poniedziałek, 30 stycznia 2017

Od Oron Do Yogani

Wstałem wcześnie rano i przeciągnąłem się. Yogani jeszcze spała. Wyjrzałem z jaskini i znów wydałem z siebie okrzyk zdziwienia. Wciąż nie mogłem się przyzwyczaić. Widok z jaskini był taki piękny... Wróciłem do środka i usiadłem obok ukochanej. Uśmiechnąłem się. Wypełniała mnie taka szalona radość. Ona też mnie kochała! Kiedy jej wczoraj wyznałem miłość, powiedziała to! Nie mogłem się uspokoić. Miałem ochotę ją obudzić, ale zarazem nie chciałem jej przeszkadzać... Kiedy spała, wyglądała tak słodko...
W końcu zdecydowałem co mam zrobić. Wybiegłem z jaskini do lasu. Stanąłem w miejscu. Czułem delikatną woń sarny. Z której strony? Ze wschodu. To dobrze bo będę się podkradał pod wiatr i mnie nie wyczuje. Zbliżałem się powoli. Byłem coraz bliżej... Nagle ją dojrzałem. Pasła się spokojnie na małej polance. Nie zdawała sobie sprawy z mojej obecności. Wyskoczyłem z krzaków i złapałem ją. Zawsze trochę mi żal niewinnego zwierzęcia, ale byłem głodny. I ja i moja narzeczona, jeśli już wstała. Ale no cóż... Kiedy ja umrę, moje ciało zasili glebę, na której wyrośnie trawa dla innych saren. Krąg życia...
Zaniosłem martwe zwierzę do naszej jaskini. Kiedy wszedłem, zobaczyłem, że Yogani już nie spała. Siedziała na środku jaskini i wpatrywała się we mnie.
-Śniadanie, dla Pani! -uśmiechnąłem się.

<Yogani? Może być? XD W razie czego usunę. Śmiesznie się pisze tym basiorem...>
(201 słów)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz