Spacer był przepiękny! Ciepłe promienie słońca przeniosły przez gęste korony drzew. W powietrzu unosił się cudowny zapach kwitnących kwiatów. Wszędzie dookoła las budził się do życia. Co chwilę jakiś ptak rozpoczynał swoją arię i nagle milkł wtedy odpowiadał mu kolejny jakby chcąc zakończyć opowieść pierwszego. Przez ten nieustanny trel w lesie zrobiło się naprawdę gwarno. Poza naszymi opieżonymi przyjaciółmi wszędzie roiło się od kwiatów, drzew, trawy, saren, jeleni, dzików, królików i zajęcy. Czasem po pniu zbierała ruda wiewiórka. Szłyśmy raźno przed siebie nie przejmując się kąpletnie niczym. Nagle wpadłam w bagno. Rzuciłam się w przód Ale ono trzymało mocno. Wciągało mnie powoli i nieubłaganie. Pisnęłam z przerażenia. moje towarzyszki spojrzały na mnie i od razu podjęły akcję ratunkową. Po długich staraniach w końcu udało się nam wydostać mnie z tej cuchnącej brei. Byłam wystraszona, mokra, brudna i wyczerpana. Nie wspominając o głodzie jaki wszystkie odczuwałyśmy.
- Myślę, że powinniśmy wracać - zaproponowałam
- Zgadzam się z tobą - odparła Elenda
- Tylko, że jest mały problem... - wtrąciła się Aditi - nie mam pojęcia gdzie jesteśmy
No super. Zgubiłyśmy się. Nagle coś mokrego i ciężkiego spadło mi na nos. Deszcz. Nie, nie, jednak burza. Ups...
< Wybaczcie, że tak długo >
Świetne opo.
OdpowiedzUsuńZaraz biorę się za pisanie. ;)
Aditi