sobota, 29 kwietnia 2017

Od Aditi do Hoki,Aidany(Elendy)

Kroczyłam dumnie przez dzikie ostępy puszczy.Słońc przebijało się przez szmaragdowo-zielone korony drzew.Ze okolicy  dochodziły do nas niezwykłe dźwięki.Gdzieś wysoko słychać było śpiwne głosy małych kolorowych ptaków,trochę niżej niskie krakanie wielkich niebiesko-czerwonych papug,a najniżej okrzyki małp i ryki drapieżników.Drzewa były piękne.Niektóre młodziutkie,a niektóre bardzo stare i majestatyczne. Moją uwagę przykuły wielokolorowe płatki orchidei.Przyglądałam się jej z zaciekawieniem i podziwem. Hoki również patrzyła na kwiaty z zainteresowaniem,jednak Aid nie pozwoliła nam na dłuższe oględziny:
-Na co wy się znowu gapicie?!
-Na ten przepiękny kwiat.-rzekła Hoki.
-Myślałam że to będzie wyprawa, a nie botaniczna, wycieczka, krajoznawcza!
-Uspokój się Aidano.-Hoki zawsze mówiła pełnym imieniem.
-Ja chcę iść! Owszem kwiatek jest ładny, ale przygoda czeka!
-Już idziemy.-odrzekłyśmy z niechęcią,jednak nie było sensu dużej się spierać.
Dalej podążałyśmy przez las,a on na każdym kroku coraz bardziej nas zadziwiał. Ujrzałam wysokie drzewo i zaczęłam się na nie wspinać.Wszystkie na mnie patrzyły,trochę mnie to krępowało,ale wspinałam się dalej. W końcu wspięłam się tak wysoko jak mi na to pozwalały gałęzie.
-Siostra! Zejdź trochę niżej bo w końcu zlecisz!-Wrzasnęła Elenda.
-Chodzę lepiej po drzewach niż ty,nic mi się nie stanie!-krzyknęłam w dól,głupkowato się uśmiechając,mina El była bardzo wymowna.Hoki roześmiała się,a Aidana próbowała się wspiąć.
-Ja muszę tam wejść!-łapy ześlizgiwały jej się z kory,ale w końcu udało jej się wspiąć na pierwszą gałąź,a ja wychyliłam się i rozejrzałam się dookoła.
-Stąd widać chyba całą puszczę!I góry siedmiu wichur!-krzyknęłam rozglądając się z podziwem...

<Hoki?Aidana? Przepraszam za długość. :)>


Od Cajsim CD Midale,Deny i Arisa

Dena wyszła z jaskini.Jak ona mogła!Porównywać Akkarina do nich!? Do Midale!? To jest niepojęte,przecież ona pomogła mi kiedyś skontaktować się z Akkarinem kiedy wszyscy uważali że on jest zdrajcą...A teraz co!!! Zwala wszystko na Akkarina i na mnie,a przecież nie jesteśmy niczemu winni!W dodatku broni Midale! Jak ona może po tym co zrobił! Prawie by zabił mnie i Arisa,ją kilka razy atakował, a na koniec jakby było tego mało,zabił Yogani!Zabił naszą alfą i moją przyjaciółkę!!!
Byłam wściekła.Byłam wściekła na Denę i na Midale. Byłam wściekła na wszystkich.Nikt w tym momencie nie potrafił mi pomóc...Wtem do jaskini wszedł Aris,Aris był jedyną osobą która mnie rozumiała i ostatnią osobą jaką chciałabym teraz widzieć...
-Witaj Beto!
-Jaka tam ze mnie beta, która rządzi się i skazuje niewinne wilki na śmierć,chociaż nie jest alfą...-Basior wyglądał na zaskoczonego - Dena tak twierdzi.-dodałam.
-Dena się myli,ona nawet o siebie nie potrafi zadbać...mówiłem że jej że jej dobre serce ją zgubi...ona nie słuchała i co? I teraz pewnie jest gdzieś sama z niebezpiecznym mordercą...-słuchałam monologu Arisa i zastanawiałam się czy mówi do mnie czy sam do siebie? On lubił mieć zawsze rację.Nagle moje rozmyślania przerwał jego głos skierowany do mnie:
-Mam rację nie?
-Co...?-odparłam zdezorientowana.
-Midale powinien już dawno nie żyć.-wyjaśnił Aris.
-Mhm...nie wiem już co myśleć. Tyle złego się stało przez niego...
-Święte słowa!Gdybyście posłuchali MNIE i zabili go od razu kiedy była taka sposobność to nic złego by się nie stało.Twoja Yo by wtedy żyła...-po tych słowach wszystko do mnie dotarło,Aris mydlił mi oczy. Podlizywał się mi żeby potem to wykorzystać,jednak poczekałam jeszcze chwilę nic nie mówiąc.To co powie może okazać się przydatne:
-...Alfa Yogani była zbyt łatwowierna,alfą powinien być ktoś,ktoś o żelaznych zasadach,ktoś przestrzegający sprawiedliwości,ktoś taki jak ty.-udawałam że połknęłam haczyk:
-O tak! Ja...i ty! Świetnie byśmy rządzili watahą,nasze rządy byłyby sprawiedliwe!
-Nie wiem czy byłbym godzien...-Aris cały czas zachowywał pozory.
-Oczywiście że byś był Arisie!
-Masz rację! Na co jeszcze czekamy! Nie ma alf,a są potrzebne,prawda? Będziemy rządzić lepiej i sprawiedliwiej! - Arisa kompletnie pochłonęła perspektywa zostania alfą.
-I tu cie mam! Kompletnie cię nie obchodzi śmierć Yo! Oj nie! Ty tylko na to czekałeś! Przyznaj się!
-Alfo! Alfo jak możesz tak mówić!Podejrzewasz mnie?!
-Nie nazywaj nie alfą! Nie jestem alfą i nigdy nie będę! Yo była dobrą alfą! A ty nie dorastasz jej do pięt!
-Ja!?Ja jako jedyny naprawdę cię rozumiem! Jak możesz tak mówić?!
-Nie! Nie Arisie! Ty mnie w ogóle nie rozumiesz! Nie żałujesz Yogani,ani nikogo z tej watahy! Myślisz tylko o sobie! Myślisz tylko o swoich starych zatargach z Midale! Myślisz tylko o zemście!-Kiedy to powiedziałam,Aris wstał i wbił we mnie wzrok,poczułam jak coś wdziera mi się w moje myśli i umysł. Krzyknęłam.On próbował kontrolować mi umysł...
-Aris przestań!Przestań!
-Błagaj mnie.-powiedział twardo po czym mimo woli zaczęłam mówić.
-Błagam cię Arisie! Władco najwyższy! Błagam uniżenie...-nie mogłam tego znieść, do czego on mnie zmuszał? Zmuszał mnie do gadania kompletnych głupot...
-Arisie najmądrzejszy i najwspanialszy!-Nie! Tak nie będzie! Wytężyłam całą swoją wolę,tworząc jakby barierę,niestety udało mi się tylko zniekształcić dźwięk wymawianych słów i zamiast mówić zaczęłam mruczeć niezrozumiałe słowa i kręcić się po jaskini nie kontrolując swojego ciała,działo się coś dziwnego,tak jakby jego moc i moja siła woli ścierały się ze sobą...Wirowałam w jaskini jak płatek śniegu na wietrze. Nagle przyszło mi coś do głowy:Trzeba zerwać kontakt wzrokowy,mój i Arisa, przecież moje ciało nie jest kontrolowane...Z całych sił spróbowałam powstrzymać nieopanowane ruchy ciała i ustać, udało mi się.Aris w osłupieniu patrzył na to co robię i wtedy ja wykorzystałam jego nieuwagę i wytworzyłam silny podmuch wiatru, który przewrócił Arisa na twardą posadzkę,a ten stracił przytomność od uderzenia i padł bezruchu. Ja zmęczona usiadłam na chwilę i odetchnęłam.Potem zaciągnęłam basiora do lochu i otoczyłam go barierą ochronną tak żeby nie mógł używać mocy. Kazałam jakiemuś wilkowi pilnować zdrajcy i poszłam do swojej jaskini.Uśmiechnęłam się sama do siebie.Czyż to nie ironia losu? Strażnik więzienny uwieziony w więzieniu którego sam pilnował?
Jednak potem spoważniałam i powiedziałam sama do siebie:
-Trzeba coś zrobić,ale zabicie Midale na pewno nie będzie tu odpowiednią rzeczą, bo to byłaby zemsta,a moje zachowanie byłoby identyczne jak zachowanie Arisa.Ja nie zamierzam zniżać się do jego poziomu...


<I jak mordki? Podoba wam się? Teraz to miałam wenę,oj tak.Niestety teraz wyjeżdżam,ale to nie zwalnia was z odpowiedzenia mi na opowiadanie,bo ja będę mimo to zaglądać na watahę,tylko po prostu wam nie odpiszę tak od razu :) Miduś,nie masz się czego bać,jak widzisz jednak cię oszczędzę. Miłego pisania! ;)>







wtorek, 25 kwietnia 2017

Od Deny CD Midale, Cajsim i Arisa

Po zasłonięciu przed ciosem Midale, zapadła ciemność. Ocknęłam się w jaskini medyka, Cajsim w milczeniu leczyła mnie. To tylko poturbowanie było jak dla mnie. Przez dłuższą chwilę się nie odzywałyśmy.
-Co z Midale?
-Uciekł- prychnęła.- A ty czemu go obroniłaś? Po tym co zrobił?! Zasługiwał na śmierć! A teraz zniknął, bezkarny.
Po tych słowach chciała znowu mnie leczyć ale zatrzymałam ruchem jej łapę, dźwigając się o własnych siłach. Spojrzałam na nią poważnie.
-Nikt nie zasługuje na śmierć- moje spojrzenie lekko schłodniało co ją zdziwiło, bo zawsze widywała mnie wesołą.- Nie wspomnę już o Arisie, był naszym wrogiem a został przyjęty. Akkarin...
-Nie mieszaj go do tego! Zabraniam porównywać go z nimi- podkreśliła z furią ostatnie słowo.
-Wydałaś sama wyrok stracenia na wilka, mimo, że nie jesteś Alfą a Betą.
-Co to ma do rzeczy? Miałam do tego prawo! Oron i Hoki to są jeszcze szczeniaki bez rodziców.
-I dlatego należy je uczyć sprawiedliwości a nie zła- odparłam kierując się do wyjścia. W progu jeszcze się zatrzymałam i spojrzałam na nią na odchodne.- Twoje serce i umysł są ukryte za chęcią zemsty i mordu. Dopóki to nie zniknie, cały czas będziesz popełniać błędy.
Wyszłam zostawiając wściekłą Cajsim. Zajrzałam do synów będących pod opieką Isil. Wiedziałam, że są w dobrych rękach. Cóż, pozostało mi szukać Midale bo inaczej nie będzie mi to dawało spokoju. Kierowałam się intuicją aby go znaleźć, zresztą nie pierwszy raz już tak robiłam.
Poruszałam się tak cały dzień, słońce zbliżało się ku zachodowi, watahę miałam daleko za ogonem a Midale nigdzie nie było. Wkrótce zauważyłam mały obszar, który był ogrodzony drzewami i coś mi kazało w tamtą stronę podążać. Nie, nie czułam zmęczenia po całym dniu chodzenia ale pozwoliłam sobie tam podejść.
Był tam. Leżał z głową opartą na łapach i wpatrywał się w niewielką taflę wody przed nim. Westchnęłam zadowolona, że w końcu na niego trafiłam, wtedy zauważył moją obecność i zaraz był obok patrząc z niedowierzaniem.
-Mam cię- powiedziałam rozbawiona wzruszając ramionami.
-Czemu ty...
-Martwiłam się o ciebie głupku, rozumiesz?
-Ale jak to? I czemu z rana mnie zasłoniłaś?- Spojrzałam na niego, bo podejrzewałam, że ma gorączkę. Nie, nie miał.
-Bo nie chciałam pozwolić aby Cajsim cię zabiła. Dalej jest w amoku po utracie przyjaciółki a w takim stanie może żałować później swoich decyzji.
-Ale ja powinienem zostać zgładzonym.
-Ale ja nie pozwalam.
-Jak to?
-To chyba nazywają przywiązaniem do kogoś- uśmiechnęłam się do niego wesoło. Dodałam zaraz ciszej- nie chcę znowu stracić kogoś równie cennego.
-Dena- Midale zrobił krok do przodu ale nagle między nami pojawiła ostra ściana z kryształu. Odwróciliśmy się szukając jego właściciela i wtedy zauważyliśmy. Jeden wilk od którego aż emitowało szaleństwo i szał. Trzęsło nim a z niego ulatywał dziwny ciemny dym. Dalej usłyszeliśmy biegnących członków watahy. Ale ten nie wyglądał za dobrze.
-Zdrada... Zdrada... Zapłać za zdradę!
Odskoczyliśmy w różne strony. W miejscu, gdzie stał sekundę wcześniej Midale wystrzelił kryształ. Podejrzewałam, że u mnie będzie to samo ale napastnik miał inny plan. Świst pod łapami i nagle wyrósł kryształ pode mną. Poczułam przeraźliwy ból jak przebił mnie równie łatwo, niczym nóż zatapiający się w ciepłym maśle. Czułam jak krew błyskawicznie ulatnia się z przebitych części ciała a z pyska także sączyła się strużka krwi. Midale podbiegł do mnie, wszystko zaczęło się rozmazywać.
-Hej... Cały... jesteś?- Charkałam z trudem usiłując patrzeć na niego. Kryształ nagle został odwołany, ciężko wylądowałam na ziemi pełnej mojej krwi. On coś powiedział ale nie zrozumiałam. Ostatkiem sił posłałam mu lekki uśmiech- To nic... Draśnięcie...
Po czym pochłonęła mnie głęboka ciemność a wszystko jakby ulatywało...

Midale? c:

Od Midale do Deny, Cajsim i Arisa


Usłyszałem swój wyrok, odczytał go Aris, wiedziałem że się cieszył. Nie było mi jakoś specjalnie przykro z tego powodu. Na śmierć na pewno zasłużyłem na śmierć. Stanąłem i czekałem na wykonanie wyroku. Usłyszałem delikatny szmer kiedy Cajsim szykuje się do skoku. Wiedziałem, że zaraz wszystko się zakończy. Wyskok! Usłyszałem cichy jęk i upadające ciało. W tłumie przebiegł szmer, jedno imię, Dena. Zasłoniła mnie.
-Nie byłem tego godny- wyszeptałem.
Gdzieś niedaleko usłyszałem jadowity głos.
-Idiotka, mówiłem że jej dobre serce ją zgubi- warkną wściekle.
Zawrzało we mnie jednak nic nie dałem po sobie poznać. Jak on mógł! Nie miał prawa jej obrażać!
Odwróciłem się w jego stronę w jego stronę, nikt na mnie nie zwrócił uwagi. Przez chwilkę stałem tak w milczeniu. W pewnym momencie, bezgłośnie i bez ostrzeżenia skoczyłem na niego. Wygryzłem się w kark i wydarłem płat mięsa. Usłyszałem wściekł syk bólu.
-Nie masz prawa jej tak nazywać- warknąłem wściekle.
-Nie moja wina że jest głupia- wydobył z siebie jękliwy głos.
Podniosłem łapę i zadałem kolejny cios, tym razem w bok. Usłyszałem bolesny jęk. Po chwili poczułem lekki ból, ktoś mi się wgryzło w bok. Puściłem Arisa i zwaliłem siebie tego kogoś.
-Midale przestań- usłyszałem rozkazujący głos Cajsim.
-Nie zamierzam- odpowiedziałem wściekle- nie zamierzam!!!
Usłyszałem delikatny świst powietrznych strzał. Zasłoniłem się skrzydłem. Wszystkie trafiły do celu. Nie mogłem ich w żady sposób uniknąć. Zabolało, ale nieznacznie. Spojrzałem chyba w jej kierunku.
-Cajsim jeżeli szukasz swojego szczęścia w cierpieniu innych to błądzisz, nie jesteś sama na tym świecie.
Rozłożyłem skrzydła i wzbiłem się w powietrze, uciec, jedyne co mogłem zrobić to uciec poza tereny tej przeklętej watahy.



Cajsim, Dena, Aris? uprzedzając tak mam skrzydła ale Oron zapomniał o zmianie wyglądu...

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Od Cajsim do Midale,Deny i Arisa

W celi zapanowała cisza, cisza przepełniona moją nienawiścią. Nienawidziłam Midale za to co zrobił. Pozbierałam się już po stracie Yo jednak na jego widok nienawiść i ból wróciły.Jego przeprosiny nic tu nie zmieniały. To co zrobił jest niewybaczalne. Jego słowa odbijały się ode mnie jak od góry lodowej. Nagle znów się odezwał:
-Wiem, że nie po to tu przyszłaś.
-Masz rację, przyszłam żeby powiedzieć ci jaką decyzję podjęłam w twojej sprawie.- mój głos był zimny i nieustępliwy, byłam pewna tego co postanowiłam jednak zawahałam się, przypominając sobie jego wzrok, wzrok żądny krwi, pełen nienawiści, a potem moją przyjaciółkę w kałuży krwi szybko odrzuciłam wahania i powiedziałam sobie "To za Yogani"...
- Niniejszym skazuję cię na śmierć.-tym razem ton mojego głosu był zupełnie wyprany z uczuć, zimny i pełen zawodu.Czułam na sobie wzrok Arisa. Był zszokowany ale i zadowolony. Midale odezwał się znowu:
-Nie będę się opierał. Całkowicie się z tobą zgadzam, ja zasługuje na  śmierć.
-Nie! Ty nie zasługujesz na śmierć!-niespodziewanie Dena zakrzyknęła wbiegając do jaskini.-Caj błagam cię! Nie rób tego...on się zmieni.
-To jest sprawiedliwość. Zapłaci swoim życiem za życie Yogani. Zrobię to by ją pomścić.
-Zemsta nie jest sprawiedliwością. Proszę....
-Dosyć! Już postanowione. Przykro mi, ale Midale został skazany na śmierć, zapłaci za to co zrobił.-rzekłam zdecydowanym tonem i wyszłam szybkim krokiem z jaskini. Biegłam, lecz nie do jaskini. Biegłam gdzieś w góry, gdzieś daleko. Nie chciałam patrzeć na Denę ani na nikogo z tej watahy, chciałam być sama...
***
Przed wschodem słońca stawiłam się na słonecznej polanie. Przygotowałam się do egzekucji. Gdy słońce zaczęło wychylać swe pierwsze promienie kazałam Arisowi wyprowadzić więźnia. Aris był bardzo zadowolony, od wczoraj tryskał energią i zapałem, ja nie czułam nic, ale byłam pewna tego co robię...
Cała wataha zebrała się na słonecznej polanie dookoła mnie,związanego więźnia i strażnika. Zaczęłam mówić:
-Niniejszym skazuje obecnego tutaj Midale na śmierć i oskarżam go o zabójstwo. Teraz zostaną odczytane jego winy.-potem Aris przeczytał winy Midale i ja odezwałam się znowu:
-Więźniu!Chciałbyś coś powiedzieć?
-Chciałem tylko powiedzieć że przepraszam was wszystkich za to co zrobiłem i tak,przyznaje się do tego.
-Dobrze możemy więc zaczynać pojedynek. Rozwiązać więźnia!-Aris posłusznie rozwiązał Midale i widziałam że szepnął mu coś do ucha, a potem pchnął Midale na środek polany. 
Skoczyłam z furią i siłą na Midale jednak nie trafiłam na niego, a na Denę. Ochroniła Midale przed ciosem jak tarcza. Wstałam otrzepałam się i spojrzałam na Denę.

<Midale? Dena? Aris? Przepraszam że musieliście tyle czekać. >






 

piątek, 21 kwietnia 2017

Od Cajsim do Lanarda, Carey i Ceres

Aditi i Elenda poszły na jakąś "wyprawę" w stronę Gór siedmiu wichur. Bez dłuższego namysłu postanowiłam również wybrać się na spacer. Opuściłam jaskinię i pobiegłam w stronę Brzozowego zagajnika. Na jego granicy, w promieniach słońca ujrzałam Carey i jakiegoś basiora o brązowym futrze. Zbliżyłam się do nich i przywitałam Carey:
-Witaj Carey-uśmiechnęłam się do wadery- kto to jest?
-Jakiś denerwujący pół produkt- warknęła
-Car, ja jestem całkowicie normalny...-odezwał się "denerwujący pół produkt"
-Oczywiście-powiedziała Carey z politowaniem spoglądając na basiora ironicznie.
Carey chyba miała jeden ze swoich gorszych dni ,a on musiał bardzo ją zdenerwować...nawet trochę mu współczuję, wszyscy wiemy że z Carey lepiej nie zadzierać...
Spojrzałam na basiora pytająco
-Jestem Len- wyszczerzył się do mnie, pokazując wszystkie swoje białe zęby.
-Cajsim- odpowiedziałam niepewnie.
Nastała niezręczna cisza. Len zaczął objadać się rosnącymi na łące stokrotkami. Carey wściekła do granic możliwości skoczyła na niego, przygważdżając basiora do ziemi.
-Ile razy mam ci mówić!!! Ty tępy półgłówku!-wrzasnęła.
-Ja nie jestem żadnym półgłówkiem! To nie ja jestem dziwny tylko ty! Wkurzasz się na mnie bo zjadłem kilka kwiatków!-Wykrzyknął Len podnosząc się z ziemi. No to już po nim pomyślałam.
-Ty...bezczelny złodzieju!-Wściekła się Carey. Byłam wręcz pewna że dojdzie do bójki. I to o jakiś kompletny pierdół! Nienawidzę takich sytuacji.
-Dosyć tego!- stanęłam pomiędzy nimi podnosząc głos.-Przestańcie się kłócić!
-Ale on wszedł na nasze terytorium i obżerał się trawą!
-Ja nie wiedziałem że to wasze terytorium.
-To już twój problem, nie nasz, prawda Caj?-Spojrzała na mnie pytająco Carey. Nie wiedziałam co zrobić. Po raz pierwszy w życiu kompletnie nie wiedziałam co zrobić...odezwałam się:
-Emm...Wiecie,to trochę taki zbieg okoliczności...-potem uśmiechnęłam się i pytałam Lena wesołym głosem:-Czyli rozumiem, że jesteś wilkiem wegetarianinem tak?
-No wiesz...czasem lubię sobie podjeść roślinki- wyszczerzył się znowu. Faktycznie był trochę dziwny,ale nie będę oceniać książki po okładce.
-Car? Chodź tutaj,co proponujesz z nim zrobić?
-O super! Skończyliście już swoją pogawędkę i wreszcie mogę się odezwać...no więc, ja proponuje odtransportować tego wnerwiającego pana daleko poza nasze granice, czyli jednym słowem: pozbyć się go.Ale to do ciebie należy decyzja.- rzekła Carey z niechęcią.
-Dobrze...więc....Len, przeproś Carey za to, że ją zdenerwowałeś.- powiedziałam.Len nagle zrobił się poważny i jakby oschły.
-Przepraszam.-rzekł nie spoglądając na Carey,ale mimo to ukłonił się przed nią nisko. Byłam pod wrażeniem, myślałam że trudniej pójdzie.Wadera niechętnie podała łapę na zgodę.Nagle przyszedł mi pomysł do głowy:
-Skąd pochodzisz?-zapytałam Lena.
-Z takiej jednej watahy...ale to nieważne, nie chce o tym mówić...-odpowiedział oschle.
-Hmm...dobrze. Czy chciałbyś dołączyć do naszej watahy?-uśmiechnęłam się. W tym momencie nie wiedziałam kto był bardziej zszokowany:Carey czy Len.
-Nie pochwalam tego, ale to w końcu twój wybór.- uspokoiła się Car.Pewnie i tak się nie zgodzi...pomyślałam
-Tak...chciałbym.-moje zaskoczenie sięgało granic.
-Dobrze,w takim razie jakie chciałbyś zająć stanowisko?-spytałam wymieniając wszystkie,jednak on zapytał:
-A jest coś takiego jak łącznik z zaświatami czy coś w tym stylu?
-Mhm. Zgadzam się żebyś nim był, myślę że się nadajesz.
Po złożeniu przysięgi ja, Carey i Lenardo ruszyliśmy w stronę domu.
-Cieszymy się że możemy cię gościć w naszej watasze, prawda Car?
-Mhm-odpowiedziała Carey z jeszcze większą niechęcią niż ostatnio. Zbierało się na deszcz. Już chcieliśmy iść gdy nagle zza drzewa wyszła wadera o szaro niebieskim futrze.
-O kogo my tu mamy? Szanowna beto, to jest moja uciekinierka.- Carey rzekła z udawanym uśmiechem.
-Witam....Jestem Ceres.-powiedziała wadera nieśmiało.

<Len? Carey? Ceres?>
540 słów


czwartek, 20 kwietnia 2017

Przepraszam

TAK. Trochę mnie poniosło i TAK nie było to uprzejme i TAK możesz usunąć Eliosa, ale NIE zrobiłem tego dla przyjemności, tylko po to, by trochę pomóc w no wiecie... Alfy mnie zaraz rozszarpią (jak harpie), bo się tu pojawiłem znowu, więc...  *odgłos łamanych kości i moje krzyki*