Hoki była cała brudna od błota,doskwierał nam straszny głód,kompletnie zgubiłyśmy drogę i w dodatku zaczynało padać,a z oddali było słychać groźne odgłosy grzmienia.A w planach miałyśmy spacerek w słońcu i słuchanie śpiewu ptaków. No cóż...nigdy nie jest do końca tak jak sobie zaplanujemy.
-Co teraz zrobimy?-zapytała łamiącym się głosem Elenda.
-Trzeba znaleźć schronienie. Musimy przetrwać jakoś tą burzę.-rzekła Hoki,nie słyszałam jej jednak zbyt dobrze bo słowa zagłuszał wiatr.
-Co mówisz?
-Znajdźmy schronienie.
-Racja. Jakby to powiedziała moja mama:Bądźmy dobrej myśli.-uśmiechnęłam się.
-Łatwo powiedzieć,trudniej zrobić.-wtrąciła się Aidana.
-To fakt,ale trzeba mieć nadzieję.Szybko,wiatr się wzmaga.- Po słowach Hoki ruszyłyśmy w gęstwinę drzew szukając dużej nory,próżnego drzewa lub jaskini. Trudno było cokolwiek znaleźć. Deszcz rozpadał się na dobre. Krople deszczu bębniły w liście starych dębów i platanów. Wiatr świszczał i zawodził,targał drzewa i krzaki silnymi porywami. Biegłyśmy szybko przez puszczę nie zważając na kaprysy pogody.Nagle Niebo pokryte granatowymi chmurami rozdarła oślepiająco jasna błyskawica i usłyszałyśmy głośny trzask.Gdzieś niedaleko nas trafił piorun.Gnane strachem przed nieokiełznanymi siłami natury pobiegłyśmy jeszcze szybciej.
Po długiej wędrówce przez deszcze, wichry i błyskawice dotarłyśmy do wodospadu życia,a przynajmniej tak nam się wydawało.Bez długiego namysłu podeszłyśmy do wodospadu i przechodząc przez tarcze wody skryłyśmy się w skalnej jaskini. Po dokładnym otrzepaniu się z wody i doprowadzenia do porządku futerka wzięłam się za rozpalanie ogniska.Przy tej czynności pomogła mi Hoki. Elenda i Aid otrzepywały się jeszcze z wody po czym zaczęła biadolić nad naszym losem:
-Mamy strasznego pecha.-zagaiła Aidana.
-Żebyś wiedziała.Ten piorun...on był przerażający!-odpowiedziała El z przerażeniem w głosie.
-A ten wiatr? Wiało tak od kilku dni to ten wiatr ściągnął na nas burzę.
-Zgadzam się z tobą.
-Wiedziałam że ten wiatr nie wróży dobrze,ale nie myślałam że będzie aż tak żle.
-Ej dziewczyny,przestańcie narzekać.Znalazłyśmy schronienie, to już coś.-powiedziała Hoki.
-Tak i deszcze zmył z ciebie całe błoto. Wreszcie przestałaś śmierdzieć,już myślałam że nie wytrzymam.-zażartowałam. Hoki rzuciła mi piorunujące spojrzenie i powiedziała:
-Ty też przestałaś śmierdzieć. Modliłam się o ten deszcz od wyjścia z domu. Smród był nie do zniesienia.-Hoki uśmiechnęła się złośliwie,a ja uderzyłam ją lekko z łokcia w bok.Za chwilę wszystkie śmiałyśmy się serdecznie.
Ogień wkrótce udało nam się rozpalić,a Aid i Hoki skoczyły po trochę drewna. Z początku nie chciało się palić z powodu wilgoci,ale po chwili zalśniły jasnym płomieniem.W jaskini wreszcie zrobiło się ciepło i każda rozgrzała się nie co,lecz nadal pozostawał problem z jedzeniem. Burza nie ustępowała,a my nie miałyśmy co jeść. Wyszłam więc ,choć nie chętnie,na deszcz i poszukałam mięty i rozmarynu.Znalazłam także jakieś ziemniako-podobne warzywa,które nawet pachniały dobrze. Hoki uznała że nie są trujące. Z rozmarynu i ziemniaków zrobiłyśmy zupę,a mięty - herbatę.
Smakowało dobrze,ale trochę skromnie. Po posiłku deszcz nadal nie ustawał. Pogadałyśmy jeszcze trochę siedząc przy ogniu,a potem poszłyśmy spać.Byłyśmy okropnie zmęczone. Zastanawiałam się co robi moja mama i czy się o nas martwi. Pewnie tak.Chciałabym jej powiedzieć że wszystko w porządku.Ciekawe co teraz się dzieje z mamą? Kiedyś jej o tym wszystkim opowiem i będziemy się razem z tego śmiały. Nigdy nie zapomnę tego dnia,ciekawe co stanie się jutro...?
<Hoki? Twoja kolej. ;)>
niedziela, 21 maja 2017
sobota, 20 maja 2017
Od Hoki CD Wszystkich młodych wader
Spacer był przepiękny! Ciepłe promienie słońca przeniosły przez gęste korony drzew. W powietrzu unosił się cudowny zapach kwitnących kwiatów. Wszędzie dookoła las budził się do życia. Co chwilę jakiś ptak rozpoczynał swoją arię i nagle milkł wtedy odpowiadał mu kolejny jakby chcąc zakończyć opowieść pierwszego. Przez ten nieustanny trel w lesie zrobiło się naprawdę gwarno. Poza naszymi opieżonymi przyjaciółmi wszędzie roiło się od kwiatów, drzew, trawy, saren, jeleni, dzików, królików i zajęcy. Czasem po pniu zbierała ruda wiewiórka. Szłyśmy raźno przed siebie nie przejmując się kąpletnie niczym. Nagle wpadłam w bagno. Rzuciłam się w przód Ale ono trzymało mocno. Wciągało mnie powoli i nieubłaganie. Pisnęłam z przerażenia. moje towarzyszki spojrzały na mnie i od razu podjęły akcję ratunkową. Po długich staraniach w końcu udało się nam wydostać mnie z tej cuchnącej brei. Byłam wystraszona, mokra, brudna i wyczerpana. Nie wspominając o głodzie jaki wszystkie odczuwałyśmy.
- Myślę, że powinniśmy wracać - zaproponowałam
- Zgadzam się z tobą - odparła Elenda
- Tylko, że jest mały problem... - wtrąciła się Aditi - nie mam pojęcia gdzie jesteśmy
No super. Zgubiłyśmy się. Nagle coś mokrego i ciężkiego spadło mi na nos. Deszcz. Nie, nie, jednak burza. Ups...
< Wybaczcie, że tak długo >
- Myślę, że powinniśmy wracać - zaproponowałam
- Zgadzam się z tobą - odparła Elenda
- Tylko, że jest mały problem... - wtrąciła się Aditi - nie mam pojęcia gdzie jesteśmy
No super. Zgubiłyśmy się. Nagle coś mokrego i ciężkiego spadło mi na nos. Deszcz. Nie, nie, jednak burza. Ups...
< Wybaczcie, że tak długo >
czwartek, 18 maja 2017
Ogłoszenia!
Drogie wilki!
Jako, że nieco tu deda ogłaszam ewent. A raczej obowiązek, KAŻDY Z WILKÓW musi napisać opowiadanie do PONIEDZIAŁKU! Dokładniej do godziny 22. Jeśli dany wilk tego nie zrobi zostanie umieszczony w wilkach zagrożonych. Oczywiście nie tyczy się to osób nieobecnych. Pamiętajcie, że nie powinno się zgłaszać nieobecności tylko dla tego, że brakuje wam weny. Na chwilę obecną macie tu listę, którą warto przejrzeć.
Wilki zagrożone:
- Saito (ostatnia szansa!)
- Isil
- Midale Rafe
Wilki z koniecznością napisania:
- Aditi
- Aris
- Carey
- Dena
- Elios
- Hoki
- Valdo
- Yamis
Wilki nieobecne:
- Aidana
- Akkarin
- Aurelia
- Azrael
- Elenda
- Hrívë
- Lenardo
- Shaitan
A teraz przyjemniejsza część. Wszyscy głosowali jaką chcą muzykę. I jak mogliście zobaczyć zdecydowanie wygrała muzyka filmowa. Proszę każdego wilka o podesłanie mi utworów lub paru utworów trwających ŁĄCZNIE nie więcej niż 7 minut!
Dziękuję za uwagę i miłego dnia!
Alfa Hoki
Jako, że nieco tu deda ogłaszam ewent. A raczej obowiązek, KAŻDY Z WILKÓW musi napisać opowiadanie do PONIEDZIAŁKU! Dokładniej do godziny 22. Jeśli dany wilk tego nie zrobi zostanie umieszczony w wilkach zagrożonych. Oczywiście nie tyczy się to osób nieobecnych. Pamiętajcie, że nie powinno się zgłaszać nieobecności tylko dla tego, że brakuje wam weny. Na chwilę obecną macie tu listę, którą warto przejrzeć.
Wilki zagrożone:
- Saito (ostatnia szansa!)
- Isil
- Midale Rafe
Wilki z koniecznością napisania:
- Aditi
- Aris
- Carey
- Dena
- Elios
- Hoki
- Valdo
- Yamis
Wilki nieobecne:
- Aidana
- Akkarin
- Aurelia
- Azrael
- Elenda
- Hrívë
- Lenardo
- Shaitan
A teraz przyjemniejsza część. Wszyscy głosowali jaką chcą muzykę. I jak mogliście zobaczyć zdecydowanie wygrała muzyka filmowa. Proszę każdego wilka o podesłanie mi utworów lub paru utworów trwających ŁĄCZNIE nie więcej niż 7 minut!
Dziękuję za uwagę i miłego dnia!
Alfa Hoki
poniedziałek, 15 maja 2017
Od Cajsim CD Carey, Dena,Midale
Po ścianach jaskini odbiło się echo bezradnego płaczu. Nigdy nie widziałam Carey w takim stanie. Carey zawsze była silna, jak widać zbyt długo i coś ją przerosło. Bez dłuższego zastanowienia pobiegłam w jej kierunku.
-Car,co ci jest?-zapytałam serdecznym i ciepłym głosem.Długo się nie odzywała i próbowała jakby opanować płacz. Powiedziała jednak tylko tyle:
-Midale...Akkarin...wszyscy są tacy beznadziejni...-wyrzekła te słowa przez płacz,a potem znowu z jej twarzy pociekły łzy.
-Hej? Co ma do tego Akkarin?-zaskoczyło mnie to. Co Midale miał wspólnego z Akkarinem?
-On cię zostawił...
-To nie tak,on...
-Zostawił cię i tyle,poszedł w długą i zostawił cię na pastwę losu...
-On musiał odejść,to nie tak jak myślisz...
-Przestań to sobie wmawiać! Tylko się zaślepiasz,wszyscy faceci są beznadziejni.
-Co masz na myśli? Co takiego się stało?-sprawa była dosyć zagadkowa. Podejrzewałam że , Midale i Carey byli kiedyś parą,a potem coś musiało się stać...tylko czemu akurat TERAZ Carey się tym martwi? Wydaje mi się że to się stało dawno....
Carey nic nie odpowiedziała na moje rozmyślania,stwierdziłam więc,że nie ma sensu jej naciskać,jak będzie chciała to powie.Biedna Caruś...chciałam coś dla niej zrobić,ale mogłam jedynie ją pocieszać...
-Caruś,nie martw się...wszystko będzie dobrze...
-Nie...nie będzie dobrze, nic nie będzie dobrze puki ON tu jest...
-Razem coś wymyślimy,jestem pewna.Wiem że Midale...
-Nie wypowiadaj JEGO imienia!- przerwała mi Car wściekłym głosem.
Nie odzywałam się.Nie było sensu nic mówić.Carey musiała sama się uspokoić. Uśmiechnęłam się tylko do niej serdecznie i dałam znak żeby usiadła bliżej ognia. Posłuchała mnie,a ja dołożyłam kilka gałęzi do paleniska.Czerwone iskry skoczyły spod rozrzażonych drew pod sklepienie jaskini.Ogień przyjemnie grzał, a płomienie oświetlały ściany mojej jaskini.Podałam Carey gorący ziołowy napar,z początku ze wstrętem spojrzała na parujący kubek,jednak po chwili przekonała się i razem popijałyśmy herbatę z ziół.
Wkrótce Carey trochę się uspokoiła i przestała płakać. Zdobyła się nawet na lekki uśmiech.Wskazując na nocne niebo powiedziałam:
-Piękny jest dzisiaj księżyc prawda?
-Tak,zdaje się że dzisiaj pełnia...
-Chyba tak.
Przez dłuższy czas wpatrywałyśmy się w srebrną tarczę.W jaskini słychać było jedynie trzask ogniska i odległe pohukiwania sowy.Nagle Car odezwała się:
-Życie to wieczny labirynt, nigdy nie wiesz na co trafisz.
-Ta ,coś w tym jest.
-Czuję się zdecydowanie lepiej.
-Bardzo mnie to cieszy.
-Ale nadal pewna sprawa nie daje mi spokoju...
-Mów.
-No bo...ten...Midale i ja byliśmy kiedyś razem i naprawdę myślałam, że on mnie kocha i ja go kocham,ale przyszedł taki dzień...-przy tych słowach Carey posmutniała,jednak po chwili kontynuowała swoją opowieść-przyszedł taki dzień...było rano,a go ja nie znalazłam go przy mnie,znalazłam tylko list:" Wybacz mi Caruś, ale nie możemy się już dłużej oszukiwać że kiedyś będziemy razem szczęśliwi. Odchodzę, nie szukaj mnie. Ułóż sobie życie z kimś innym i postaraj się zapomnieć że kiedyś mnie znałaś." Tak ,dokładnie tak to brzmiało,pamiętam doskonale ten dzień. Czułam się wtedy okropnie,byłam smutna i wściekła na niego...a teraz po latach kiedy go spotkałam zwrócił się do mnie: "Caruś" tak jakby nic się nie stało,jakbyśmy byli zawsze razem...
-Przykro mi. Naprawdę,bardzo mi przykro.Nie wiedziałam o tym.
-Jak on mógł? Jak mógł mi to zrobić?
-Nie mam pojęcia.Zachował się podle.
-Masz rację Cajsim.Bardzo podle...
-Ale nie myśl już o tym. Nie zamartwiaj się...
-Łatwo ci mówić!-zdenerwowała się Carey,jednak po chwili powiedziała- Przepraszam...dziś mam bardzo stresujący dzień...wiem,że chcesz pomóc.
-Rozumiem, nie masz za co przpraszać.
-W sumie ty też masz ciężkie życie:Najpierw śmierć Yo,potem odejście Akkarina...
-Tak...każdy ma ciężko...ale wierzę,że on naprawdę wróci.On zawsze do mnie wraca.-mówiąc to uśmiechnęłam się lekko.
-Ta...do mnie też wraca...-powiedziała Car z ironicznym uśmieszkiem. Przez dłuższą chwilę panowało milczenie,jednak Car je przerwała:
-A ty...
-Tak?
-Ty...nadal chcesz zabić Midale?
-Wiesz...chyba jednak go oszczędzę. Niektóre wydarzenia dały mi trochę do myślenia i myślę że dam mu jeszcze jedną szansę...
-To dobrze.-Carey pokiwała głową ze zrozumieniem.
-No cóż...późno się zrobiło.Chodźmy spać,jutro poczujemy się lepiej.
-Cajsim?
-Tak?
-Mogę zostać u ciebie na noc? Jest tak późno, a ja nie chcę wracać do pustej i zimnej jaskini.
-Oczywiście.Tu masz wolne legowisko.Blisko ognia więc powinno być ciepło.-powiedziałam wskazując na pled leżący obok ogniska. Szybko się położyłyśmy. Rozmyślałam jeszcze chwilę o tym co się stało wpatrując się w srebrną tarczę księżyca,potem jednak szybko zmorzył mnie sen.
<Carey? Dena? Midale? Kto teraz? Przepraszam,że tyle musieliście czekać,nie miałam pomysłu.Mam nadzieję że wam się podoba.:)>
-Car,co ci jest?-zapytałam serdecznym i ciepłym głosem.Długo się nie odzywała i próbowała jakby opanować płacz. Powiedziała jednak tylko tyle:
-Midale...Akkarin...wszyscy są tacy beznadziejni...-wyrzekła te słowa przez płacz,a potem znowu z jej twarzy pociekły łzy.
-Hej? Co ma do tego Akkarin?-zaskoczyło mnie to. Co Midale miał wspólnego z Akkarinem?
-On cię zostawił...
-To nie tak,on...
-Zostawił cię i tyle,poszedł w długą i zostawił cię na pastwę losu...
-On musiał odejść,to nie tak jak myślisz...
-Przestań to sobie wmawiać! Tylko się zaślepiasz,wszyscy faceci są beznadziejni.
-Co masz na myśli? Co takiego się stało?-sprawa była dosyć zagadkowa. Podejrzewałam że , Midale i Carey byli kiedyś parą,a potem coś musiało się stać...tylko czemu akurat TERAZ Carey się tym martwi? Wydaje mi się że to się stało dawno....
Carey nic nie odpowiedziała na moje rozmyślania,stwierdziłam więc,że nie ma sensu jej naciskać,jak będzie chciała to powie.Biedna Caruś...chciałam coś dla niej zrobić,ale mogłam jedynie ją pocieszać...
-Caruś,nie martw się...wszystko będzie dobrze...
-Nie...nie będzie dobrze, nic nie będzie dobrze puki ON tu jest...
-Razem coś wymyślimy,jestem pewna.Wiem że Midale...
-Nie wypowiadaj JEGO imienia!- przerwała mi Car wściekłym głosem.
Nie odzywałam się.Nie było sensu nic mówić.Carey musiała sama się uspokoić. Uśmiechnęłam się tylko do niej serdecznie i dałam znak żeby usiadła bliżej ognia. Posłuchała mnie,a ja dołożyłam kilka gałęzi do paleniska.Czerwone iskry skoczyły spod rozrzażonych drew pod sklepienie jaskini.Ogień przyjemnie grzał, a płomienie oświetlały ściany mojej jaskini.Podałam Carey gorący ziołowy napar,z początku ze wstrętem spojrzała na parujący kubek,jednak po chwili przekonała się i razem popijałyśmy herbatę z ziół.
Wkrótce Carey trochę się uspokoiła i przestała płakać. Zdobyła się nawet na lekki uśmiech.Wskazując na nocne niebo powiedziałam:
-Piękny jest dzisiaj księżyc prawda?
-Tak,zdaje się że dzisiaj pełnia...
-Chyba tak.
Przez dłuższy czas wpatrywałyśmy się w srebrną tarczę.W jaskini słychać było jedynie trzask ogniska i odległe pohukiwania sowy.Nagle Car odezwała się:
-Życie to wieczny labirynt, nigdy nie wiesz na co trafisz.
-Ta ,coś w tym jest.
-Czuję się zdecydowanie lepiej.
-Bardzo mnie to cieszy.
-Ale nadal pewna sprawa nie daje mi spokoju...
-Mów.
-No bo...ten...Midale i ja byliśmy kiedyś razem i naprawdę myślałam, że on mnie kocha i ja go kocham,ale przyszedł taki dzień...-przy tych słowach Carey posmutniała,jednak po chwili kontynuowała swoją opowieść-przyszedł taki dzień...było rano,a go ja nie znalazłam go przy mnie,znalazłam tylko list:" Wybacz mi Caruś, ale nie możemy się już dłużej oszukiwać że kiedyś będziemy razem szczęśliwi. Odchodzę, nie szukaj mnie. Ułóż sobie życie z kimś innym i postaraj się zapomnieć że kiedyś mnie znałaś." Tak ,dokładnie tak to brzmiało,pamiętam doskonale ten dzień. Czułam się wtedy okropnie,byłam smutna i wściekła na niego...a teraz po latach kiedy go spotkałam zwrócił się do mnie: "Caruś" tak jakby nic się nie stało,jakbyśmy byli zawsze razem...
-Przykro mi. Naprawdę,bardzo mi przykro.Nie wiedziałam o tym.
-Jak on mógł? Jak mógł mi to zrobić?
-Nie mam pojęcia.Zachował się podle.
-Masz rację Cajsim.Bardzo podle...
-Ale nie myśl już o tym. Nie zamartwiaj się...
-Łatwo ci mówić!-zdenerwowała się Carey,jednak po chwili powiedziała- Przepraszam...dziś mam bardzo stresujący dzień...wiem,że chcesz pomóc.
-Rozumiem, nie masz za co przpraszać.
-W sumie ty też masz ciężkie życie:Najpierw śmierć Yo,potem odejście Akkarina...
-Tak...każdy ma ciężko...ale wierzę,że on naprawdę wróci.On zawsze do mnie wraca.-mówiąc to uśmiechnęłam się lekko.
-Ta...do mnie też wraca...-powiedziała Car z ironicznym uśmieszkiem. Przez dłuższą chwilę panowało milczenie,jednak Car je przerwała:
-A ty...
-Tak?
-Ty...nadal chcesz zabić Midale?
-Wiesz...chyba jednak go oszczędzę. Niektóre wydarzenia dały mi trochę do myślenia i myślę że dam mu jeszcze jedną szansę...
-To dobrze.-Carey pokiwała głową ze zrozumieniem.
-No cóż...późno się zrobiło.Chodźmy spać,jutro poczujemy się lepiej.
-Cajsim?
-Tak?
-Mogę zostać u ciebie na noc? Jest tak późno, a ja nie chcę wracać do pustej i zimnej jaskini.
-Oczywiście.Tu masz wolne legowisko.Blisko ognia więc powinno być ciepło.-powiedziałam wskazując na pled leżący obok ogniska. Szybko się położyłyśmy. Rozmyślałam jeszcze chwilę o tym co się stało wpatrując się w srebrną tarczę księżyca,potem jednak szybko zmorzył mnie sen.
<Carey? Dena? Midale? Kto teraz? Przepraszam,że tyle musieliście czekać,nie miałam pomysłu.Mam nadzieję że wam się podoba.:)>
sobota, 13 maja 2017
Od Arisa i Valdo do Yamisa
Wybuchłem śmiechem, ta sytuacja była naprawdę dla mnie zabawna. Byłem strażnikiem więziennym za kratami, a w dotaku była to cela po Midale. Życie lubiło sobie ze mnie żartować. Jednak najbardziej mnie bawiło podejście Caj, była łatwowierna, z łatwością mogłem jej wmówić że chcę tutaj rządzić a ona mi wierzyła. To było naprawdę zabawne. Jedyną rzeczą na której mi tak naprawdę zależało to zabić Midale. Jednak jeszcze mi się to niestety nie udało. Nienawidziłem go z całego serca, zniszczył mi moją pozycję. Kiedyś to ja byłem tym którego Pagdumot szanował najbardziej, zależało mu na mnie do tego stopnia że pozwolił mi nie składać przysięgi byle bym tylko się przyłączył. A potem nagle zjawia się on, młody, zdolny, i pełny nienawiści i niszczy mi wszystko, po czym uznaje że źle zrobił i zdradza. Spojrzałem w stronę wyjścia z celi.
-Kiedyś cię dopadnę, a wtedy nawet Dena ci nie pomoże- warknąłem wściekle.
Tak, ale najpierw muszę się jakoś stąd wydostać. Gdyby nie te bariery było by to bardzo łatwe. Jednak były one dosyć silne, jedyny sposób w jaki można je było złamać to zwarcie, tylko w jaki sposób mam niby je osiągnąć?
Usłyszałem czyjeś ciche kroki, szedł w moją stronę. Podszedłem do krat i zobaczyłem jak z pomiędzy nich wyłania się szczeniak Deny. Miał spore nietoperze skrzydła i był fioletowo-biały, zauważyłem też niewielkie rogi. Podszedł do mojej celi i się zatrzymał. Przez chwilę patrzył na mnie lodowatym wzrokiem, po czym usiadł i wreszcie się odezwał.
- Kim jesteś?
-Kimś na pewno- uśmiechnąłem się lekko- a co ty tu robisz?
-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie- powiedział surowo dziecinnym głosem.
-Ty też mi nie odpowiedziałeś więc jesteśmy kwita.
-Kim jesteś?- znowu zapytał- widziałem cię już, ale nie wiem kim jesteś.
Spojrzałem na niego dziwnie, po co on przylazł do więzienia pytać o tak nudne rzeczy przecież mógł zapytać pierwszego lepszego wilka o więźniów.
-Jestem jedynym więźniem osadzonym tutaj słusznie- odpowiedziałem po chwili.
-Jak masz na imię?- zapytał.
-Jak długo będziesz mnie zasypywać pytaniami?- warknąłem zniecierpliwiony.
-Aż mi się nie znudzi- odparł bez zastanowienia.
-Nie masz nic do roboty dzieciaku? Idź się pobawić.
-Nie lubię.
Przyjrzałem mu się dokładniej, był dziwny, inny niż wszystkie szczeniaki tej watahy.
-Co z tobą nie tak?- zapytałem półgłosem
-Nie wiem, ale podoba mi się to- powiedział z wręcz chorym uśmiechem.
-Czego ty ode mnie chcesz-westchnąłem.
-Chcę wiedzieć kim jesteś.
-Aris- odparłem krótko.
Młody się znowu uśmiechną, tym razem jednak radośnie.
-Wiedziałem!!!
-To po co pytałeś?
-Chciałem się upewnić.
-To pójdziesz już sobie?-zapytałem z nadzieją w głosie
-Nie.
Spojrzałem na niego wściekle. Ten dzieciak dział mi na nerwy coraz bardziej. Miałem tyle ważnych rzeczy do obmyślenia. Zemsta na Midale, a przede wszystkim musiałem się wydostać zza krat i kilku mocnych barier. Kraty co prawda nie stanowiły dla mnie żadnego problemu ale bariery owszem. Jedyne co mogło mnie zza nich uwolnić to bardzo mocne zwarcie umysłów albo takie zwyczajne za pomocą elektryczności. Spojrzałem na szczeniaka i wtedy coś mnie uderzyło.
***
Stałem i w milczeniu patrzyłem na Arisa. Ten był wyraźnie na czymś skupiony. W pewnym momencie spojrzał na mnie dziwnie i powiedział.
-Podejdziesz trochę bliżej?- zapytał.
Poczułem jak pod moimi łapami przebiegło coś, jakby delikatne wyładowanie elektryczne. Pomimo tego zrobiłem to o co mnie prosił. Wtedy stało się coś niesamowitego. Suchy trzask był cichy, po nim nastąpiło coś czego nie umiem opisać. To było jak wielka fala energii która cisnęła mną i nim o ścianę. Szybko się zerwałem i zobaczyłem jak on powoli wstaje i zamienia kraty w szkło po czym je po prostu stłukł wbiegając na nie. Kawałki szkła powbijały się w jego skrzydła. Wzbił się w powietrze i ruszył w kierunku jedynego źródła światła w tym lochu. W kierunku świetlika w suficie i wyleciał przez niego. Usłyszałem w swoim umyśle jeszcze jego głos.
-Dziękuję młody, kiedyś się odwdzięczę.
Nie wiem czemu ale poczułem nagły przypływ podziwu dla Arisa.
Wtedy do więzienia wpadł Midale z moim bratem.
Yamis?
-Kiedyś cię dopadnę, a wtedy nawet Dena ci nie pomoże- warknąłem wściekle.
Tak, ale najpierw muszę się jakoś stąd wydostać. Gdyby nie te bariery było by to bardzo łatwe. Jednak były one dosyć silne, jedyny sposób w jaki można je było złamać to zwarcie, tylko w jaki sposób mam niby je osiągnąć?
Usłyszałem czyjeś ciche kroki, szedł w moją stronę. Podszedłem do krat i zobaczyłem jak z pomiędzy nich wyłania się szczeniak Deny. Miał spore nietoperze skrzydła i był fioletowo-biały, zauważyłem też niewielkie rogi. Podszedł do mojej celi i się zatrzymał. Przez chwilę patrzył na mnie lodowatym wzrokiem, po czym usiadł i wreszcie się odezwał.
- Kim jesteś?
-Kimś na pewno- uśmiechnąłem się lekko- a co ty tu robisz?
-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie- powiedział surowo dziecinnym głosem.
-Ty też mi nie odpowiedziałeś więc jesteśmy kwita.
-Kim jesteś?- znowu zapytał- widziałem cię już, ale nie wiem kim jesteś.
Spojrzałem na niego dziwnie, po co on przylazł do więzienia pytać o tak nudne rzeczy przecież mógł zapytać pierwszego lepszego wilka o więźniów.
-Jestem jedynym więźniem osadzonym tutaj słusznie- odpowiedziałem po chwili.
-Jak masz na imię?- zapytał.
-Jak długo będziesz mnie zasypywać pytaniami?- warknąłem zniecierpliwiony.
-Aż mi się nie znudzi- odparł bez zastanowienia.
-Nie masz nic do roboty dzieciaku? Idź się pobawić.
-Nie lubię.
Przyjrzałem mu się dokładniej, był dziwny, inny niż wszystkie szczeniaki tej watahy.
-Co z tobą nie tak?- zapytałem półgłosem
-Nie wiem, ale podoba mi się to- powiedział z wręcz chorym uśmiechem.
-Czego ty ode mnie chcesz-westchnąłem.
-Chcę wiedzieć kim jesteś.
-Aris- odparłem krótko.
Młody się znowu uśmiechną, tym razem jednak radośnie.
-Wiedziałem!!!
-To po co pytałeś?
-Chciałem się upewnić.
-To pójdziesz już sobie?-zapytałem z nadzieją w głosie
-Nie.
Spojrzałem na niego wściekle. Ten dzieciak dział mi na nerwy coraz bardziej. Miałem tyle ważnych rzeczy do obmyślenia. Zemsta na Midale, a przede wszystkim musiałem się wydostać zza krat i kilku mocnych barier. Kraty co prawda nie stanowiły dla mnie żadnego problemu ale bariery owszem. Jedyne co mogło mnie zza nich uwolnić to bardzo mocne zwarcie umysłów albo takie zwyczajne za pomocą elektryczności. Spojrzałem na szczeniaka i wtedy coś mnie uderzyło.
***
Stałem i w milczeniu patrzyłem na Arisa. Ten był wyraźnie na czymś skupiony. W pewnym momencie spojrzał na mnie dziwnie i powiedział.
-Podejdziesz trochę bliżej?- zapytał.
Poczułem jak pod moimi łapami przebiegło coś, jakby delikatne wyładowanie elektryczne. Pomimo tego zrobiłem to o co mnie prosił. Wtedy stało się coś niesamowitego. Suchy trzask był cichy, po nim nastąpiło coś czego nie umiem opisać. To było jak wielka fala energii która cisnęła mną i nim o ścianę. Szybko się zerwałem i zobaczyłem jak on powoli wstaje i zamienia kraty w szkło po czym je po prostu stłukł wbiegając na nie. Kawałki szkła powbijały się w jego skrzydła. Wzbił się w powietrze i ruszył w kierunku jedynego źródła światła w tym lochu. W kierunku świetlika w suficie i wyleciał przez niego. Usłyszałem w swoim umyśle jeszcze jego głos.
-Dziękuję młody, kiedyś się odwdzięczę.
Nie wiem czemu ale poczułem nagły przypływ podziwu dla Arisa.
Wtedy do więzienia wpadł Midale z moim bratem.
Yamis?
Od Midale do Carey, Cajsim, Arisa, Yamisa i Valdo
Delikatnie wysunąłem łapę spod jej głowy i powoli wstałem. Znowu zasnęła, była taka piękna. Nie widziałem jej ale pamiętałem doskonale jak wyglądała. Ruszyłem w kierunku wyjścia. Kiedy stanąłem na zewnątrz usłyszałem delikatny szelest i znajomy głos.
-Co z moją mamą?- zapytał Yamis smutnym głosem.
Westchnąłem, wahałem się pomiędzy prawdą a delikatnym jej przebarwieniem. Jednak wiedziałem że on by mnie rozgryzł i uznał za kłamcę.
-Chyba z tego wyjdzie- odpowiedziałem.
Odpowiedziało mi ciche westchnienie. Jednak zdziwiło mnie coś. On przyszedł tu sam, nie nie to było dziwne. Gdzie w takim razie podziewał się jego brat? Postanowiłem o to zapytać jednak on mnie wyprzedził. Odpowiedział mi zanim zdążyłem coś powiedzieć.
-Valdo nie chciał iść ze mną, poszedł do więzienia.
-Co?- wręcz wykrzyknąłem, zawsze był dziwny ale tym razem przeszedł sam siebie- po co?
-Powiedział że chce poznać Arisa.
-Co?!- teraz już wrzasnąłem- musimy tam iść, natychmiast.
Ruszyłem szybko w stronę lochów a Yamis ruszył za mną.
Kiedy tam dotarłem usłyszałem tylko suchy trzask i a potem dźwięk tłuczonego szkła. Przyśpieszyłem, Aris był wolny, czułem to. Kiedy dotarłem przed jego celę usłyszałem głos Valdo.
-On jest niesamowity- powiedział z zachwytem.
kto teraz?
-Co z moją mamą?- zapytał Yamis smutnym głosem.
Westchnąłem, wahałem się pomiędzy prawdą a delikatnym jej przebarwieniem. Jednak wiedziałem że on by mnie rozgryzł i uznał za kłamcę.
-Chyba z tego wyjdzie- odpowiedziałem.
Odpowiedziało mi ciche westchnienie. Jednak zdziwiło mnie coś. On przyszedł tu sam, nie nie to było dziwne. Gdzie w takim razie podziewał się jego brat? Postanowiłem o to zapytać jednak on mnie wyprzedził. Odpowiedział mi zanim zdążyłem coś powiedzieć.
-Valdo nie chciał iść ze mną, poszedł do więzienia.
-Co?- wręcz wykrzyknąłem, zawsze był dziwny ale tym razem przeszedł sam siebie- po co?
-Powiedział że chce poznać Arisa.
-Co?!- teraz już wrzasnąłem- musimy tam iść, natychmiast.
Ruszyłem szybko w stronę lochów a Yamis ruszył za mną.
Kiedy tam dotarłem usłyszałem tylko suchy trzask i a potem dźwięk tłuczonego szkła. Przyśpieszyłem, Aris był wolny, czułem to. Kiedy dotarłem przed jego celę usłyszałem głos Valdo.
-On jest niesamowity- powiedział z zachwytem.
kto teraz?
Od Deny CD Midale, Cajsin, Arisa i Carey
Ciemność. Jedyne co jest poza nią, to wszechobecny ból. To nie była śmierć, jeszcze nie, wiedziałam o tym.
Zaczynałam odzyskiwać pozostałe zmysły ale gdy chciałam otworzyć oczy czy się nawet poruszyć, zwyczajnie coś mnie powstrzymywało. W końcu jednak lekko otworzyłam oczy jednak zamiast kolorów, widziałam jedynie wszystko rozmyte i to w czerwieni. Och, to chyba krew, chyba za dużo jej straciłam i dlatego jest w moich oczach. Próba ruchu zakończyła się jękiem bólu i wówczas ktoś się poruszył gdzieś obok.
-Obudziłaś się- Midale westchnął tuż nad moją głową. Powoli spojrzałam nad siebie, chociaż leżał unosił głowę nad ziemią i próbował chyba mnie namierzyć. Czyli znowu stracił wzrok. Posmutniałam z tego powodu.
-Co się stało?
-Jakiś opętany wilk zaatakował nas jak poszłaś za mną, zostałaś przebita na wylot kryształem. Cajsim z resztą przeniosły cię i zaczęły próbować ratować ci życie. Udało im się ale jest mała luka...
-Więc byłam szaszłykiem- próba parsknięcia śmiechem skończyła się na okropnym bólu.- Co to za luka?
-W środku wszystko masz uleczone... Ale nie udało im się załatać dziury- powiedział z oporami.
-Czyli mam dziurę i widać mi wszystko?- Zapytałam się słabo nie patrząc na siebie. Przytaknął. Przez chwilę panowała cisza zanim nie położył się z powrotem ale nieco bliżej mnie wystawiając łapy. Wówczas przyszła Beta.
-Midale, wiesz co wkrótce będzie- powiedziała na dzień dobry. Spojrzałam na nią.
-Cajsim, zrobisz coś dla mnie? Proszę?
-Wiem, że nigdy nie prosiłaś o coś mnie- westchnęła.- Co mogę dla ciebie zrobić?
-Czy... Czy mogłabyś wstrzymać się z wyrokiem na Midale aż wyzdrowieję? Proszę, to mój najcenniejszy przyjaciel- wymigałam jej z błaganiem w oczach. Była w szoku.
-Czemu tego chcesz?- Pokazałam jej, że wyjaśnię to później bo potrzebowałam jeszcze paru informacji dla siebie aby mieć wszystko czarno na białym. Westchnęła w odpowiedzi i niechętnie się zgodziła. Zbierała się do wyjścia kiedy rzuciła jeszcze na odchodnym- tylko następnym razem musisz mi to powiedzieć.
Lekko kiwnęłam głową na znak zgody i wyszła. Znowu zostaliśmy sami.
-O co prosiłaś?- Spytał się szeptem.
-Cii, zostawmy to.- Jego łapa drżąc przysunęła się bliżej mojej, rozczuliło mnie to. Delikatnym ruchem zakryłam swoją łapą jego.
-Mogłaś zginąć- jęknął.
-Heh, jestem uparta mój drogi Midale. Tak śpieszno nie wybieram się na drugą stronę- uśmiechnęłam się lekko i ostrożnie przesunęłam ku jemu głowę. Czyżby to był jakiś odruch, że wolną łapą przysunął się bliżej, podkładając mi ją pod głowę? Nie wiem ale chciałam go jakoś pocieszyć. Był bardzo ciepły, tak, że wkrótce zaczęłam przysypiać...
Midale czy ktuś inny?
Zaczynałam odzyskiwać pozostałe zmysły ale gdy chciałam otworzyć oczy czy się nawet poruszyć, zwyczajnie coś mnie powstrzymywało. W końcu jednak lekko otworzyłam oczy jednak zamiast kolorów, widziałam jedynie wszystko rozmyte i to w czerwieni. Och, to chyba krew, chyba za dużo jej straciłam i dlatego jest w moich oczach. Próba ruchu zakończyła się jękiem bólu i wówczas ktoś się poruszył gdzieś obok.
-Obudziłaś się- Midale westchnął tuż nad moją głową. Powoli spojrzałam nad siebie, chociaż leżał unosił głowę nad ziemią i próbował chyba mnie namierzyć. Czyli znowu stracił wzrok. Posmutniałam z tego powodu.
-Co się stało?
-Jakiś opętany wilk zaatakował nas jak poszłaś za mną, zostałaś przebita na wylot kryształem. Cajsim z resztą przeniosły cię i zaczęły próbować ratować ci życie. Udało im się ale jest mała luka...
-Więc byłam szaszłykiem- próba parsknięcia śmiechem skończyła się na okropnym bólu.- Co to za luka?
-W środku wszystko masz uleczone... Ale nie udało im się załatać dziury- powiedział z oporami.
-Czyli mam dziurę i widać mi wszystko?- Zapytałam się słabo nie patrząc na siebie. Przytaknął. Przez chwilę panowała cisza zanim nie położył się z powrotem ale nieco bliżej mnie wystawiając łapy. Wówczas przyszła Beta.
-Midale, wiesz co wkrótce będzie- powiedziała na dzień dobry. Spojrzałam na nią.
-Cajsim, zrobisz coś dla mnie? Proszę?
-Wiem, że nigdy nie prosiłaś o coś mnie- westchnęła.- Co mogę dla ciebie zrobić?
-Czy... Czy mogłabyś wstrzymać się z wyrokiem na Midale aż wyzdrowieję? Proszę, to mój najcenniejszy przyjaciel- wymigałam jej z błaganiem w oczach. Była w szoku.
-Czemu tego chcesz?- Pokazałam jej, że wyjaśnię to później bo potrzebowałam jeszcze paru informacji dla siebie aby mieć wszystko czarno na białym. Westchnęła w odpowiedzi i niechętnie się zgodziła. Zbierała się do wyjścia kiedy rzuciła jeszcze na odchodnym- tylko następnym razem musisz mi to powiedzieć.
Lekko kiwnęłam głową na znak zgody i wyszła. Znowu zostaliśmy sami.
-O co prosiłaś?- Spytał się szeptem.
-Cii, zostawmy to.- Jego łapa drżąc przysunęła się bliżej mojej, rozczuliło mnie to. Delikatnym ruchem zakryłam swoją łapą jego.
-Mogłaś zginąć- jęknął.
-Heh, jestem uparta mój drogi Midale. Tak śpieszno nie wybieram się na drugą stronę- uśmiechnęłam się lekko i ostrożnie przesunęłam ku jemu głowę. Czyżby to był jakiś odruch, że wolną łapą przysunął się bliżej, podkładając mi ją pod głowę? Nie wiem ale chciałam go jakoś pocieszyć. Był bardzo ciepły, tak, że wkrótce zaczęłam przysypiać...
Midale czy ktuś inny?
Subskrybuj:
Posty (Atom)