Ciemność. Jedyne co jest poza nią, to wszechobecny ból. To nie była śmierć, jeszcze nie, wiedziałam o tym.
Zaczynałam odzyskiwać pozostałe zmysły ale gdy chciałam otworzyć oczy czy się nawet poruszyć, zwyczajnie coś mnie powstrzymywało. W końcu jednak lekko otworzyłam oczy jednak zamiast kolorów, widziałam jedynie wszystko rozmyte i to w czerwieni. Och, to chyba krew, chyba za dużo jej straciłam i dlatego jest w moich oczach. Próba ruchu zakończyła się jękiem bólu i wówczas ktoś się poruszył gdzieś obok.
-Obudziłaś się- Midale westchnął tuż nad moją głową. Powoli spojrzałam nad siebie, chociaż leżał unosił głowę nad ziemią i próbował chyba mnie namierzyć. Czyli znowu stracił wzrok. Posmutniałam z tego powodu.
-Co się stało?
-Jakiś opętany wilk zaatakował nas jak poszłaś za mną, zostałaś przebita na wylot kryształem. Cajsim z resztą przeniosły cię i zaczęły próbować ratować ci życie. Udało im się ale jest mała luka...
-Więc byłam szaszłykiem- próba parsknięcia śmiechem skończyła się na okropnym bólu.- Co to za luka?
-W środku wszystko masz uleczone... Ale nie udało im się załatać dziury- powiedział z oporami.
-Czyli mam dziurę i widać mi wszystko?- Zapytałam się słabo nie patrząc na siebie. Przytaknął. Przez chwilę panowała cisza zanim nie położył się z powrotem ale nieco bliżej mnie wystawiając łapy. Wówczas przyszła Beta.
-Midale, wiesz co wkrótce będzie- powiedziała na dzień dobry. Spojrzałam na nią.
-Cajsim, zrobisz coś dla mnie? Proszę?
-Wiem, że nigdy nie prosiłaś o coś mnie- westchnęła.- Co mogę dla ciebie zrobić?
-Czy... Czy mogłabyś wstrzymać się z wyrokiem na Midale aż wyzdrowieję? Proszę, to mój najcenniejszy przyjaciel- wymigałam jej z błaganiem w oczach. Była w szoku.
-Czemu tego chcesz?- Pokazałam jej, że wyjaśnię to później bo potrzebowałam jeszcze paru informacji dla siebie aby mieć wszystko czarno na białym. Westchnęła w odpowiedzi i niechętnie się zgodziła. Zbierała się do wyjścia kiedy rzuciła jeszcze na odchodnym- tylko następnym razem musisz mi to powiedzieć.
Lekko kiwnęłam głową na znak zgody i wyszła. Znowu zostaliśmy sami.
-O co prosiłaś?- Spytał się szeptem.
-Cii, zostawmy to.- Jego łapa drżąc przysunęła się bliżej mojej, rozczuliło mnie to. Delikatnym ruchem zakryłam swoją łapą jego.
-Mogłaś zginąć- jęknął.
-Heh, jestem uparta mój drogi Midale. Tak śpieszno nie wybieram się na drugą stronę- uśmiechnęłam się lekko i ostrożnie przesunęłam ku jemu głowę. Czyżby to był jakiś odruch, że wolną łapą przysunął się bliżej, podkładając mi ją pod głowę? Nie wiem ale chciałam go jakoś pocieszyć. Był bardzo ciepły, tak, że wkrótce zaczęłam przysypiać...
Midale czy ktuś inny?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz