poniedziałek, 22 maja 2017

Od Valdo, Arisa, Midale, Isil i Carey (równoległa rzeczywistość nie dziwić się że każdy jest tu kimś zupełnie innym)


Powoli otworzył oczy, miał wrażenie że zaraz ból mu rozsadzi głowę. Jedyne co go zmotywowało do zwleczenia się z łóżka to palące pragnienie. Wstał chwiejnie i rozejrzał się po pokoju. Wszędzie walały się puszki po piwie, puste butelki wódki i oczywiście zgniecione butelki po coli. Przeniósł spojrzenie na zegarek i z przerażeniem stwierdził że już 7: 20. Pędem pognał do łazienki i ochlapał twarz wodą. Zobaczył swoje odbicie w lustrze, miał ledwie zakrzepniętą długą ranę na twarzy. Spróbował sobie przypomnieć czemu ją zawdzięczał ale alkohol skutecznie wymazał mu większość wspomnień z niedzielnego wieczoru. Wziął szybki prysznic i w biegu zakładając ubranie wybił solidną szklankę kranówy. Zapomniał zawiązać krawatu, który bezwładnie dyndał mu na szyi i krzywo zapiął koszulę ale to nie było ważne, teraz liczyły się tylko kluczyki do samochodu. Znalazł je dosyć szybko, Aris był raczej porządnym człowiekiem i zawsze wszystko odkładał na miejsce. Wypadł z niewielkiej ale na bogato urządzonej kawalerki i ruszył do podziemnego parkingu. Wsiadł do swojego ukochanego Ferrari FF. Spojrzał w lusterko i poprawił krawat i koszulę. Wsadził kluczyki do stacyjki i ruszył. Ryk silnika spowodował nową falę rozdzierającego bólu. Przymkną oczy i zacisną zęby, musiał się zebrać w sobie. Może i jest prezesem ale mimo tego nie powinien się spóźniać. Wreszcie ruszył, po drodze zastanawiał się co go opętało żeby robić u siebie w domu taką zakrapianą imprezę ale nie znalazł żadnego dobrego wytłumaczenia. Zjechał do kolejnego parkingu podziemnego i zaparkował omal nie waląc w jakiś słup. Wygramolił się niezgrabnie z samochodu i ruszył do windy. Wcisną guzik i czekał, miał wrażenie że minęła cała wieczność kiedy metalowe drzwi otworzyły się przed nim. Wszedł do środka i wcisną przycisk z numerem 27. Po kilku minutach dojechał na swoje piętro i ruszył przez wielkie pomieszczenie z wieloma rzędami boksów przy których pracowali ludzie do drzwi z napisem " Biuro prezesa". Pchną lekko drzwi i wkroczył do środka, na biurku leżała sterta papierów. Nie zwracając na nią większej uwagi rzucił się na krzesło. Nie miał zielonego pojęcia co on na tak dokuczliwym kacu tu robił, mógł przecież wziąć jeden dzień urlopu ale nie, oczywiście nie pomyślał o tym. Do pokoju wszedł jakiś mężczyzna, nie był co prawda tak elegancko ubrany jak Aris ale widać było że nie jest zwykłym pracownikiem. Spojrzał na swojego wspólnika i przyjrzał się sznycie na jego twarzy.
- Zaciąłeś się przy goleniu czy co?- wyciągną dłoń na powitanie.
Aris dźwigną się z krzesła i uścisną podaną dłoń.
-Akk, stary, nie wiem.
-Miałeś wczoraj widać niezłą popijawę w domu i pewnie oberwałeś- powiedział pół żartem pół serio.
-Może, ale to teraz nie ważne. Lepiej mi wyjaśnij czego dotyczy ta makulatura- powiedział Aris wskazując na stertę papierów na biurku.
-Tym razem to ja nie wiem, może Car coś wie, to w końcu ona jest za to odpowiedzialna. Zawołam ją.
Akkarin znikną w drzwiach. Po chwili do pomieszczenia weszła atrakcyjna szatynka o błękitnych oczach. Spojrzała uważnie na prezesa i powiedziała z troską w głosie.
-Kiepsko wyglądasz.
-Tak samo się czuję- spojrzał na nią beznamiętnie i wskazał na stos papiurów- wiesz czego one dotyczą?
-Nie wiem- podeszła do niego i spojrzała mu w oczy- ale mogę się dowiedzieć.
Chciał coś odpowiedzieć ale ona pocałowała go delikatnie w policzek, wzięła papiery do ręki i ruszyła do wyjścia. Aris był tym zaskoczony, rzecz jasna pozytywnie, to była jego największa miłość, ale nigdy nie miał śmiałości żeby jej to powiedzieć. A teraz ona zrobiła to co zrobiła. Zapomniał od razu o całym kacu. Carey odwróciła się w drzwiach i puściła mu oczko. Nie czekał, nie miał czasu, i też jako dobry handlowiec nie zamierzał zmarnować okazji. Wybiegł za nią i zastąpił jej drogę.
-Ehh- zaczął lekko zakłopotany, zawsze trochę się wstydził kobiet- masz jakieś plany na wieczór?
Car uśmiechnęła się promiennie.
-Nie mam, a co więcej dam się zaprosić na kolację do jakiegoś uroczego miejsca.
Aris stał wmurowany w podłogę, nie wierzył w to co się właśnie działo. To było zbyt piękne żeby było prawdziwe. Car wyminęła go i ruszyła w swoim kierunku.
W tym samym czasie kilka przecznic dalej swoją kwiaciarnię otwierał niepozorny ogrodnik. Wszedł przez drzwi, podciągną żaluzje wpuszczając do środka promienie słońca i przetoczył wzrokiem po kwiatach. Wciągną powietrze zaciągając się ich zapachem jak dymem papierosowym po czym wszedł za ladę. Bardzo lubił to miejsce, to było jego największe osiągnięcie. Co prawda kiedyś chciał zostać ogrodnikiem, i też się do tego kształcił ale jak zwykle coś mu w życiu nie wyszło i został kwiaciarzem. Chociaż to nie była jedyna rzecz jaka mu w życie nie wyszła. Jego żona zginęła 7 lat temu w katastrofie samolotowej i pozostawiła mu na wychowanie swoich dwóch synów z poprzedniego małżeństwa. Yamis był wtedy nastolatkiem i zniósł to nieco lepiej od swojego młodszego brata, na nim się to strasznie odbiło. Wcześniej był wręcz idealnym dzieckiem, a po tym wydarzeniu zaczął powoli opadać na samo dno żeby wreszcie te sześć lat później dostać kuratora i trafić do zakładu poprawczego za kradzieże i pobicia. Yamis za to był jego zaprzeczeniem, wzorowy uczeń który powoli i wytrwale wdrapywał się na sam szczyt. Midale czół że zawiódł na całej linii, beznadziejnie zastępował im ojca. Z zamyślenia wyrwał go odgłos otwieranych drzwi, do środka wmaszerowała sztywnym krokiem pani kurator. Podeszła do lady i lodowatym głosem wręcz wykrzyczała.
- Dzisiaj pana podopieczny uciekł z zakładu poprawczego.
Midale spojrzał na nią zrezygnowany, naprawdę jej nie znosił. Isil była naprawdę nieprzyjemną kobietą.
-A co ja mam z tym wspólnego?- jękną.
-Jest pan jego opiekunem prawnym.
Dalsza rozmowa bardziej przypominała przesłuchanie na komisariacie. Kuratorka dopytywała się czy on czasem nie wie gdzie Valdo może teraz przebywać i o różne rzeczy tego typu. Ale on nie wiedział. Nie widział go od roku. Wreszcie ta cierpka baba po dwóch godzinach sobie poszła a Midale został sam w kwiaciarni. Wiedział że musi się wybrać do poprawczaka na rozmowę z dyrektorem, nie miał pojęcia po co ale tamtejszy dyr tak sobie wymyślił a on nie bardzo chciał wchodzić z nim w jakieś starcie. Wyszedł zza lady i z żalem zamkną kwiaciarnie. Po upływie pół godziny dojechał na miejsce i dowiedział się ze dyrektor wyszedł na obiad i że nie wiadomo kiedy wróci. Miał ochotę wracać ale wiedział że musi czekać. Usiadł na krześle przed gabinetem i znowu się zamyślił. Tym razem jednak myślał ile klientów może stracić siedząc tutaj. Wyszło mu coś około 10 i wtedy załamał się jeszcze bardziej. Wstał i już miał iść kiedy zobaczył idącą w jego kierunku nauczycielkę, na jej widok lekko się uśmiechną. Znał ją dosyć dobrze, w sumie bywał tu często i miał okazją poznać większość pracowników. Jednak ona był w przeciwieństwie do innych pogodna i miła.
-Dzień dobry pani Cajsim- powiedział kiedy zbliżyła się dostatecznie.
-Witam, zakładam że pan już wie o wszystkim?
-Chyba niestety tak- westchną głęboko- to już trzeci raz w tym miesiącu.
-Czasami zastanawiam się jak on to robi, puki co bije wszystkie rekordy ucieczek.
Rozmowę przerwało nadejście dyrektora. Caj dyskretnie się ulotniła.
-Proszę pana- Oron zaczął powoli -mam serdecznie dosyć tego że ten pański dzieciak co chwilę gdzieś ucieka! Same z nim problemy.
-Wiem.
Dalsza rozmowa była dosyć dziwna, Midale dostał niezłą naganę z ucieczkę Valdo. Zupełnie jakby miał na to jakiś wpływ, no ale cóż, wysłuchał z pokorą i poszedł. Do kwiaciarni wrócił około 17, miał sporo szczęścia. Przed jej wejściem właśnie stał jakiś elegancko ubrany jegomość i po raz kolejny czytał z nudą kartkę głoszącą "zaraz wracam".
-Dobry wieczór- przywitał się z nim.
Aris oderwał wzrok od kartki i się uśmiechną poznając kwiaciarza.
-Już się bałem że pan nie przyjdzie, a kwiaty są mi dziś szczególnie potrzebne.
-A jakie pan by chciał?- zapytał otwierają z znowu drzwi kwiaciarni.
Klient zamyślił się na chwilę.
-Chyba bym poprosił o jakiś wielki bukiet czerwonych róż...
-Oczywiście.
Wczoraj
, 19:39
Midale od razu zabrał się do pracy, co by o nim nie mówić umiał dobierać i komponować ze sobą kwiaty. wzią15 róż, dodał do nich trochę gipsówki i jakiegoś zielska którego nazwy nie pamiętał i zrobił z nich cudo.
Wziął za nie całkiem niezłą zapłatę i znowu zamkną kwiaciarnię. Do domu postanowił wrócić piechotą.
Tym czasem Aris wsiadł do swojego Ferrari i ruszył na umówioną kolację. Był szczęśliwy jak nigdy, wręcz rozkojarzony do tego stopnia że wysiadając z samochodu zostawił kluczyki w stacyjce i omal nie zapomniał bukietu po czym ruszył na najpiękniejszy wieczór swojego życia. Nawet nie zauważył jak ktoś uważnie obserwuje wszystkie jego ruchy po czym ostrożnie wsiada do jego samochodu i nim odjerzdża.
Valdo był bardzo podekscytowany swoim dokonaniem, co prawda nie pierwszy raz kradł samochód ale zawsze były to jakieś stare żęchy a tutaj nagle takie cudko i to jeszcze z kluczykami w stacyjce! Oczywiście niewiele sobie robił z tego że ledwie nad nim panował.
Midale szedł słabo oświetloną ulicą gdy nagle usłyszał za sobą ryk silnika. Odwrócił się i zobaczył snop światła, kierowca sportowego samochodu nie zdążył wychamować, zderzenie było na tyle mocne że właściwie przerwało ogrodnikowi kręgosłup. Valdo zaklą wściekle kiedy zobaczył jak potrąca jakiegoś przechodnia. Odwrócił się żeby spojrzeć na niego, nigdy nie powinien tego robić. Ferrari rozpędzone do 100km/h uderzyło w solidny słup na ogłoszenia.



Tak wiem że to było nieco dziwne, proszę mnie za to nie zabijać.

5 komentarzy:

  1. What? Nie no... Jak chcecie to zrobimy z tego blog o ludziach...

    OdpowiedzUsuń
  2. Akkarin: Ogarnij się. To opowiadanie o śnie Midale (czy tam Arisa). Tam się może zdarzyć co chce.

    OdpowiedzUsuń
  3. A poza tym przestań wreszcie obrażać innych. To naprawdę nie jest miłe. Z tego co wiem, to Vey twoich wilków nie obraża, nie widzę powodu dla którego ty miałbyś to publicznie robić. A poza tym znowu pokazujesz to swoje ,,bycie królem''. To aż tak ogromna zbrodnia napisać, że w śnie/równoległym świecie jest się twoim przyjacielem? Nie zasłużył na taki zaszczyt zapewne, tak?

    OdpowiedzUsuń
  4. ,,Zchlany'' to nie obraza? Dobrze wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń