do myślenia i myślę że dam mu jeszcze jedną szansę...
-To dobrze.-Carey pokiwała głową ze zrozumieniem.
-No cóż...późno się zrobiło.Chodźmy spać,jutro poczujemy się lepiej.
-Cajsim?
-Tak?
-Mogę zostać u ciebie na noc? Jest tak późno, a ja nie chcę wracać do pustej i zimnej jaskini.
-Oczywiście.Tu masz wolne legowisko.Blisko ognia więc powinno być ciepło.-powiedziałam wskazując na pled leżący obok ogniska. Szybko się położyłyśmy. Rozmyślałam jeszcze chwilę o tym co się stało wpatrując się w srebrną tarczę księżyca,potem jednak szybko zmorzył mnie sen.

<Carey? Dena? Midale? Kto teraz? Przepraszam,że tyle musieliście czekać,nie miałam pomysłu.Mam nadzieję że wam się podoba.:)>











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz