poniedziałek, 22 maja 2017

Od Deny i Yamis'a (typowe pierdzielenie głupot ale co tam)

Wzięła głęboki wdech ciesząc się wspaniałą wonią kwiatów. Mało kiedy była w stanie poczuć taką powalającą siłę. Zbliżał się wieczór i zabawa organizowana w watasze z okazji okrągłej rocznicy jej istnienia. Spojrzała na posłanie gdzie siedział z nosem w książkach jej starszy syn. Wyraźnie dał znać, że nie zamierza brać udziału w imprezie, wolał czytać i pogłębiać swoją wiedzę. Valdo natomiast dawno się ulotnił w tylko jemu znanych sprawach. Nie byli już szczeniakami, dojrzewali ale dla niej zawsze pozostawali tymi małymi kuleczkami. Dena niezbyt ochoczo podchodziła do strojenia się i dlatego z trudem pozwoliła na skromny wianek na jej skroniach.
-Mamo?
-Tak Yamis?
-Wychodzisz za dłuższą chwilę, prawda? Opowiesz coś o swojej rodzinie? Nigdy tego nie wspominałaś- upomniał się Yamis unosząc wzrok znad księgi. Uśmiechnęła się pod nosem siadając obok.
-Wiesz, nie ma o czym mówić. Twoi dziadkowie byli dobrymi wilkami. Mój ojciec często rzucał żartami, ponoć tak zdobył serce twojej babci. Co z tego, że później tym często ją denerwował, czego byłam świadkiem- słysząc to, Yamis parsknął śmiechem a nieczęsto mu to się zdarzało bowiem trzymał emocje na wodzach.
-Miałaś rodzeństwo mamo?
-Starszego brata, był bardzo opiekuńczy- dodała spoglądając na syna. Poklepała go po ramieniu.- Ja już nie będę ci przeszkadzać w nauce. Śpij dobrze.
-Dobrej zabawy mamo.
Wyszła z jaskini spoglądając na dorastającego syna. Gdy zaszła na wskazane wcześniej miejsce, reszta już była, poza szczeniętami ma się rozumieć. Z chwilą rozpoczynającą imprezę, ktoś wrzasnął aby zaczęły się tańce. Wielu z chęcią podchwyciło ten pomysł i zaraz wiele wilków wirowało czy szalało na prowizorycznym parkiecie. Póki na początku był taniec w grupie to jeszcze brała udział ale gdy już pojawiały się same pary, ochoczo zeszła. Zresztą zaraz leciały typowo wolne tańce, dlatego z innymi siedziała na rozmowy śmiejąc się co chwilę. Dopóki nie poczuła jego spojrzenia. Bezbłędnie spojrzała we właściwy kierunek. Jeszcze chwilę patrzyli na siebie zanim nie wstał i nie odszedł. Zastanawia się czy to dobry pomysł pójścia za nim, kiedy nagle młodsza wadera od niej lekko popchnęła ją. Posłała jej zwycięski uśmiech na co Dena wstała przewracając rozbawiona oczyma. Idąc w tamtym kierunku, co chwila spoglądała za sobą jak reszta się bawi. Nie zauważyli niczego. Ich widok znikł jej za krzakami, spojrzała wówczas przed siebie a tam była nieduża polana otoczona drzewami. Zadziwiające, że mało kiedy tu zaglądała, szczególnie, że teraz nadawało to magicznego klimatu. Światło księżyca delikatnie padało na gałęzie i kwiaty, naprawdę miało to swój urok. Westchnęła oczarowana.
-Jednak przyszłaś- odezwał się Midale lekko zaskoczony wychodząc zza drzewa.
-Czasem mi się zdarza- odparła trochę rozbawiona. Usłyszeli kolejny wolny utwór, raptem paręnaście metrów dalej. Spojrzeli na siebie.
-Zatańczysz?- Wyciągnął ku niej łapę jednak ona uciekła wzrokiem zażenowana.
-Dawno nie tańczyłam wolnego, nie pamiętam jak to się robiło- powiedziała zawstydzona. O dziwo, ten się roześmiał i złapawszy ją, pociągnął ją do siebie. Cóż, była w jego ramiona.
-Skoro nawet ja nauczyłem się tańczyć to ty sobie go spokojnie przypomnisz- szepnął jej do ucha. Powoli i ostrożnie stawiali kolejne kroki nie zdeptawszy się.- Widzisz? Panika nie była potrzebna.
-Masz rację.
-Kiedy ostatni raz go tańczyłaś?
-Jeszcze z Theo- mruknęła na co się basior zatrzymał.
-Przepra...
-Wiem, że to przeszłość- przerwała spoglądając na niego.- Dlatego w końcu chce się cieszyć tym co teraz, chwilą.
Uśmiechnął się delikatnie na co w odpowiedzi lekko oparła swoją głowę o jego tors.

Jak komuś chce się dokończyć to śmiało

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz